X Festiwal Książka i Miasto
13-19 kwietnia 2026 r. | Wilda
PROGRAM
To książka o szemranym obliczu Poznania, na której nowe wydanie czekamy od lat. Książka, która w obiegu funkcjonuje pod dwoma tytułami, i której archiwalne egzemplarze chodzą na Allegro po dwieście złotych. Mowa o Zaułkach grzecznego miasta Marii Rataj, opublikowanych w Wydawnictwie Poznańskim w 1962 oraz o Grzesznym mieście z 2007, które wyszło w Wydawnictwie Kwartet. Ta druga wersja została poszerzona o ocenzurowane w czasach komunistycznych fragmenty, m.in. te o romansie z dużo starszą Heleną: „Schodziłam jak ogłupiała, lecz równocześnie wściekła. Przecież ona się mną bawi, mało jej chłopów. Zachciało mi się płakać, wyłabym z rozpaczy, nie wiedząc czego. Heleno, Heleno, szlochałam po drodze. Coś ty mi zrobiła za to, że cię lubię, rozbudziłaś piekło w duszy, skusiłaś zło i kto wie, czym to przypłacę, ach, Heleno, Heleno”.
Książka opowiada o życiu Myszki (Marii), która jest córką Niemki i Polaka, a do tego równolatką niepodległej Polski. Śledzimy jej losy w międzywojennym Poznaniu i w czasach okupacji (ta druga część pojawia się tylko w Grzesznym mieście). Jej rodzice poznają się w Niemczech, tam biorą ślub i osiadają w Kaliszu, gdzie w tajemniczych okolicznościach ginie starszy braciszek Marii, a jej ojciec okazuje się hulaką i bawidamkiem.
Maria z mamą uciekają do Poznania szukać lepszego życia. Opowieść rozpoczyna się w deszczowy wieczór na ulicy Święty Marcin. Matka i córka zostają wyrzucone z hotelu. Czy to nie brzmi jak baśń o Kopciuszku? Tylko pozornie, bo w tej bajce nie ma co liczyć na prawdziwego księcia, choć kilku pretendentów się pojawia.
Myszka to łobuziara, „przerośnięta i smutna Pippi Pończoszanka”, jak nazwała ją Sylwia Chutnik albo – korzystając z gwarowych określeń samej Rataj – gawroch, rojber, lofer. To jej oczami, małej dziewczynki, która musiała przedwcześnie dorosnąć, poznajemy ulice przedwojennego Poznania. Rozmawiam z Anną Gawrysiak-Knez, członkinią Stowarzyszenia WILdzianie, przewodniczką i organizatorką spacerów śladami Marii Rataj po Wildzie: – Uwielbiam złożoność tej postaci i jej perspektywę dziecka, które musi samo radzić sobie w świecie. To mnie porusza. Do tego naturalność języka: melanż gwary, prostoty nizin społecznych, ale też bystrości. Duże emocje przeżyłam, jak zlokalizowałam jej pierwszy dom na Dolinie, na tej działce, gdzie stoi mój blok.

Maria Rataj (z prawej) na tle spalonego Bazaru w Poznaniu, 1945 | foto Dom Literatury Biblioteki Raczyńskich
Myszce rodzi się młodszy brat, Romcio. Matka po rozstaniu z kaliszaninem pije, uzależnia się od lekarstw zwanych „kogutkami”, całymi dniami zalega w łóżku. Rodzinę musi wyżywić Myszka. Śledzimy jej wyprawy na wysypiska śmieci, pożywienia szuka też na straganach Rynku Wildeckiego, gdzie bardzo szybko znajduje zatrudnienie u przekupek. Okazuje się, że podobne wspomnienia mieli też inni mieszkańcy Wildy.
„Mój Tata żył na Górnej Wildzie nr 119 w latach 1932–1939 (dwa lata młodszy od Marii) i z jego opowiadań znam sporo sytuacji opisanych w tej książce… np. zbieranie odpadków żywności na wysypisku; szukanie opału – wyrywanie po nocach desek z płotów czy zbieranie węgla na torach; „opiekę” bezdusznych sióstr zakonnych. Tata nie lubił opowiadać o niedoli swego dzieciństwa i lat młodzieńczych, ale czasem coś mu się „wymknęło” w chwilach, gdy ja z bratem kaprysiłam. Jak przeczytałam pierwszy raz wspomnienia Marii Rataj to byłam dosłownie chora – „zobaczyłam” to, co zataił Tata przed nami” – pisze na forum Wielkopolskiego Towarzystwa Genealogicznego „Gniazdo” pani Bożena, nick Genowefa.
Zaułki grzecznego miasta zabierają nas do miasteczka bezdomnych nad Wartą i do baraków na Górczynie. Razem z Myszką jesteśmy świadkami samobójstwa młodej dziewczyny, która leżała z narratorką w szpitalu. Dziewczyna wypiła pół flaszki lizolu, bo chcieli ją wydać za bogatego chłopa. Odratowano ją, ale wiedziała, że nie byłaby w pełni sprawna. Rodzice przyszli z parobkiem pokajać się, ale dziewczyna i tak odebrała sobie życie.

Pierwotny projekt okładki „Zaułki grzecznego miasta” Marii Rataj | foto Marcin Sokalski
Jest też o złych i dobrych siostrach zakonnych i o pedofilach zaczepiających dzieci nad Wartą. Jest o doktorze Krysiewiczu, który ratuje bohaterkę kilka razy od śmierci i przygarnia na zimę do szpitala, bo ta, w nieopalanym mieszkaniu, choruje. Jest o doktorze Konkiewiczu, który patriotyczną biografię (walczył w powstaniu wielkopolskim, zginął w 1939 roku rozstrzelany przez Niemców w Forcie VII) łączył z działalnością społecznikowską. Jest też trochę realizmu magicznego i przedwojennych przesądów – majowy deszcz dobry na rośnięcie dzieci, a bocian, który przynosi dziecko, może dziobnąć przy okazji w nogę, dlatego ciężarne leżą w połogu.
Autorka tak naprawdę nazywała się Marianna Rudowicz. Rataj to pseudonim, który utworzyła od nazwiska Cyryla Ratajskiego, legendarnego prezydenta Poznania w międzywojniu. Poznań Rataj to rewers kwitnącego Poznania Ratajskiego. Rewers oznaczający gemele, lumpenproletariat, nieheteronormatywne relacje i o zgrozo – niemieckość, do której w czasie II wojny światowej aspirowało więcej Poznaniaków niż chcemy pamiętać. Maria, a także jej matka i brat podpisali Volkslistę. Tak tłumaczyła swoją decyzję: „Dość mam już tej wiecznej biedy. Chcę widzieć moje dzieci syte i porządnie ubrane, nie żeby Karol jeszcze raz dostał tyfus, co byłoby dla niego zabójcze. Wielu nazwie to zdradą, co mi tam, a kogo to tak zdradzę, Polskę? Albo to przyznawała się do mnie, gdy mnie w szkole poniewierano? Czy zatroszczył się kto, co jem na gemyli, czy stanął kto w mojej obronie, gdy mnie łobuzeria targała za włosy, a śmiejąc się, przedrzeźniała mamy mowę: Mysza hast wszok, czyli wszy, a przecież mieli je nieomal wszyscy. Łudziłam się, że jak mama będzie tą Niemką, to wystarczy, lecz jak sama widzisz, wyszły nici. Boi się tych Niemców jeszcze więcej od Polaków, więc zagram z nimi ja. Niemała stawka tej gry, bo dzieci, więc albo zabierze je nędza, albo Niemcy. Przegram, bo to pójdziemy wszyscy w cholerę, wygram, to może kiedyś ofiaruję tej nowej Polsce dwoje zdrowych, krzepkich karaluchów.”

Maria Rataj | arch. pryw. Romualda Rudowicza
Narratorka opowiada też o pracy w koszarach niemieckich i szukaniu mieszkania po wypędzonych Polakach. Szczególnie poruszył mnie wątek jej brata Romka wcielonego do Wehrmachtu. Razem z narratorką odwiedzamy go w kolejnych szpitalach. Jedziemy do Pragi, która podobnie jak Poznań, została włączona do Rzeszy. Z opowieści wynika, że Romek służył za mięso armatnie i tak też zginął.
Rataj nazywa swoją książkę pamiętnikiem. Autorka większość imion i nazwisk zmieniła, ale pasjonaci z Wielkopolskiego Towarzystwa Genealogicznego „Gniazdo” odnaleźli karty meldunkowe, akty ślubu i inne dokumenty, które potwierdzają istnienie zanonimizowanych bohaterów. Piotr Bielicki pisze na forum „Gniazda” tak: „Jej pamięć co do faktów jest fenomenalna. Wierzyć się nie chce, by nie korzystała z żadnych zapisków, ani dokumentacji archiwalnej. W każdym razie mnóstwo drobiazgów zgadza się z danymi z Kartoteki, np. Feliks Lisowski (Edek) naprawdę miał brata, który siedział we Wronkach i wyszedł z więzienia właśnie w czasie, kiedy to opisuje autorka.”
Jest skan z Gazety Kaliskiej z 1926 roku z artykułem o ojcu Rudowicz, który został skazany za malwersacje. Odnaleziono potomków rodziny Wiesi, z którą narratorka mieszkała w czasie II wojny światowej. Potwierdzenia w faktach nie znajduje za to szlachecka historia jej rodziny. Te rodowe fantazje znakomicie ilustruje scena badania czaszki u nazistowskiego antropologa: „Robiono mi pomiar czaszki, mierzono osobno czoło, badano szczęki i orzeczono, że mam rzymski profil, czyli iż kiedyś do mego rodu wkręcili się Rzymianie.”
Niedostępność książki sprawia, że czytelnicy kopiują ją zupełnie jak w czasach PRL-u: „Właśnie otrzymałam od mojego brata zeskanowaną książkę Grzeszne miasto. Skan został wykonany w Bibliotece Uniwersyteckiej przy ul. Ratajczaka. Bardzo długo poszukiwałam możliwości kupna – no, ale cóż nigdzie nie było, więc z prezentu moja radość nie ma końca” – czytam na forum „Gniazda”.
Udało mi się zdobyć egzemplarz Grzesznego miasta w wildeckiej filii Biblioteki Raczyńskich. Książkę przeczytałam szybko, ale nie zdążyłam zrobić notatek, dostawszy monit z biblioteki o kolejnych osobach, które zapisały się na ten tytuł. Nie było możliwości przedłużenia. Uratował mnie Gwiazdor, który przyniósł mi Grzeszne miasto w prezencie. Nadchodząca Gwiazdka będzie jeszcze łaskawsza, bo Wojewódzka Biblioteka Publiczna zapowiedziała nowe wydanie książki.
Czym będzie się ono różnić od poprzednich dwóch? – Wbrew temu, co deklarował Kwartet, ich wydanie nie było pełne. Dostając materiał do korekty, odkryłam, że istnieją w nim zagadkowe luki. Pojawiła się więc konieczność całościowej weryfikacji treści z materiałami archiwalnymi. Dotarliśmy do rękopisów w Bibliotece Raczyńskich, porównaliśmy pliki i to się rozjeżdża: czasem akapity, czasem fragmenty po kilka tysięcy znaków, czasem pojawia się przeczenie, które zmienia sens – opowiada redaktorka Agnieszka Zawisza. Książka będzie obszerniejsza o kilka arkuszy względem tej Kwartetu, ale nie powinniśmy spodziewać się nowych wątków, raczej wielu przypisów. Będzie ich, bagatela, pół tysiąca! – Współczesny czytelnik potrzebuje kontekstu historycznego i językowego. W książce jest dużo gwary i języka niemieckiego – dodaje Zawisza.
Grzeszne miasto to dzieło dokumentalne i literackie równocześnie, ważne dla lokalnej pamięci Poznania, badań społecznych i historii obyczajów. Nowe wydanie z przypisami ma szansę uczynić tekst bardziej zrozumiałym dla współczesnego odbiorcy, bez ścierania jego ostrości.
Pytam też o tytuł. Maria Rataj zaproponowała Pamiętnik diablicy, który Wydawnictwo Poznańskie odrzuciło, forsując dwuznaczne Zaułki grzecznego miasta. Z kolei Wydawnictwo Kwartet poszło w dosłowność, stawiając na Grzeszne miasto. – Nie zapadła jeszcze ostateczna decyzja, ale najprawdopodobniej będą to Zaułki grzecznego miasta, na ten tytuł autorka wyraziła zgodę. Lepiej wrócić do pierwowzoru, gdzie jeszcze Rataj miała możliwości współdecydowania o tytule – tłumaczy nowa wydawczyni.
Zastanawiam się, czy Rataj aby na pewno miała prawo współdecydowania, czy też tytuł został jej narzucony? Na pewno narzucono jej cięcia. Do Wydawnictwa Poznańskiego trafił ponad tysiącstronicowy maszynopis. Opublikowano połowę, usuwając co bardziej gorszące kawałki. Skróconą wersję oprotestował Jarosław Iwaszkiewicz, zarzucając redaktorowi Romanowskiemu nieumiejętne skróty, które znacząco obniżyły poziom książki, co, jak wiemy, nie przeszkodziło jej w zostaniu bestsellerem. Mimo tego, wydawnictwo nie robiło dodruków, choć prosiła o to w listach cierpiąca biedę Rataj.
Marcin Kącki w książce Poznań. Miasto grzechu opisał historię cudem ocalonego maszynopisu, który po trzydziestu latach zalegania w metalowej szafie Wydawnictwa Poznańskiego, walał się w siedzibie restrukturyzowanego na początku lat 90. XX wieku przedsiębiorstwa. Maszynopis ocaliła Regina Kurewicz z Biblioteki Raczyńskich. Cała ta historia dodaje książce legendy, a Rataj dołącza do grona tych pisarzy, którzy największe sukcesy osiągnęli po śmierci.

Kącki w swoim reportażu przedstawił Marię Rataj tabloidowo jako „lumpenproletariuszkę, złodziejkę i biseksualistkę”. Inaczej do sprawy podeszła prof. UAM Magdalena Bednarek, tworząc biogram Rataj w Wielkopolskim alfabecie pisarek: „Wizerunek autorki prezentowany w Grzesznym mieście jest bardzo cielesny: Rataj doświadczała egzystencji wszystkimi zmysłami, stąd karty jej wspomnień pełne są zapachów, doznań dotykowych, fragmentarycznych obrazów rzeczy, osób podpatrywanych przez szpary płotów, niedomknięte drzwi cudzych domów, szaf. Autoportret ten przekuwa uwagę nietuzinkowością, odwagą życiowych wyborów, ale i ambiwalencją. Rataj jawi się z jednej strony tak jak chce – jako pełna fantazji, wielkoduszności wymieszanej z zadziornością, dziewczyna-kozak. Ale widać w tym wizerunku także nieprzezwyciężoną egzystencjalną i emocjonalną samotność, niedojrzałość. Relacje z bliskimi naznaczone były taką samą dwuznacznością – roztaczała pełną szorstkiej czułości opiekę nad matką i bratem, ale też niejednokrotnie dawała wyraz negatywnym emocjom względem nich, czując się zdradzona, niesprawiedliwie traktowana czy niekochana”.
Grzeszne miasto kończy się rozstaniem matki z córką. Elisabeth ucieka razem z innymi Niemcami do Vaterlandu. Maria zostaje w Polsce. Jest to rodzaj klamry – matka Marii przyjechała do wyzwolonej Polski i wyjeżdża w przededniu wprowadzenia nowego ustroju.
To bez wątpienia książka wyprzedzająca swoje czasy, książka pisarki, która praktykowała radykalną szczerość zanim to stało się modne. Recenzent wewnętrzny Wydawnictwa Poznańskiego zarzucał jej „pseudoliterackość”, ale czytając surowe opisy przemocy, których lekturę zmiękcza przaśny humor, mam poczucie, że Rataj była prawdziwą opowiadaczką historii i potrafiła świetnie oddać ducha tamtych czasów, a brak literackich sztuczności sprawia, że od tylu lat tak wielu chce po nią sięgnąć.
Maria Rataj umiera w 1995 roku. Jej prochy rozsypano na Miłostowie. Chciała, aby rozsypać je w Poznaniu, nazywanym przez siebie ojczymem.