
Po poznańsku. Raport o niematerialnym dziedzictwie miasta
Na stronie Poznańskiego Centrum Dziedzictwa, można pobrać cyfrową wersję raportu oraz zaproponować sugestie jego dalszych uzupełnień.
Poznańskie Centrum Dziedzictwa wydało niedawno imponujące kompendium Po poznańsku. Raport o niematerialnym dziedzictwie miasta. To blisko pięciusetstronicowe opracowanie ilustruje, jak codzienne rytuały, spontaniczne inicjatywy i lokalne tradycje kształtują życie Poznaniaków. Znalazły się tu ikony miasta, jak imieniny ulicy Święty Marcin czy poznańska gwara, ale są też zjawiska bliższe codzienności, jak miejskie ogrodnictwo, pikniki nad Wartą czy ruch skłoterski. Nie da się ich łatwo zmieścić w jednym worku z architektonicznymi zabytkami albo zwyczajami mającymi status odwiecznej tradycji. To najciekawsza właściwość Raportu, wskazującego również takie rodzaje społecznych praktyk, które, choć niewątpliwie są dziedzictwem miasta, pozostają osadzone poza turystycznymi szlakami i marketingową strategią.
Raport jest próbą uchwycenia współczesnych zjawisk, które są dla mieszkańców szczególnie istotne, choć pozostają często niemal niezauważalne poza wąskim, lokalnym kontekstem.
Czym jest więc poznańskie niematerialne dziedzictwo? – Nie mamy problemu ze zidentyfikowaniem materialnego dziedzictwa. Jest stare, ważne, najlepiej, jeśli jest to budynek. Z niematerialnym jest inaczej, pewnie dlatego, że tu najważniejsi są ludzie, którzy zawsze obchodzili święta, spędzali czas, coś robili. Nagle przychodzi badaczka i mówi, że to, co wydaje się im oczywiste, to przecież dziedzictwo. Jasne, że taka kategoria nie jest intuicyjna, ale porządkowanie świata za jej pomocą może być bardzo przydatne właśnie dla grupy ludzi, której niematerialne dziedzictwo dotyczy, bo ostatecznie chodzi w nim właśnie o dostarczenie lokalnej społeczności narzędzi, dzięki którym łatwiej jej będzie zachować oddolną wiedzę – wyjaśnia prof. UAM Anna Weronika Brzezińska, antropolożka kultury, prezeska Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego i współredaktorka Raportu.
– Kiedy słyszymy „dziedzictwo” lub „tradycja”, po pierwsze, padamy na kolana, a po drugie, wydaje nam się, że były od zawsze. Wcale nie jest oczywiste to, że tradycje są procesem polegającym na przekazywaniu, akceptowaniu i odrzucaniu, modyfikowaniu, podtrzymywaniu i zapominaniu. Słynne wigilie pod rondem Kaponiera, choć są nadal w pamięci Poznanianek i Poznaniaków, zniknęły wraz z remontem, zabrakło kontynuatorów. Inne tradycje po latach ciszy zostają poddane rewitalizacji, kiedy indziej na kanwie starszych rozwijamy nowe. To żywy proces, w którym podstawową rolę odgrywają oddolne działania – dodaje badaczka.
Raport identyfikuje bardzo różne rodzaje niematerialnego dziedzictwa.
Prof. Brzezińska: – Niektóre jego rodzaje mają dwustuletnią historię, żandary na Ławicy istnieją przynajmniej od dwudziestolecia międzywojennego, ale inne, jak korowód halloweenowy na Wildzie, pojawiły się kilka lat temu. Wszystkie mają jednak wspólną cechę: spajają społeczność, są ważne dla określonej grupy ludzi, istnieją w ich świadomości. Myśli się o nich, mówi, wyczekuje. Sięgaliśmy oczywiście do fundamentów tradycji poznańskich, do wiedzy o pierwszych Piastach, o targach czy jarmarkach. Ale nie można zapomnieć, że tak naprawdę najważniejsi są tu ludzie odwołujący się do ich własnych tradycji.

Po poznańsku. Raport o niematerialnym dziedzictwie miasta | foto Michał Sita
Przykładem niech będzie Halloween. Agata Stanisz, profesorka w tym samym Instytucie Antropologii i Etnologii UAM, antropolożka społeczna i etnografka, prezeska poznańskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, występuje w raporcie w podwójnej roli – badaczki i inicjatorki wspomnianego halloweenowego korowodu na Wildzie: – Dla osób biorących udział w wildeckim Halloween jestem po prostu babką w odblaskowej kamizelce z megafonem, prowadzącą pochód. Pomysł wynikał z bardzo prostej potrzeby, chciałam, żeby dzieci mogły bezpiecznie zbierać cukierki na Halloween, więc przez nieformalną sieć kontaktów złożyłam listę bezpiecznych adresów. To nie było moje autorskie rozwiązanie. Podobnie działa to w innych częściach Poznania i w innych miastach. Gdy lista już istniała, okazało się, że dołącza mnóstwo osób, starych Wildzian i nowych mieszkańców. Pierwsza edycja miała całkowicie spontaniczny charakter, jednak skala sprawiła, że w następnym roku trzeba było to sformalizować.
Raport przygląda się jednak nie tylko takim wydarzeniom, ale i trwalszym relacjom, choćby miasta z jego przestrzenią. Michał Kępski z Poznańskiego Centrum Dziedzictwa wylicza sposoby, jakimi Warta była integrowana z miejskim życiem od początków XIX wieku – przypomina nadrzeczną modę, budynki służące wypoczynkowi, plaże, kąpiele czy kluby sportowe.
Dlaczego raport o niematerialnym dziedzictwie jest ważny w tym kontekście? Ponieważ pozwala na przewartościowanie priorytetów.
Jeśli o możliwości rozrywkowego korzystania z Warty pomyślimy jak o dziedzictwie wpisanym w tożsamość Poznania od początku XIX wieku, okaże się, że plaże miejskie, łazienki, kluby wodne są nie tylko zamkniętą historią, ale powinny być punktami odniesienia dla współczesnego myślenia. Cały szereg infrastrukturalnych inwestycji wokół Warty i zmiany, jakie wokół rzeki zachodzą, zaczynają w tej optyce nabierać nowego znaczenia, a tworzenie warunków dla zintegrowania rzeki z tkanką miasta okazuje się wyrazem podstawowej dbałości o dziedzictwo.
Ta dbałość nie jest jednak oczywista. Pytanie, co uznamy za dziedzictwo warte zachowania, a co pominiemy, ma polityczny charakter.
Odpowiedź na nie zależy bowiem od tego, kogo uznamy za reprezentanta społeczności i czyj głos uwzględnimy w opracowaniu. Aby dziedzictwo odzwierciedlało codzienność miasta, musi objąć także doświadczenia tych, którzy pozostają na marginesie głównego nurtu. Myślę tu o ludziach, którzy nie są Poznaniakami z dziada pradziada, o grupach bez reprezentacji w radach osiedli czy lokalnych stowarzyszeniach, o tych, którzy, inaczej niż poznańscy Bambrzy, nie mają muzeów lub których praktyki pozostają niewidoczne dla dominującej narracji. Czy ich dziedzictwo znajdzie miejsce w poznańskim kanonie? Wielu zjawisk związanych z takimi grupami nie ma w Raporcie.
– To jest raport otwarcia, nie do wszystkich ważnych wątków znaleźliśmy badaczy. Chcieliśmy mimo to wskazać kierunek myślenia, że dziedzictwo to nie tylko tradycje narodowe, ale wszystko, co dzieje się współcześnie. Mieszkam niedaleko cerkwi na Marcelińskiej, gdzie podczas największych świąt prawosławnych tworzą się korki na okolicznych ulicach. To nowe zjawisko, związane z żywym dziedzictwem prawosławia. Ono było integralną częścią naszego miasta i teraz, na nowych zasadach, zaczyna być tu znowu obecne i będzie musiało pojawić się w kolejnych odsłonach raportu, podobnie jak dziedzictwo Romów czy migrantów – wyjaśnia prof. UAM Anna Weronika Brzezińska, podkreślając, że Raport ma charakter otwarty: – I musi taki być, będzie się zmieniał i będzie uzupełniany. Zresztą w bardzo prosty sposób można zgłosić do niego własne propozycje, skonsultować się z nami i zaproponować kolejne wątki. Czekamy na to i bardzo liczymy na rezonans.

Po poznańsku. Raport o niematerialnym dziedzictwie miasta | foto Michał Sita
Określenie dziedzictwem tego, co faktycznie robimy i co jest dla nas ważne, nie jest niewinne, ma swój potencjał krytyczny i polityczny. Dziedzictwo opowiada się za interesami i tożsamościami grup tworzących Poznań. Pozwala też protestować i żądać alternatywnych rozwiązań, gdy narzucane są narracje i rozwiązania niebiorące pod uwagę naszej pozycji, za którą stoi coś o wiele istotniejszego, niż chwilowe przyzwyczajenie.
Przykładem mogą być BMX-y, deskorolki, wyczynowe hulajnogi i rolki, to, jak zmieniają one postrzeganie miejskich przestrzeni. Ich użytkownicy redefiniują teren i infrastrukturę, która dzięki nim zaczyna być całkowicie innym środowiskiem.
Kiedy trzecie pokolenie Poznaniaków zaczyna wchodzić w skaterski świat, to czy można nazwać go już dziedzictwem? Z tej perspektywy plany zdemontowania jedynego skateparku z prawdziwego zdarzenia, działającego na Ratajach, przestają być po prostu decyzją administracyjną, stając się zamachem na tożsamość całej grupy ludzi. W tym sensie niematerialne dziedzictwo nie musi się łatwo integrować z głównym nurtem myślenia o tożsamości miasta. Dziedzictwo kibiców Lecha, Pyrkonu, bractwa kurkowego na Szelągu, Rozbratu czy procesji Bożego Ciała – wszystkie one znalazły się w raporcie.
Niematerialne dziedzictwo nie będzie więc nigdy homogeniczne. Istnieją w mieście zjawiska, które pozostają marginalne i lokalne, istotne tylko dla niewielkiej grupy ludzi, nie dające się zintegrować ze strategią promocji miasta.
Raport wydaje się być więc przede wszystkim gestem w stronę rozpoznania i docenienia tych właśnie, peryferyjnych rodzajów miejskiego dziedzictwa.
A co może im wszystkim dać myślenie o własnych inicjatywach w kategoriach dziedzictwa? Prof. UAM Anna Weronika Brzezińska: – Po pierwsze, może to wzmocnić przekaz o tym, że jesteśmy integralną częścią miasta, jesteśmy dla niego ważni. Może też być kolejnym z argumentów w sytuacji zagrożenia – nie ruszajcie tego, co jest naszym dziedzictwem! Jesteśmy tutaj i już kolejne pokolenia używają miasta na nasz sposób. Kategoria dziedzictwa może dostarczyć dodatkowych argumentów w obronie tych wspólnotowych doświadczeń.
Co jeszcze? – Nie ma się co łudzić, każde dziedzictwo będzie świetnie działało, jeśli będzie miało realne wsparcie finansowe, zapewnione miejsce do spotkań, przestrzeń do organizowania działań edukacyjnych, promocyjnych, kiedy będzie mogło stawać się publiczne. W nowej strategii dla kultury Poznania, pojawił się priorytet – wspieranie niematerialnego dziedzictwa. Stary Rynek mamy wyremontowany, tramwaj na Ratajczaka zaraz rusza, przychodzi więc czas na wsparcie oddolnych społecznych inicjatyw. Myślenie o nich w kategorii dziedzictwa może im po prostu pomóc, co jest szalenie ważne, bo oddolne praktyki naprawdę znakomicie integrują ludzi.