Polecam Poznań!

Na Wildzie mieszkam od dwudziestu pięciu lat i nie wyobrażam sobie wyprowadzki. Uwielbiam ten mój fyrtel! – HANNA GRZESZCZYK, Prokurator Regionalna w Poznaniu.
wysłuchał i zredagował ERYK SZKUDLARZ
Hanna Grzeszczyk | foto Michał Sita

POLECAM POZNAŃ!
Cykl, w którym poznaniacy i poznanianki polecają swoje ulubione miejsca i wydarzenia.

Hanna Grzeszczyk
Prokurator Regionalna w Poznaniu, wcześniej pracowała jako naczelnik wydziału w Prokuraturze Okręgowej i Prokuraturze Apelacyjnej w Poznaniu; zajmowała się sprawami dotyczącymi przestępczości zorganizowanej, korpucji, błędów medycznych; pochodzi z Ostrowa Wielkopolskiego, mieszka na poznańskiej Wildzie

Praca wymaga ode mnie dużego zaangażowania, przez co często zabieram ją do domu, a doba bywa zbyt krótka. W dodatku mój zawód jest dość mocno obciążający emocjonalnie, codziennością stają się różne trudne sytuacje i krzywda ludzka. Pamiętam, że gdy zaczynałam karierę i pracowałam przede wszystkim nad sprawami zabójstw, trudno było się od tego oderwać. Na szczęście z czasem nauczyłam się oddzielać życie zawodowe od prywatnego.

Najchętniej wypoczywam na świeżym powietrzu, podczas pracy w ogródku działkowym. Przesadzanie, kopanie, podlewanie czy pielenie pozwala mi odreagować i odpocząć od codziennych, zawodowych spraw. Hoduję głównie kwiaty, ale mam także kilka grządek warzywnych. Nigdy nie byłam fanką prac domowych, gotowanie nie sprawia mi przyjemności, o wiele chętniej wychodzę na zewnątrz i pracuję w ziemi. Nie straszny mi ziąb czy pochmurne niebo, ogród to mój mały świat bez względu na porę roku.

Ogródki działkowe przez długi czas kojarzone były z starszymi osobami. Te czasy zdecydowanie już minęły, z pewnością wiele zmieniła w tej kwestii pandemia. Od kilku lat pełno jest młodych ludzi czy rodzin z dziećmi, które szukają własnego skrawka zieleni i wytchnienia.

Kiedy byłam dzieckiem, rodzice zabierali mnie właśnie na działkę, choć wówczas niechętnie pomagałam im pielić. Być może pasję ogrodniczą odziedziczyłam właśnie po nich.

Lubię spacerować, głównie po Wildzie, na której mieszkam, staram się również jak najwięcej podróżować. Po aktywności fizycznej zawsze jestem pełna energii i zrelaksowana. Dlatego na wakacjach nie jestem amatorką leżenia na plaży, wczasy muszą być spędzanie aktywnie. W marcu ubiegłego roku razem z przyjaciółmi wybraliśmy się do Patagonii, zjechaliśmy ją od Ushuaia po Buenos Aries. Niestety nie przygotowałam się na tak intensywny trekking, dlatego razem z przyjacielem obstawialiśmy raczej tyły wycieczki. Przed następnym wyjazdem koniecznie muszę wcześniej zacząć ćwiczyć!

Hanna Grzeszczyk w Brzasku na Wildzie | foto Michał Sita

Od kilku lat razem z przyjaciółkami z wydziału prokuratury, w którym kiedyś pracowałam, wyjeżdżamy do różnych miast by podziwiać jarmarki świąteczne. To oczywiście doskonała okazja, aby zobaczyć także inne atrakcje, tym razem zwiedziłyśmy siedziby Parlamentu Europejskiego i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Muzea i galerie odwiedzam głównie podczas wyjazdów, w Poznaniu zawsze brakuje mi na to czasu.

Charakter mojej pracy, który zakłada czytanie kilkusetstronicowych akt, sprawia, że czasu wolnego jest niewiele i brakuje go na czytanie innych treści. Dlatego każda chwila z książką, to dla mnie wielka radość. Czytam, gdy jestem już trochę wypoczęta, gdy mam na to czas, nie lubię robić tego w pośpiechu, urywkami. Zdarza mi się przeczytać naraz całą książkę. Zazwyczaj rozkładam się na leżaku lub w fotelu i zatapiam w lekturze na dobrych kilka godzin.

Najchętniej wybieram książki osadzone historycznie. Zawsze lubiłam historię i powieści, które do niej nawiązują.

Poza tym sięgam po fantastykę, dobrze wspominam lektury między innymi serii Pieśni lodu i ognia George’a Raymonda Richarda Martina czy Sagi o wiedźminie Andrzeja Sapkowskiego. Czasami wybór pada na romans, chociaż to nudna lektura – zazwyczaj od pierwszych stron wiem, jaki będzie finał.

Podobnie jak w dobrej książce, potrafię przepaść w serialu czy filmie. Najchętniej wybieram produkcje sensacyjne i znów, jak z książkami, historyczne. Dobrze zrobiony film czy serial kostiumowy to nie lada sztuka. Podobały mi się ekranizacje wspomnianych powieści Martina i Sapkowskiego. Ostatnio oglądałam serial Dzień zero z Robertem De Niro, w jeden weekend obejrzałam trzeci sezon Dyplomatki. Do kina wychodzę rzadko, zazwyczaj było to Multikino 51, ale odkąd zostało zburzone, wybieram Multikino w Starym Browarze. Widziałam tam między innymi film Maria Callas z Angeliną Jolie.

Muzyki poważanej słucham w domu oraz na koncertach, na które wychodzę razem z grupą przyjaciółek jeszcze z czasów studiów. Regularnie organizujemy co jakiś czas wspólne wieczory.

Ostatnio byłyśmy na koncercie Wodecki Welcome to w Sali Ziemi – z Alicją Majewską i Włodzimierzem Korczem. Niekiedy zamiast koncertu, wybieramy teatr lub operę. Staramy się połączyć nasze różne gusta, dlatego raz wybór pada na wesołe musicale albo komedie, które bardzo lubię, innym razem na spokojną muzykę klasyczną, a kiedy indziej na nieco bardziej rozrywkowe przeboje na żywo. Traktujemy to jako zwieńczenie wspólnego wieczoru, mile spędzonego czasu.

Hanna Grzeszczyk na zakupach na ulubionym Rynku Wildeckim | foto Michał Sita

Przeważnie przed koncertem bądź spektaklem spotykamy się na kolacji. Lubię odwiedzać te restauracje, które znam, do których jestem przywiązana. Dlatego wybieram Massimiliano Ferre, gdzie zawsze serwują świeże i smaczne dania. W okresie przedświątecznym jadłam tam świetną zupę grzybową i pierogi. Na kawę wychodzę do Kociaka na Świętym Marcinie.

Mam duży sentyment do deserów z czasów studiów: galaretki pokrojonej w kostkę czy wuzetki. Zawsze zabieram tam gości, którzy odwiedzają mnie w Poznaniu.

Najczęściej jednak zaglądam do wildeckich lokali. Między innymi do bistra Brzask przy Rynku Wildeckim, gdzie chodzę na codzienne zakupy. Brzask to dobre miejsce na kawę i coś słodkiego oraz na pizzę, w niedzielę trudno tam o wolny stolik. Podobnie jest w kawiarni Dziewczyny i Słodycze przy Górnej Wildzie. To miejsce dla prawdziwych łasuchów, serwują tam pyszne desery, a jakiś czas temu poszerzono menu o śniadania. Smaczną pizzę serwują w Suszonych Pomidorach oraz Przyjemności, w której podoba mi się niewymuszony, swobodny klimat. Mówiąc o wildeckich lokalach, które warto odwiedzić, muszę wspomnieć o Mamma Wilda. Pamiętam czasy, kiedy to miejsce się otwierało – było wtedy małym barakiem, a teraz to duża restauracja w samym sercu Parku im. Jana Pawła II. W tym samym parku, w budynkach dawnej elektrowni, mieści się Spot., restauracja wyróżniona tytułem Bib Gourmand w przewodniku Michelin. Podają tam naprawdę wyśmienite jedzenie!

Na Wildzie mieszkam od dwudziestu pięciu lat i nie wyobrażam sobie wyprowadzki. Ta dzielnica ujęła mnie dużą ilością zieleni, licznymi skwerkami, Łęgami Dębińskimi.

Jest tu dużo miejsc dla dzieci. Obserwuję jak Wilda się zmienia, w dużej mierze dzięki prężnie działającej Radzie Osiedla i Stowarzyszeniu Wildecka Incjatywa Lokalna WILdzianie. Cenię bliskość centrum miasta i dworca kolejowego oraz piękne kamienice przy ulicy Wierzbięcice, którą wędruję podczas spacerów czy na zakupy na Rynku Wildeckim, gdzie mam swoje ulubione stragany. Uwielbiam ten mój fyrtel!

Polecamy również

Chcesz wiedzieć o wszystkim, co najważniejsze w poznańskiej kulturze?
O wydarzeniach, miejscach, ludziach, zjawiskach, trendach?
Zapisz się do naszego piątkowego dynkslettera!