
Romuald Krężel
All that I left behind is here
Pawilon | 13-14.03.2026 r.
Kup bilet!
Co tak bardzo chciałeś zostawić za sobą, ale się nie udało?
Przeszłość klasową, bo tak się zdarzyło, że wyskoczyłem z jednej klasy społecznej i wskoczyłem w drugą. Mój performans All that I left behind is here, który pokażę w Pawilonie, jest właśnie o tym, jak bardzo ten przeskok jest zwykle nieuświadomiony, i jak go sobie potem w życiu uświadamiamy. I co z tym robimy.
Ten temat wisi w powietrzu co najmniej od kilku lat, przynajmniej w Polsce. Powstało o tym sporo książek, spektakli. Ty mieszkasz od lat w Niemczech. Miało to wpływ na ciebie?
Pomysł na performans wziął się z pracy. Jakiś czas temu pracowałem nad projektem w Szwajcarii, gdzie mieliśmy studio, w którym tworzyliśmy z kilkoma artystkami z różnych krajów. Siłą rzeczy dużo ze sobą gadaliśmy i pojawił się temat hobby w dzieciństwie. Koleżanki opowiadały o jeździe konno i jodze, a ja sobie uświadomiłem, że nic takiego nie robiłem. Wydało mi się to ciekawe, że pracujemy razem, robimy nasze niehierarchiczne projekty wspólnotowymi metodami pracy, a jednak nie jesteśmy z tych samych światów, z tych samych klas. Lektury, o których mówisz, przyszły później, między innymi Didier Eribon.
Eribon silnie zarezonował w Polsce w świecie literackim, ale i w teatrze.
Zupełnie mnie to nie dziwi, bo jego Powrót do Reims jest wspaniały. To książka, która dużo otwiera i celnie nazywa rzeczy. Po jej lekturze zacząłem się coraz intensywniej zastanawiać, co jest moim, choreografa i performera, klasowym doświadczeniem i zrozumiałem, że był nim taniec towarzyski, który trenowałem w szkole podstawowej.
W międzynarodowym świecie choreografii, w którym obecnie funkcjonuję, jest to temat raczej wstydliwy, pomija się go w zawodowych biogramach, nie mówi się głośno, że rąbało się rumbę.
Dlaczego?
Jest w tym oczywiście wstyd związany z przywłaszczeniami kulturowymi – to bardziej na Zachodzie. Na Wschodzie, w naszej części Europy, taniec towarzyski był czymś powszechnym, dostępnym właśnie ludziom z klasy robotniczej.
Mierzył się z tym tematem Paweł Sakowicz w swojej Masakrze.
Paweł zrobił piękną pracę, ale właśnie pod kątem przywłaszczenia kulturowego. Mnie natomiast zainteresowało klasowe naznaczenie tych wszystkich kiczowatych póz i gestów, tych piór i odsłoniętych klat. Wszystko to było przecież moim udziałem, chciałem się więc nad tym pochylić.

„All that I left behind is here”, Romuald Krężel | foto Dorothea Tuch
A skąd to klasowe naznaczenie?
Stąd, że to było tanie i dostępne oraz dyskusyjne estetycznie, dlatego ten wstyd dzisiaj, o którym mówiłem, to ukrywanie tańca towarzyskiego w notkach biograficznych. Ważnym elementem All that I left behind is here jest rozmowa z moją mamą, Ireną, którą pytam, dlaczego nie wysłała mnie na balet albo na taniec współczesny, wtedy, w latach 90. we Wrocławiu.
Dlaczego nie wysłała?
Nie miała świadomości, że jest w ogóle coś takiego, jak taniec współczesny. Albo że można mnie wysłać do szkoły baletowej. Poszedłem na zajęcia z tańca towarzyskiego, bo oferowano go w szkole za darmo, może za jakąś niewielką opłatą. I byłem w nim całkiem niezły, więc zaproszono mnie do dołączenia do klubu tanecznego. Wtedy rodzice mnie wypisali, bo wiązało się to z turniejami i wyjazdami, a więc z kosztami.

„All that I left behind is here”, Romuald Krężel | foto Dorothea Tuch
A te pióra i samoopalacze nie były paradoksalnie czymś wyzwalającym dla osoby queerowej, którą jesteś?
Paradoks tutaj polega jeszcze na czymś innym. Taniec towarzyski zawiera elementy kiczu, kampu, queerowości, ale jednocześnie jest przecież bardzo heteronormatywny, bo tańczą w parze chłopak i dziewczyna. Poza tym nie muszę ci chyba mówić, że w połowie lat 90. w Polsce tańczyłem nie w cekinach, tylko w czarnych spodniach i białej koszuli.
W All that I left behind is here moja queerowość jest obecna, ale nie jest pierwszoplanowa. Na pierwszym planie jest temat klasowości. To za niego się zabrałem – i teoretycznie, i praktycznie.
Jak wyglądała ta praktyka?
Po wielu latach niepraktykowania tańca towarzyskiego znalazłem w Berlinie coacha, z którym spędziłem kilka miesięcy. I było to naprawdę ciekawe doświadczenie, bo kiedy wróciłem do podstawowego kroku jive’a, ciało go pamiętało, wiedziało, co robić. Okazało się, że to, co tańczyłem pierwsze w życiu, zostało ze mną na zawsze. Dlatego tak ważne jest to, do czego ma się dostęp, a do czego nie. To ważny aspekt klasowości.
Ten powrót był też trochę krindżowy?
Totalnie! Agata Siniarska, która pracowała ze mną jako dramaturżka, miała – obserwując mnie na parkiecie – spory ubaw. Ale, wiesz, to było też trochę wzruszające, bo to jednak podróż do dzieciństwa poprzez ciało.
Zabrał cię ten proces w nieznane? Coś ciekawego odkryłeś?
Wiele ciekawego. Częścią pracy nad All that I left behind is here były wywiady, które przeprowadziłem z osobami artystycznymi w Berlinie – oczywiście o klasowości, co wcale nie było łatwe, bo w świecie sztuki bardzo rzadko i niechętnie o tym rozmawiamy. Mamy rozpracowane sprawy genderowe i zaimki, co jest super, ale klasowość rozpracowujemy opornie. Mnie te rozmowy dużo dały, zacząłem się po nich przedstawiać jako artysta pochodzący z klasy pracującej.
To jest dla mnie ważne. Tak ważne, jak wspomniana rozmowa z mamą, która całe życie pracowała jako sprzedawczyni w sklepie spożywczym. A ja mam dzisiaj dwa tytuły magistra.
Nie chciałeś wciągnąć mamy na scenę, jak Wojtek Grudziński w Dance Mom?
Nie, to nie byłby dobry pomysł, choć mama jest trochę performerką, co słychać w naszej rozmowie i myślę, że jest dumna ze swojego zaistnienia w tym performansie.
Premiera All that I left behind is here odbyła się prawie trzy lata temu. Jak się przez ten czas zmieniło twoje performowanie?
Na pewno teraz performuję z większym luzem, także dlatego, że czuję, że ta praca rezonuje z widownią. Przed premierą nie wiedziałem zupełnie, czy to się uda, czy to będzie dla ludzi ciekawe, dużo było stresu i niepewności. Z drugiej strony ciekawie się wpisywało w kontekst cięć w kulturze, które zaczęły się wtedy w Berlinie. Mam w spektaklu wypowiedź berlińskiego burmistrza, który tłumaczył, dlaczego bilety do teatrów powinny być droższe, bo przecież takie sprzedawczynie sklepowe, które współfinansują te bilety ze swoich podatków i tak nie chodzą do opery. To, co mówił, było okropne, ale znakomicie współgrało z tym, nad czym pracowałem. Przecież on mówił o mojej mamie!

„All that I left behind is here”, Romuald Krężel | foto Dorothea Tuch
Improwizujesz trochę, czy trzymasz się scenariusza?
W technice tańca towarzyskiego jest małe pole do improwizacji, ale je znalazłem. Niewielkie, ale jednak.
Pamiętam cię jako absolwenta łódzkiej Filmówki, który wchodził w Warszawie aktorsko do teatru dramatycznego i nagle w 2014 roku wyjechałeś na studia do Instytutu Teatrologii Stosowanej w Gießen, skręcając w performans i choreografię. Dlaczego?
Dlatego, że zawsze ciekawiło mnie ciało i praca z ciałem w teatrze. Ale też dlatego, że w polskim teatrze było mi za ciasno, nie potrafiłem sobie w nim znaleźć miejsca. Szkoła filmowa nie dała mi narzędzi do takich poszukiwań. Zdobyłem je w Gießen, gdzie mi pokazano, że można na teatr, na dramaturgię, na choreografię patrzeć inaczej, znacznie szerzej.
Tak szeroko, że to nijak się ma do skostniałych struktur teatralnych w Polsce. Dlatego po studiach w Gießen nie wróciłem do Polski, tylko przeniosłem się do Berlina.
Miasta w artystycznym świecie w Polsce zmitologizowanego, w którym jednak artyści mają coraz więcej problemów.
I to nie tylko tych finansowych, o których wspomniałem, bo cięcia w kulturze trwają, ale także na tak podstawowym i ważnym w sztuce poziomie, jak wolność słowa. Widać to wyraźnie od czasu wybuchu wojny w Gazie – artyści zajmujący się tym tematem są cenzurowani. Coraz więcej osób próbuje zmieniać profesje, wiele osób wyjeżdża, wraca do miejsc, z których przyjechały.
Ty wracasz, przynajmniej na chwilę, z performansem All that I left behind is here, który pokażesz w poznańskim Pawilonie oraz Pawilonie Tańca w Warszawie.
I bardzo się z tego cieszę, bo kiedy wyjeżdżałem z Polski ani jedna, ani druga instytucja nie istniała. A teraz są i będę mógł w nich pokazać swoją pracę – postpunkową cha-chę, której nigdzie indziej nie widziałeś, ruch bioder, jakiego nigdy nie doświadczyłeś i dającą dużo do myślenia rozmowę z moją mamą.
Romuald Krężel urodził się w 1995 r. we Wrocławiu. Jest absolwentem Wydziału Aktorskiego Szkoły Filmowej w Łodzi oraz Wydziału Choreografii i Performansu w Instytucie Teatrologii Stosowanej w Gießen. Jego twórczość sytuuje go na granicy teatru, choreografii, performansu oraz sztuk wizualnych i była prezentowana na wielu festiwalach oraz w instytucjach Europy. Od niemal dekady mieszka w Berlinie.