
Next Fest
16–18.04.2026 | Poznań
PROGRAM

POZGŁOS
autorski podcast Remigiusza Różańskiego
o życiu muzycznym Poznania
Posłuchaj!
W 2001 roku w utworze I moje miasto złą sławą owiane…, będącym swego rodzaju prezentacją ówczesnej, skupionej wokół Peji, poznańskiej sceny hip-hopowej, Mezo zapowiadał: „Wielkopolska ekspansja, czas nastał, uszy nadstaw”. Pięć lat później jego przeboje – od Aniele, przez Ważne, po Sacrum – śpiewała cała Polska. – Tworząc Mezokrację, byłem dość pewnym siebie raperem. Miałem, co prawda, dwadzieścia lat, ale po nagraniu trzech demówek czułem, że jestem w pełni gotowy na wydanie legala. Chciałem, a nawet oczekiwałem, żeby był sukcesem. Myślałem jednak, że pozostanę w środowisku hip-hopowym. Nie planowałem zostać gwiazdą popu, tymczasem zaczęły mnie słuchać nastolatki, rozpoznawać panie z warzywniaka, a w Bravo pojawiły się plakaty ze mną – mówi dla DYNKSA Mezo. Można powiedzieć, że na początku nowego tysiąclecia ustrojem Polski była mezokracja.
Zanim z radioodbiorników rozbrzmiały single z debiutanckiego albumu Meza, raper z Winograd doskonalił warsztat w undergroundzie. Pierwsze mikstejpy zaczął nagrywać pod koniec lat 90. Poznań wtedy wciąż znajdował się na marginesie hip-hopu, jakby w cieniu składów z Warszawy i Katowic. Do miana stolicy gatunku zaczął pretendować wraz z wydaniem Na legalu? Peji, z którego pochodzi wspomniane już I moje miasto złą sławą owiane… Ogólnopolski sukces albumu jeżyckiego chuligana stał się kołem zamachowym wielkopolskiej rapsceny. W 2002 roku odbył się koncert Bless Da Mic, na który sprzedano ponad sześć tysięcy biletów.
W wypełnionej po brzegi Arenie wystąpili wówczas Peja oraz namaszczeni przez niego reprezentanci podziemia: Owal, Hans, Ascetoholix i Mezo. Wydarzenie zorganizowali Remigiusz Łupicki i Dominik Urbański – założyciele sklepu z płytami Underground Music Center, który dał początek wytwórni UMC Records (dziś MyMusic).
To właśnie Remik i Urban w 2003 roku wydali debiut Meza. – Mezokracja była sukcesem komercyjnym, ale mimo wszystko nadal kręciła się wokół środowiska hip-hopowego i ja sam czułem się raperem stricte hip-hopowym – wspomina. Mezo był ważną postacią lokalnej rapsceny. Nie tylko autorem, lecz także współorganizatorem bitew fristajlowych i prowadzącym audycję Bless Da Mic w radiu RMI FM. W studiu poznańskiej rozgłośni gościł lokalnych nawijaczy, tam też poznał Kasię Wilk, wokalistkę łączącego funk, soul, hip-hop i R&B zespołu Dreamland. – Przyszłam ze składem na wywiad. Od słowa do słowa Jacek zaproponował mi współpracę. Dostałam podkład, zamknęłam się w pokoju mieszkania studenckiego, które wynajmowałam z przyjaciółmi muzykami i tak powstał refren do piosenki Ważne – mówi piosenkarka.

Mezo | foto Wojciech Wrazowski
– Byłam dumna, że napisałam bezkompromisową melodię, w której niemalże krzyczę, a jednocześnie opieram się na rytmie i groovie. To są frazy, które zawsze mnie interesowały, połamane i nieoczywiste. Taki soul miałam wtedy w sercu – wspomina po latach Kasia Wilk. Soul, R&B i hip-hop organicznie się ze sobą łączą, o czym w USA przez lata przekonywał kolektyw Soulquarians. Z podobnego założenia wyszedł zresztą Dreamland. Poza zespołem Kasia śpiewała też covery soulowych geniuszy i geniuszek: Jill Scott, Angie Stone i D’Angela. Być może dlatego z łatwością odnalazła się w świecie Meza. – Pojawiałam się wszędzie tam, gdzie grała muzyka. Kompletnie nie wyobrażałam sobie siebie na wielkich scenach, po prostu czułam, że muszę śpiewać. Być może była to swego rodzaju wewnętrzna gotowość na to, co przyniesie przyszłość. Byłam dokładnie taka sama, jak dzisiejsza młodzież: odważna, działająca, niewypalona i kompletnie niezmanierowana – mówi.
Tę odwagę odzwierciedla jej dorobek, w końcu w 2005 roku poza projektami soulowymi i hip-hopowymi śpiewała też w pop-rockowym zespole Kto To, z którym wywalczyła drugie miejsce w opolskim konkursie debiutów.
Na tym samym festiwalu po raz pierwszy zagrała z Mezem i Tabbem Ważne. Utwór, który okazał się jednym z największych przebojów radiowych tamtego roku, powstał w spontanicznej atmosferze. – Spieszyliśmy się, żeby zdążyć z piosenką na opolskie Premiery. To trwało kilka godzin. W nocy napisałem tekst, Kasia ułożyła melodię refrenu, Tabb zorganizował nagrywki w swoim domu rodzinnym na Świerczewie. Kiedy jego mama gotowała obiad, my nagrywaliśmy utwór w naszej prowizorycznej kabinie – dodaje Mezo. Zdążyli. W konkursie premier zajęli drugie miejsce, ulegając jedynie Miałeś być Brodki.
Ważne pojawiło się na reedycji Wyjścia z bloków, drugiego albumu Meza, którego tytuł przewrotnie nawiązuje do korzeni rapera. – Mezokracja odniosła duży sukces, ale była też mocno krytykowana przez środowisko. Wyjście z bloków miało być odpowiedzią na wszystkie zarzuty. Chciałem udowodnić, że nie jestem z pierwszej łapanki i zaprezentować skile. Dziś ta płyta jest bardzo dobrze oceniana, lecz wtedy przeszła zupełnie bez echa. Nie była sukcesem sprzedażowym, a środowisko hip-hopowe i tak trzymało się od niej na dystans, bo byłem postrzegany jako raper komercyjny – tłumaczy ówczesna persona non grata rapsceny. – Hip-hop wchodził stopniowo w mainstream, ale wciąż żywe były antysystemowe wartości, podtrzymywane przez raperów ulicznych, którzy wierzyli, że jest jeden hip-hop i nie ma miejsca na odstępstwa od normy. Ja natomiast uważałem, że najważniejsze są umiejętności i dobrzy raperzy nie muszą wstydzić się popularności – dodaje muzyk.
Wyjście z bloków nie pomogło Mezowi wydostać się z szufladki hip-hopolo. Nawet Peja, który wspierał rapera z Winograd, gdy ten wychodził z podziemia, w ostatniej audycji Bless Da Mic wieszał na nim psy. Zamiast prosić o akceptację, autor Mezokracji postanowił stanąć okoniem i pójść w kierunku przeciwnym niż reprezentanci „starej szkoły”, nagrywając rozrywkowy album z wokalistką.
Co oczywiste, wybór padł na Kasię Wilk, która wkrótce miała stać się jedną z najbardziej wziętych wokalistek w kraju. Wyprodukowana przez Tabba Eudaimonia wydana została 16 października 2006 roku. Dzięki hitom, takim jak Mamy siebie i Wstawaj, uzyskała status Złotej Płyty. – Na tym albumie jest bardzo dużo dobrych piosenek. Słuchając go, przypominam sobie o tej Kaśce, która była odważna, nie zważała na lokalne trendy i czerpała inspiracje z muzyki zza oceanu – wyznaje wokalistka, która wniosła do projektu wdzięk R&B, uzupełniając rapową wrażliwość Meza i Tabba.

Kasia Wilk | foto mat. pras.
Najważniejszym utworem z płyty było Sacrum, które dziś jest klasykiem rodzimej muzyki popularnej. – Tekst powstał niemal rok przed nagraniem. Nie sądziłem wtedy, że to może być tak mocny numer. Dopiero, gdy wyszedłem ze studia, zrozumiałem, że mamy singiel. Powiedziałem wydawcy, żeby wysyłał go wszędzie, gdzie się da. Na drugi dzień zadzwonił do mnie i powiedział: „Czuję, że dojrzewasz, twoje teksty są coraz poważniejsze, ale chyba nic z tego nie będzie”. Poprosiłem, by mi zaufał. Już po tygodniu wrócił: „Wiedziałem, że będzie sukces!” – wspomina Mezo. – Kiedy pracowałam nad tym utworem, byłam zakochana. Dla ówczesnego partnera zostałam w Poznaniu, więc gdy śpiewałam „do ostatniej przystani dobiłam, wysiadam, zostaję”, myślałam o tej miłości, która miała być na zawsze. Traktowałam ten utwór bardzo osobiście, ale wiem, że Jacek też pisał o miłości. Coś w tym jest, że Góra czuwa nad takimi otwartymi duszami – opowiada Kasia Wilk.
– Eudaimonia była przełomem, wejściem w pop totalny. Od tamtego czasu regularnie graliśmy na festiwalach w Opolu i Sopocie, czyli na najwyższym poziomie polskiej muzyki rozrywkowej – ocenia Mezo.
– Nie byłam gotowa na sukces. Z początku cieszyłam się, że jestem tą maskotką-refrenistką, która stoi z boku, a może nawet z tyłu, bo czułam się wtedy bezpiecznie. Nie wyobrażałam sobie, że będę kiedyś na świeczniku, stanę się frontwoman – mówi Kasia. – Współpraca z Mezem była trampoliną. Dzięki niej zostałam zauważona i otrzymałam szansę, by bronić swojego talentu na żywo na największych imprezach – dodaje.
Niedługo po wydaniu Eudaimonii artystyczne drogi duetu się rozeszły. Mezo kontynuował solową karierę, tymczasem Kasia wciąż lgnęła tam, gdzie rozbrzmiewała muzyka: zaśpiewała w chórku Kayah podczas koncertu w ramach MTV Unplugged, dołączyła do Orkiestry Adama Sztaby, wreszcie, w 2008 roku, światło dzienne ujrzało jej solowe wydawnictwo Unisono (stamtąd pochodzą popularne single Pierwszy raz i Do kiedy jestem).
Jak mówi z przekąsem Mezo, dzisiaj bycie raperem komercyjnym nie jest już karalne. Nikt nie zmieszał Kiza z błotem, gdy wypuścił taneczny przebój Disney. Wręcz przeciwnie, singiel był potrójnie diamentowy, a portal Newonce umieścił go na liście najlepszych utworów roku. Współpraca raperów z popowymi muzykami też nikogo nie dziwi
– Bedoes może nagrywać z braćmi Golec, a Mata z Marylą Rodowicz. Trudno nie odnieść wrażenia, że idą szlakiem przetartym przez Meza i Kasię Wilk. – Gdybym w tamtych czasach się wykoleił, może do dzisiaj żywiłbym urazę, że tak mnie potraktowano. Przetrwałem to jednak, starając się robić swoje. Fale popularności zawsze wznosiły się i opadały. Czuję, że od kilku lat znów się wznoszę, mimo że niewiele nagrywam. Pojawiła się fala nostalgii wśród pokolenia sprzed dwudziestu lat, które nawet nie patrzy na moją muzykę przez pryzmat tego, czy im się podobała, lecz myśli o niej jako miłym wspomnieniu z czasów dorastania – mówi Mezo. – Fenomenem jest dla mnie to, że nasze piosenki wciąż żyją i słuchają ich nie tylko boomerzy w naszym wieku, lecz również nastolatki.
Dwudziestolecie Eudaimonii zdaje się doskonałą okazją do powrotu do przebojów, które grano na zapętleniu w Viva Polska i 4FUN.TV. Między innymi z tego powodu podczas zbliżającego się poznańskiego Next Festu Kasia Wilk i Mezo ponownie spotkają się na scenie. Nie będzie to jednak koncert nostalgiczny. – Minęło dwadzieścia lat, więc gramy ten materiał zupełnie inaczej. Uważam, że należy uszanować melodię i motyw, które są święte, lecz jednocześnie chciałabym zaskakiwać i sprawiać, by słuchacz poczuł się doceniony, wiedząc, że dana aranżacja została przygotowana specjalnie dla niego – wyjaśnia Wilk. Dla osób pamiętających dawne koncerty nowością będzie sama obecność zespołu. – Śpiewając z podkładem, nie czuję jakiejkolwiek energii. Równie dobrze mogłabym trzymać odwrócony mikrofon. Dlatego od lat gram z zespołem, z częścią chłopaków znam się niemal dwie dekady. Wierzę, że wspólnie da się osiągnąć znacznie więcej niż w pojedynkę. Na Next Feście do naszego zgranego teamu dołączy Jacek – dodaje.
Stąd koncert będzie nie tyle powtórką z Eudaimonii, ile hołdem dla twórczości obu artystów, podczas którego splotą się utwory wspólne i solowe, popowe i hip-hopowe. To projekt, który nie narodził się w Excelu.
Na pytanie o to, co jest naprawdę ważne w karierze muzycznej, Mezo odpowiada bez wahania, że pasja. – Jestem zadowolony z ostatnich lat. Cieszę się, że nadal gram, lecz jest to w dużej mierze odcinanie kuponów od przeszłości. Żeby czuć się spełnionym, konieczny jest twórczy zapał. Jestem ojcem, więc czasami w pędzie życia, przy natłoku obowiązków, trudno mi odnaleźć tę zajawkę. Mam jednak nadzieję, że jeszcze jest to możliwe, mimo że coraz trudniejsze – odpowiada. Być może koncert na Next Fest stanie się katalizatorem kolejnych nośnych albumów. Oby!