30 września 2026
jedzenie

Pyszności na Salonach

Za wszystkie te cuda, bazujące na tradycjach wielkopolskiego stołu, odpowiada dwudziestotrzylatek, który pasję do gotowania przejął od swoich babć.
MACIEJ NOWAK
Salony | foto Marcin Sokalski

Salony Resto-Bar
Stary Rynek 6
wtorek-czwartek 14:00-22:00
piątek-sobota 14:00-23:30
niedziela 14:00-22:00
poniedziałek zamknięte

W Warszawie przez ostatnie dwa-trzy sezony trwa wielki come back barów mlecznych. Wracają na peryferyjne osiedla, nawet tak reprezentacyjne i nietanie jak Miasteczko Wilanów, ale też do ścisłego centrum. W sumie działa już ich setka, ponad dwukrotnie więcej niż za czasów PRL. To prawdziwy chichot historii, swoiste życie po życiu zjawiska, które miało na zawsze odejść w niebyt, bo kojarzyło się z socjalistyczną rzeczywistością.

Wraz z początkiem Nowego Wspaniałego Świata Liberalizmu, Dobrobytu i Kredytu mleczaki znalazły się w odwrocie. Ośmieszane w popkulturze, jak dawniej w Misiu Stanisława Barei, uchodziły za symbol komunistycznego niedostatku i zgrzebności, czyli wszystkiego od czego najjaśniejsza klasa średnia III RP starała się histerycznie odciąć. Dlatego pierwsze dekady transformacji były czasem bezwzględnej eksterminacji tego typu przybytków i otwierania w ich miejscu świątyń konsumpcyjnego luksusu i prestiżu.

Prestiż w ogóle był kluczem do nowej rzeczywistości. Wtedy na polską scenę gastro wkroczyły tanecznym krokiem nowe markery sukcesu i glamouru. Miało być drogo, egzotycznie i światowo. Jednak brokat i cekiny to dieta mało zdrowa, więc wraz z narastającym reżimem kredytowym i wzrostem cen energii, zaczęły powoli wracać do łask bardziej demokratyczne formy żywienia zbiorowego.

Łatwo je rozpoznać, bo zazwyczaj wiją się przed nimi długie kolejki – najdłuższe przed lokalami z orientalnym street foodem oraz… barami mlecznymi.

Do zachodniej stolicy trend ten nadciąga z pewnym opóźnieniem, ale pierwsze jaskółki już lepią tu swoje gniazdka, mimo, że na razie pod obcą banderą. Dzieje się to w samym pępuszku miasta, przy ulicy Jana Baptysty Quadro na Starym Rynku, w odrestaurowanym niedawno wspaniałym modernistycznym pawilonie z lat 60., mieszczącym GaMA, jak zwie się od jakiegoś czasu Galeria Miejska Arsenał. Kojarzenie nowego szyldu z akronimem nowojorskiej MoMA jest jak najbardziej zgodne z intencjami pomysłodawców tego rebrandingu.

Myśl, że Nowy Jork ukradł światu ideę sztuki nowoczesnej pojawia się w publikacjach z zakresu wiedzy o sztuce, dlaczego więc w ramach wzajemności nie wesprzeć się szyldem w guście środkowego Manhattanu? Tym bardziej, że niedawno zakończony remont siedziby GaMA uwydatnił świetną formę tej architektury, będącej sugestywnym kontrapunktem dla historycznej zabudowy Starego Rynku.

Dynks Salony-8055 2560
Salony | foto Marcin Sokalski
Dynks Salony-8028 2560
Salony | foto Marcin Sokalski

To był naprawdę brawurowy gest architektów Jana Cieślińskiego, Zbigniewa Lutomskiego i Reginy Pawulak, by w zabytkowy układ urbanistyczny wrzucić modernizm z żyletkowymi pionowymi profilami fasady, wielkimi taflami szkła i ażurową, betonową ścianą w formie plastra miodu. Kilka miesięcy temu sąsiedztwo to urozmaicił efektowny, kolorowy totem – rzeźba autorstwa Jakuba Juliana Ziółkowskiego. A tuż za nim zajrzeć można do ascetycznego i rozległego wnętrza Salonów.

Dominantą są tu ściana i bar z duchologicznych luksferów. Oddzielają kuchnię od publiczności, zasiadającej przy designerskich stolikach i krzesełkach z nowoczesnego tworzywa sztucznego. Pod sufitem miga różowy neon z nazwą lokalu, stylizowany na szyld Społem, najpopularniejszej w czasach ancien regime’u sieci sklepów spożywczych.

I w takim właśnie kontekście estetycznym Salony serwują menu elementarnie proste, a przez to kuszące wytchnieniem od wyższościowych popisów mód kulinarnych ostatniej dekady.

W menu nie znajdziecie żadnych akrobacji, wypełnia je repertuar znany i bliski naszym podniebieniom i skołatanym serduszkom. Chciałoby się spróbować wszystkiego, ale wysmuklony redaktor Urbaniak się ociąga, więc gros krytyczno-kulinarnych obowiązków spada na mnie. Z żalem zostawiam zatem na inną okazję tatara (41 zł) i schabowego (40 zł), tradycyjnie omijam zupy kremy (z dyni lub białych warzyw za 28 zł każda), na randkę z jakimś przystojnym weganinem zostawiam też pieczone warzywa (37 zł). Resztę pozycji z menu zamówiłem i bez zbędnej zwłoki.

Jakub Mroczyński, szef kuchni Salonów | foto Marcin Sokalski

Na pierwszy ogień poszły pyry z gzikiem (30 zł) i… szczena mi opadła. W Poznaniu trudno zaskoczyć potrawą, która należy do zestawu klejnotów rodowych każdej wielkopolskiej familii. A jednak Salony dają radę, bo pyry przyjmują tu formę dwóch panierowanych i usmażonych na złoto krokietów ziemniaczanych, podanych na śmietankowej bieli twarogu obsypanego zielenią koperku. To je fest galancko!

Z klasą zaprezentował się również kremowy żur, kryjący w swej toni pyry w formie purée i solidny kawałek grillowanej białej kiełbasy o rzetelnym smaku i konsystencji (29 zł) od mistrza Piotra Mrotka z Gromadna koło Piły.

Od tego samego producenta pochodził też cieńszy, zwinięty w ślimaka i upieczony Weisswurst, który na stole wylądował w głębokim talerzu w esencjonalnym sosie z demi-glasu, czerwonej cebuli, jabłek, chrzanu i cynamonu (45 zł). Ludzie, to było po prostu za dobre!

Dynks Salony-8124 copy 2560
Salony | foto Marcin Sokalski
Dynks Salony-8134 2560
Salony | foto Marcin Sokalski

Chwila otrzeźwienia przyszła z dwoma kotletami mielonymi (45 zł). Nie doczytałem w menu, że przygotowują je z wołowiny i przeżyłem małe rozczarowanie, gdy zamiast soczystego smażonego wieprzowego mieloniaka, dostałem suchawe, grubo siekane burgery. Ból ukoił dopiero fantastyczny de volaille, zwany w poznańskiej francuszczyźnie devolay. Poza ortografią wszystko się zgadzało. Promieniste, spienione masełko strzykało ze środka po przekrojeniu zawiniętej kruchej kurzej piersi (39 zł).

A to wszystko na tle perfekcyjnego purée w towarzystwie surówki z młodej białej kapusty… Ech, życie jest takie smaczne!

Nie poddajemy się jednak łatwemu wzruszeniu i witamy na stole kluchy, bo nie ma lepszego lekarstwa na jesienne chandry niż gluten w dobrym towarzystwie. Dlatego wciągajcie sprężyste kluski śląskie w klasycznym maślanym sosie beurre blanc z dużą ilością konfitowanych kurek (42 zł). Cip, cip, cip, kochane maleństwa!

A potem jeszcze pannice, bez których Poznań nie byłby sobą – szare kluski z surowych kartofli z tartym gran padano, kiszoną kapustą i skwarkami lub bez skwarek dla niejedzących mięsa (39 zł). Ten nieco ziemisty smak, ta plastyczna struktura, ta nostalgia za kuchnią naszych omas! Łza się w oku kręci.

Salony | foto Marcin Sokalski

Za wszystkie te cuda, bazujące na tradycjach wielkopolskiego stołu, odpowiada ubrany w hip-hopowe ciuchy dwudziestotrzylatek z Lubonia, którego pasją jest polski rap i wędkarstwo. Jakub Mroczyński ukończył gastronomik na Podkomorskiej, a pasją do gotowania zaraził się od babci Sabiny, babci Romy oraz dziadka Krzysia. I jeszcze trzech wujków pracujących w gastro. Familia to potęga, która najwyraźniej harmonijnie rymuje się z energią i nowoczesną estetyką młodych ludzi tworzących Salony.

A teraz nieuchronnie nadszedł czas na to, co najważniejsze, czyli słodkie. O tym wie przecież każde dziecko małe czy dorosłe. W menu mamy dwie propozycje i najlepiej zamówić obie, bo po co skazywać się na mękę wyboru.

Dobry pan szef kuchni przygotował nam knedle z morelą w klasycznym crème anglaise, czyli czymś w rodzaju kogla-mogla (30 zł). Sześć skrywających duszone złociste owoce kluseczek, kąpie się w palonym maśle w pokryciu kruszonki wykończonym solą morską. Słodko-słony akcent zawsze działa bezbłędnie!

Zaś puentą naszej wizyty na Salonach są podsmażone na maśle leniwe (30 zł) – plastyczne, przylepne, miluśne. Towarzyszą im smażone śliwki i gruszki, które zdjęto z patelni, zanim zamieniły się w powidła, dzięki czemu zachowały swoją strukturę. I jeszcze kwaśna śmietana, i odrobina cukru, i już lecę daleko, daleko, daleko… do felietonu z kolejną kulinarną rekomendacją dla czytelniczek i czytelników DYNKSA!

Polecamy również

Chcesz wiedzieć o wszystkim, co najważniejsze w poznańskiej kulturze?
O wydarzeniach, miejscach, ludziach, zjawiskach, trendach?
Zapisz się do naszego piątkowego dynkslettera!