All that jazz

Poznań, w którym narodził się współczesny polski jazz, bardzo zasłużył na taki klub, jak Blue Note. Trudno zliczyć muzycznych mistrzów, którzy regularnie do niego wracają.
REMIGIUSZ RÓŻAŃSKI
Blue Jazz Orchestra | foto Miłosz Budzyński | foto Blue Note

 

POZGŁOS
autorski podcast Remigiusza Różańskiego
o życiu muzycznym Poznania
Posłuchaj!

„Muzyka to twoje doświadczenie, twoje myśli i twoja mądrość. Jeżeli nią nie żyjesz, twój instrument niczym nie wybrzmi. Uczą cię, że w muzyce istnieją ograniczenia, ale tak naprawdę sztuka nie zna żadnych granic” – twierdził Charlie Parker. Granice te można czytać jako akademickie standardy, gatunkowe konwencje i branżowe praktyki. Ale mają też znaczenie geograficzne. W końcu jazz, który narodził się w Stanach Zjednoczonych, przybył do Europy, rozbrzmiewając od Paryża do Poznania. Muzyką dancingów międzywojnia stał się swing. Złożony, bujający rytm porywał do tańca w kawiarniach, restauracjach i salach balowych, a w przerwie od potańcówek przypominał o sobie w radioodbiornikach. Rozwój muzyki synkopowanej przerwał wybuch wojny, ale jej późniejszy powrót utrudniał komunistyczny reżim. Podwaliny współczesnego jazzu zbudowane zostały w latach odwilży, a jego twarzą stał się Poznaniak – Krzysztof Trzciński, znany szerzej jako Komeda.

Studiował laryngologię na poznańskiej Akademii Medycznej, lecz bardziej niż do otoskopii ciągnęło go do jam session. Gdy zaczynał, jazz wciąż był na cenzurowanym, dlatego ćwiczył chyłkiem w wynajętej na lewo świetlicy. I tak się doigrał, bo za jazzowanie wyrzucono go ze Związku Młodzieży Polskiej. Komeda miał już wtedy w tyle głowy pomysł na zespół wzorowany na Modern Jazz Quartet Johna Lewisa. Tak w 1956 roku powstał Sekstet Komedy, w którym pianiście towarzyszyli wibrafonista Jerzy Milian, saksofonista Jan „Ptaszyn” Wróblewski, kontrabasista Józef Stolarz, perkusista Józef Zylber oraz saksofonista Stanisław Pludra. Występ na I Ogólnopolskim Festiwalu Jazzowym w Sopocie z szerzej nieznanych muzyków uczynił gwiazdy, a z Komedy – wyrocznię nowoczesnego jazzu.

Kiedy reszta wciąż grała taneczny, radosny, oparty na instrumentach dętych dixieland, niedoszły lekarz propagował brzmienie ascetyczne, eleganckie i wymagające.

Lech Łuczak, założyciel Blue Note, w pomieszczeniach dawnej kotłowni Zamku | Blue Note

Członkowie sekstetu w różnych okolicznościach opuszczali stolicę Wielkopolski. „Dobrych rzeczy w Poznaniu i Poznaniakach jest wiele, ale Sekstetu Komedy wtedy zrozumieć nie chcieli, chociaż mogli” – wyznał z żalem na łamach magazynu JazzPRESS Jerzy Milian. Na przełomie lat 50. i 60. jazzmani ściągali przede wszystkim do Warszawy, gdzie rozkwitały kluby studenckie Hybrydy i Stodoła. Tam też narodził się festiwal Jazz Jamboree – dziś jedno z najważniejszych wydarzeń tego typu w Europie. W Poznaniu wykonawcy jazzowi odwiedzali klub Od Nowa, będący przystanią dla młodych artystów wszystkich dziedzin, goszczono w nim nie tylko Nahornego i Stańkę, lecz także Grotowskiego, Lema czy Iwaszkiewicza. Długo jednak brakowało w mieście miejsca skupionego w pełni na jazzie. Dopiero w transformacyjnym ferworze lat 90., kiedy oferta kulturalna Poznania obrodziła w różnorodne jazzowe inicjatywy promowane przez Dionizego Piątkowskiego, luka została zapełniona. W 1998 roku powstał Blue Note.

Jego założyciel Lech Łuczak nie był neofitą, w jazzie zasłuchiwał się od młodości. Regularnie wypożyczał z ambasady amerykańskiej egzemplarze magazynu DownBeat, najważniejszego czasopisma o tematyce jazzowej i bluesowej.

W podobny sposób w jego ręce trafiały wydawnictwa Blue Note Records, kultowej nowojorskiej wytwórni, przez którą przewinęli się liczni jazzmani – od pionierów bebopu do reprezentantów fusion. Po ukończeniu szkoły muzycznej Łuczak wyjechał za granicę, by grać zawodowo. Przeczesywał tam kluby w poszukiwaniu nieoczywistych brzmień. Choć żył muzyką, przyszedł czas, gdy zdał sobie sprawę, że nie zostanie drugim Jackiem DeJohnettem. Wtedy postanowił zrealizować projekt, który od dawna chodził mu po głowie – założyć klub muzyczny, do którego sprowadzi cenionych przez siebie artystów. Jazz clubs funkcjonowały przecież z powodzeniem w Warszawie i Krakowie. Poznań jako miasto, w którym narodził się współczesny polski jazz, zasłużył na podobne miejsce.

Ilu Trio | foto Sylwia Kłaczyńska | Blue Note

Klubu jazzowego nie należy traktować jak biznes. Po latach Łuczak przyznał nawet, że do dobrych koncertów się dopłaca. Powodowany pasją do muzyki, był świadomy ryzyka, którego się podejmuje. Towarzyszyła mu w tym żona, Mira. Wspólnie wzięli na barki ciężar przekształcenia kotłowni Zamku Cesarskiego w świątynię jazzu. Na pierwszy rzut oka było to zadanie karkołomne, choćby z technicznego punktu widzenia. Żeby wybudować antresolę konieczne było obniżenie poziomu podłogi o pół metra, co wymagało półrocznego skuwania zbrojonego betonu. Owocem tej pracy był dziedziniec wypełniony po brzegi gruzem, do którego uprzątnięcia potrzeba było aż stu ciężarówek. Przystosowywanie czterystu metrów kwadratowych zamkowych piwnic do standardu klubu muzycznego trwało w sumie półtora roku.

14 lutego 1998 roku działalność Blue Note zainaugurował koncert kwartetu Jana Wróblewskiego. Był to moment symboliczny, w końcu Ptaszyn wspólnie z Komedą napisał pierwszy rozdział w historii poznańskiego i polskiego jazzu.

Po trzech dekadach obecności na scenie przyszło mu rozpocząć kolejny. Uznany saksofonista był jednym z idoli Łuczaka. Tym większa musiała być jego radość, gdy po koncercie powiedział, że jest to najwspanialszy klub jazzowy w tej części Europy. Ptaszyn wielokrotnie do Blue Note wracał, po raz ostatni w marcu 2024 roku, niecałe dwa miesiące przed śmiercią. Klub przy Kościuszki 79 stał się miejscem pielgrzymek melomanów, jednym z najistotniejszych ośrodków muzyki synkopowanej w Polsce.

Dorota Miśkiewicz i Toninho Horta „XXXBons Amigos” | foto Maciej Chomik | Blue Note

Miarą sukcesu Blue Note jest nie tylko wierna publiczność kotłująca się w przestrzeni dawnej kotłowni, lecz także ilość i ranga koncertów, które się w niej odbyły. Przez ponad ćwierćwiecze na scenie klubu wystąpili giganci jazzu – wśród nich wielokrotni zdobywcy Grammy, jak kontrabasista Christian McBride, gitarzysta John Scofield i wokalista Kurt Elling. W przyzamkowym klubie zagrali również muzycy uhonorowani nagrodą NEA Jazz Masters, czyli najwyższym laurem w świecie amerykańskiego jazzu, jak saksofonista Kenny Garrett, gitarzysta Pat Metheny i perkusista Jack DeJohnette. Trudno zliczyć polskich mistrzów, którzy regularnie powracają do stolicy Wielkopolski. Pochlebne opinie przekazywane pocztą pantoflową sprawiły, że klub prędko przestał być anonimowy, a agencje same zaczęły dobijać się z propozycjami.

Blue Note | foto Sylwia Kłaczyńska | Blue Note

Blue Note zdążył odchować całe pokolenie sympatyków jazzu. Jednym z nich jest Krzysztof Wawrzyniak, prezes Good Taste Production, agencji odpowiedzialnej za najważniejsze wydarzenia muzyczne w regionie – BitterSweet, Next Fest, Letnie BrzmieniaEnea Edison Festival. Wawrzyniak był stałym bywalcem klubu Łuczaka już jako nastolatek. Zanim skończył szkołę muzyczną, zdążył zorganizować tam pierwszą imprezę. W następnych latach, już jako student Akademii Muzycznej, przychodził z różnymi pomysłami na koncerty. Szczególnie ważnym okazał się występ zespołu Poluzjanci, od którego w 2011 roku zaczęła się historia Good Taste. Dziesięć lat później Wawrzyniak został współwłaścicielem wielbionego przez siebie klubu, co stanowiło nie tyle ukoronowanie wieloletniej współpracy, co punkt zwrotny. Od tego momentu Blue Note zarządzany jest przez spółkę Stara Kotłownia, której celem jest przygotowanie jazz clubu na wyzwania zmieniającej się rzeczywistości.

Konieczność zmian uwidocznił gruntowny remont. Historia zatoczyła koło, bowiem renowacja klubu zajęła aż półtora roku. W tym czasie zdarto pokrycie większości ścian, odsłaniając gdzieniegdzie beton widziany po raz ostatni u schyłku milenium.

W odświeżonym Blue Note tradycja krzyżuje się z nowoczesnością. Na swoim miejscu pozostały charakterystyczne schody, balustrady oraz bar, będące dziełem poznańskiego rzeźbiarza Adama Garnka, przyjaciela Łuczaka. Wokół nich zaroiło się od reliefów i przełamujących granat ścian drewnianych lameli. Elegancką, nieco tajemniczą atmosferę miejsca uwydatnia delikatne oświetlenie, które rozlewa po pomieszczeniu ciemnoniebieską poświatę. To iście filmowa sceneria. Zmiany były nie tylko estetyczne, lecz także funkcjonalne. Powiększono scenę, co stworzyło przestrzeń dla większych bandów, z kolei na zapleczu zaaranżowano dwie duże garderoby. Choć Blue Note jest raczej kameralnym klubem, koncertujący w nim artyści mogą liczyć na pełen komfort i oddaną publiczność. Nie bez powodu tuzy gatunku, takie jak Garrett, wracają do Poznania.

Marek Napiórkowski | foto Sylwia Kłaczyńska | Blue Note

Klub Łuczaka i Wawrzyniaka wznowił działalność jesienią 2023 roku. Odrestaurowany Blue Note może pomieścić około stu osiemdziesięciu osób na koncertach stolikowych i około czterystu pięćdziesięciu na stojących. Na słuchaczy wciąż czeka bogactwo jazzu, choć coraz częściej w odświeżonej, romansującej z funkiem formule.

Nowa linia programowa ma pogodzić starych wyjadaczy z młodymi adeptami jazzu. Dlatego będące perłą w koronie klubu, celebrujące dorobek legend koncerty z cyklu Jazz Top przeplatane są występami młodych jazzmanów pod szyldem Nowi Mistrzowie. Właściciele Blue Note wyciągają rękę do nieopierzonych muzyków, którzy mogą próbować sił na comiesięcznym jam session. Nowością jest też cykl Academy in Blue, w ramach którego scenę przejmują studenci Akademii Muzycznej im. Ignacego Jana Paderewskiego. W tych samych murach gra Blue Jazz Orchestra, jedyna w kraju profesjonalna orkiestra działająca przy klubie muzycznym. Różnorodność oferty Blue Note odzwierciedla niejednorodne oblicze jazzu – gatunku, w którym jest miejsce na taniec i kontemplację. Warto wejść na Kościuszki 79, by usłyszeć to samemu.

Polecamy również

Chcesz wiedzieć o wszystkim, co najważniejsze w poznańskiej kulturze?
O wydarzeniach, miejscach, ludziach, zjawiskach, trendach?
Zapisz się do naszego piątkowego dynkslettera!