HERSTORIE POZNANIA
autorski podcast Pauliny Kirschke
Posłuchaj!
„Słyszałaś nieraz, że przeznaczeniem kobiety jest zostać żoną i matką, a – jak zwykle dodają – i gospodynią, stawiając tym sposobem zadanie rodzenia i wychowania przyszłych ludzi tuż obok umiejętności kwaszenia ogórków, przyprawiania sosów i wywabiania plam, a przez to samo obniżając poniekąd pojęcie o znaczeniu kobiety i jej roli” – pisała w poradniku Co każda matka swojej dorastającego córce powiedzieć powinna Izabela Moszczeńska. I wywracała swoimi postępowymi spostrzeżeniami niejeden patriarchalnie uporządkowany dom, niejedno czerpiące do tej pory z tradycyjnych wzorców małżeństwo, a mówimy o przełomie wieków XIX i XX!
Zawdzięczamy jej zresztą nie tylko bardzo nowoczesne i emancypacyjne spojrzenie na kobiety. Przede wszystkim należała do grona pisarek i tłumaczek, które upowszechniały nowe spojrzenie na dzieci, pisały na temat wychowania, psychologii i tego, jak ważne dla przyszłego dorosłego jest jego dzieciństwo. Najlepiej szczęśliwe, Moszczeńska właśnie takie miała.
Urodziła się w 1864 roku w Rzeczycy, majątku na granicy zaboru pruskiego i rosyjskiego, należącym do familii już od kilku pokoleń. Dom rodzinny był dla niej krainą szczęśliwości, do której wracała często, nawet, jeśli tylko we wspomnieniach, jako leciwa pani.
W 1934 roku, zaniepokojona wiadomościami o tym, że budowana jest linia kolejowa Śląsk-Gdynia, pisała do osób, które mieszkały jeszcze w okolicach z pytaniami, czy miejsce jej dzieciństwa nie ucierpiało. „Choć tam nie bywam, nie widuję w rzeczywistości obrazu zawsze żywego w mych wspomnieniach, doznałabym niemal fizycznego bólu, gdybym się dowiedziała, że ten obraz został przekrajany, pokaleczony”.
We wspomnieniach ów obraz tamtych lat to surowy i obowiązkowy ojciec, który, jak wielu innych w zaborowych czasach, na pierwsze miejsce wysuwał obowiązki wobec ojczyzny, rozumiane jako udział w powstańczych walkach i w pracy obywatelskiej. Dopiero na drugim miejscu była rodzina, majątek, wszystko, co się z tym wiązało. Zabawa i używanie życia, podróże dla przyjemności – na to nie starczało czasu. Dzieciństwo to również matka, która mimo pracujących na dworze bon i nauczycielek zaangażowanych w wychowanie dzieci, tradycyjnie skupiona na doglądaniu służby i domowych zajęciach.
Moszczeńska, jak każda panienka z ziemiańskiej rodziny, najpierw uczyła się w domu. Zatrudnione nauczycielki przede wszystkim uczyły języków – niemieckiego i francuskiego, dopiero potem jako takiej wiedzy o przyrodzie i historii. Po takich edukacyjnych początkach rodzina podejmowała decyzję, co dalej. Przed zaostrzeniem polityki pruskiej i Kulturkampfem, dziewczynki z zaboru pruskiego trafiały do jednej ze szkół prowadzonych przez zakonnice. Tak właśnie stało się ze starszą siostrą Izabeli, Zofią. Uczyła się na pensji sercanek przy Górnej Widzie w Poznaniu, gdzie panował iście klasztorny sposób wychowania. Dziewczynki nie mogły ze sobą rozmawiać prywatnie, bo było to bardzo źle widziane przez nauczycielki.
„Gdy dziewczęta jadły, zakonnica czytała im na głos Żywoty świętych, gdy szły na przechadzkę, nie chodziły parami tylko gęsiego, w dwóch rzędach, a między nimi szła zakonnica lub nauczycielka” – opisywała swoje wrażenia po odwiedzinach u starszej siostry Izabela, która swoją naukę rozpoczęła w Warszawie, w pensji Jadwigi Sikorskiej.
Z uwagi na to, że nigdy wcześniej nie uczyła się języka rosyjskiego oraz dlatego, że była za stara na naukę nawet w ostatniej, czwartej klasie (żadna żeńska pensja warszawska nie mogła uczyć powyżej czwartej klasy), nie mogła trafić do formalnie do istniejącej klasy. Przez całą swą edukację była więc nielegalną uczennicą nielegalnej klasy, co wiązało się z tym, że nie dostawała ocen, a po zakończeniu nauki świadectwa. Bardzo jej to jednak pasowało, gdyż uważała, że uczymy się nie dla stopni, tylko dla wiedzy. Mało tego, prowadziła „antystopniową” propagandę również wśród koleżanek uczących się w legalnych klasach. Na odejście od stopni nie zgodziła się jednak właścicielka pensji, mówiąc: „Nie musicie do nich przywiązywać żadnej wagi. Stopnie są dla nas, nauczycieli, żebyśmy wiedzieli, jakie postępy robicie”.

Izabela Moszczeńska | foto Wikimedia Commons
Program pensji był bardzo postępowy. Młode kobiety miały wykłady między innymi z tzw. nauk społecznych, podczas których poznawały podstawowe założenia ekonomii, socjologii i prawa. W czasach, w których kobiety nie mogły studiować, takie przedmioty dla głodnych wiedzy uczennic były jak uchylenie okna na świat. „Często w późniejszych czasach zastanawiałam się nad tym, czemu tak ważnego i potrzebnego przedmiotu nie spotykam w programach najbardziej postępowych szkół. Przecież każda z nas, wszedłszy w życie, ma wciąż do czynienia z tymi zjawiskami. Sprawy taniości i drożyzny, zarobków, kredytu, spożycia i produkcji, pieniędzy i ich wartości, tworzenia i stosowania systemów rządów itd. są to wszystko rzeczy wywierające stały, codzienny wpływ na warunki naszego istnienia” – pisała w pamiętniku Izabela.
Moszczeńska była spostrzegawcza, bystra i niezwykle inteligentna. Jej zapiski pamiętnikarskie z czasów, gdy miała dwadzieścia lat pozwalają prześledzić kształtowanie się jej charakteru i światopoglądu. Pisała tak: „Mężczyźni zwykle, raczej zawsze, każą nam wierzyć w to, z czego sobie drwią w duszy, mianowicie w kwestie religii i moralności. Im sami są mniej moralni, tym bardziej pedantycznej moralności wymagają od kobiet. Gardzą nimi, jeśli im ulegną, a gdy im się opierają, wrzeszczą na ich okrucieństwo. Śmieją się z nich, że są próżne, bezmyślne i kokieteryjne, a wydrwiwiają te, co są myślące, samodzielne i nie starają się im podobać.”
Izabela tymczasem nie chciała przystosowywać się do żadnego mężczyzny. Zresztą na własne oczy doświadczyła tego, że kobieta musi umieć radzić sobie sama. Po śmierci ojca i sprzedaży majątku w Rzeczycy rodzina znalazła się w fatalnej sytuacji, głównie dlatego, że mimo zachęt pruskiego Urzędu Kolonizacyjnego, po rodzinnej naradzie, zdecydowano się sprzedać dom Polakom, a nie Niemcom, mimo, że ci proponowali znacznie lepsze warunki. Moszczyńscy nie dali się propagandzie. Izabela zaczęła więc zarabiać pisząc artykuły do prasy i przez kilka lat pracowała też jako nauczycielka – w Nieświeżu u książąt Radziwiłłów i w mieszczańskiej, warszawskiej rodzinie.
Najbardziej pociągała ją praca dziennikarki. Liczyła, że ten zawód będzie mogła uprawiać także w Poznaniu, gdzie przeniosła się po wyjściu za mąż za Kazimierza Rzepeckiego. W rękach rodziny Rzepeckich znajdowała się bowiem bardzo poczytna gazeta, Goniec Wielkopolski.
Plany młodych dotyczące przejęcia gazety się jednak nie powiodły, rodzina męża uznała poglądy Izabeli za zbyt postępowe, co nie przeszkadzało jej w trakcie małżeństwa angażować się w działania emancypacyjne. Podczas międzynarodowego kongresu kobiet w Berlinie w 1896 wygłosiła referat na temat pracy edukacyjnej kobiet w zaborze rosyjskim, angażowała się w poznańskie organizacje kobiece związane ze Stowarzyszeniem „Warta” i Czytelnią dla Kobiet. Konserwatywny klimat Poznania jej jednak nie służył, dlatego po niespodziewanej śmierci męża przeniosła się z dziećmi do Warszawy, publikując w Przeglądzie Pedagogicznym, Sterze i Nowym Słowie. Zaangażowała się także w prace badawcze Jana Władysława Dawida, pioniera psychologii wychowawczej i wielkiego orędownika nowego podejścia do wychowania dzieci, zwracając uwagę na nierówności w wychowywaniu chłopców i dziewczynek. Izabela jakże celnie zauważała: „Podczas gdy najwyższym pragnieniem rodziców jest widzieć syna sławnym uczonym, znakomitym inżynierem, genialnym artystą lub tym podobnym – córkę pragną oni uczynić tylko dobrą żoną i matką, jak się nieraz dziewczęta w twym wieku z żalem i uczuciem upokorzenia odzywają. Takie postępowanie rodziców i wychowawców zdaje się opierać na mniemaniu, że podczas gdy chłopiec i mężczyzna istnieje sam dla siebie, jest czymś sam przez się, dziewczynka i kobieta wychowuje się i żyje tylko dla mężczyzny, i do jego potrzeb, pragnień, poglądów przystosować się musi”.






Moszczeńska nie bała się krytykować polskiego ruchu emancypacyjnego, włączała się w wiele działań mających na celu zaktywizowanie polityczne kobiet. W 1905 podczas Narodowego Kongresu Kobiet wygłosiła przemówienie Polityczny ruch kobiet w chwili obecnej, w efekcie którego wiele organizacji kobiecych rozpoczęło współpracę z partiami politycznymi. Jej samej blisko było do PPS do tego stopnia, że w sierpniu 1914 roku wysłała na front, do Legionów Polskich, swego piętnastoletniego letniego syna, Jana. Rozczarowana Piłsudskim kilka lat później napisała krytyczną broszurę, która na zawsze zakończyła jej związek z kręgami PPS. Z polityką się jednak nie rozstała. Kandydowała w 1919 w wyborach do Sejmu Ustawodawczego, pierwszych w Polsce, w których wziąć mogły kobiety.
Jej największe osiągnięcia to jednak praca na rzecz nowoczesnego wychowania. Napisała setki artykułów w czasopismach pedagogicznych i popularnych. Najważniejsza książka Izabeli, Zasady wychowania, propagowała budowanie w dzieciach samodzielności i odpowiedzialności za własne zachowania.
Uważała, że niezwykle ważna jest nauka moralności i wychowania seksualnego. W opracowaniu własnych badań o życiu seksulanym studentów Politechniki Warszawskiej w 1904 roku zatytułowanych Czego nie wiemy o naszych synach? Fakty i cyfry na użytek rodziców, pisała: „Absolutna czystość, dziewictwo, anielstwo połączone z całkowitą nieświadomością tych wszystkich brudów, które coraz pełniejszą falą wzbierały dokoła – oto normalne wymagania, jakie stawiano przeciętnie przyzwoitym kobietom. Gdy ktoś, grzeszący nadmiarem śmiałości i zmysłu krytycznego, zapytał, na czym się opiera, czym się usprawiedliwia ta różnica wymagań, odpowiadano, że dzieje się tak w interesie przyszłych pokoleń, którym nade wszystko i jedynie czystych i zdrowych matek potrzeba. Tutaj pomijano punkt bardzo ważny, choć wprost rzucający się w oczy, że przyszłe pokolenia mają nie tylko matki lecz i ojców, że oni im również mogą zdrowie lub chorobę przekazać, i że dzieci mogą mieć słuszną pretensję do swych życiodawców, jeśli ci matkom nadmiernie zadanie utrudniają.”
Publikacje Izabeli Moszczeńskiej, możliwe dzisiaj do przeczytania w wolnym dostępie, nie tylko pozwalają prześledzić, jak zmieniała się polska obyczajowość na przełomie XIX i XX wieku. To także świetna lektura, pozwalająca zrozumieć, jak praca dziesiątek i setek kobiet wpływała na zmianę w podejściu do edukacji i wychowania oraz jak wiele świetnych pomysłów i założeń nie zostało zrealizowanych. Niestety, w dużej części do dzisiaj.