POZA/POZNAŃ
– autorski cykl rozmów Agnieszki Kowalskiej z Poznaniankami i Poznaniakami żyjącymi i pracującymi poza Poznaniem

OPEN MIKE
autorski podcast Mike’a Urbaniaka
o życiu kulturalnym Poznania
Posłuchaj!
Gdy słyszy pan hasło „Poznań”, to jakie ma pan pierwsze skojarzenie?
– To jest miasto, z którego wyszedłem, ale nigdy do końca. Mam tam swój azyl, w Rosnówku, 20 km od Poznania, gdzie dwadzieścia dwa lata temu zdecydowałem się wybudować wymarzony dom. To jest raj – wieś, w okolicy cztery jeziora i Wielkopolski Park Narodowy. W latach 80. odwiedzałem tam kompozytora A. P. Kaczmarka, którego byłem menadżerem. I zakochałem się w tym miejscu. Poznań jest moim domem również dlatego, że tam mieszkają moi dwaj synowie. I mam wnuczkę Helenkę, do której wyrywam się, jak tylko mogę. A drugie skojarzenie – oczywiście Malta.
Stworzył pan ten festiwal i kierował nim przez ponad trzydzieści lat.
– Malta dużo zrobiła dla Poznania, jestem z niej dumny i bardzo się cieszę, że Dominika Kulczyk uratowała festiwal, wzięła za niego odpowiedzialność i nadała mu wyrazisty, aktualny kierunek. Radzi się mnie czasem, ale to teraz jej festiwal, pępowina została odcięta. W 2024 i 2025 roku kuratorowałem tam jeszcze swoje rozpoczęte wcześniej projekty: operę Aleksandra Nowaka Ja, Şeküre na podstawie powieści Orhana Pamuka oraz stworzone na bazie scenariuszy filmów Agnieszki Holland: spektakl Kobieta samotna Anny Smolar i operę Głos potwora, reżyserowaną przez Agnieszkę Smoczyńską.
„Festiwal jest po to, żeby dać artyście odwagę do powstania nowego dzieła” – mówił Bernard Fevre d’Arcier, ówczesny dyrektor Festiwalu w Awinionie. To moje credo od ponad trzydziestu lat, będę je teraz realizował w warszawskim Nowym Teatrze.
W jednym z pierwszych wywiadów po objęciu dyrekcji Nowego mówił pan Tomaszowi Placie: „To nie jest takie miejsce, jak poznański Teatr Polski Maćka Nowaka, który co chwila znajduje jakąś perłę. Ani Krzysztof Warlikowski, ani ja nie mamy takiego nosa, jak Nowak. Nie każdy może robić wszystko.” Jakie perły ma pan na myśli?
– Młode talenty. To wielki dar Maćka, który już w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku dawał pole do rozwoju takim artystom, jak Monika Strzępka i Paweł Demirski. Bardzo cenię to, co robi w Polskim w tandemie z Marcinem Kowalskim. Czuję się silnie związany z tym teatrem, bo tam zaczynałem drogę zawodową w 1985 roku jako menadżer Orkiestry Ósmego Dnia. Dwie pierwsze edycje Malty były organizowane przez Teatr Polski.
Czy to właśnie w Polskim zobaczył pan pierwszy spektakl w życiu?
– Na pewno taki „dorosły”. To był Kordian w reżyserii Romana Kordzińskiego, a ja byłem jeszcze w podstawówce. Mieszkałem wtedy w Książu Wielkopolskim, małym miasteczku 60 km od Poznania.

Michał Merczyński | foto Filip Klimaszewski
Urodził się pan w Poznaniu?
– Tak, ale tylko dlatego, że ciąża mamy była zagrożona i musiała urodzić w szpitalu na Polnej. Na stałe przyjechałem do Poznania dopiero na studia – na kulturoznawstwo na Uniwersytecie Adama Mickiewicza. Ale już w czasach licealnych często kursowałem do Poznania i Warszawy. Miałem znakomitego nauczyciela muzyki, który prowadził chór i wciągnął nas w młodzieżowy ruch miłośników muzyki Pro Simfonika w Poznaniu. Jeździliśmy do Filharmonii Narodowej w Warszawie, gdzie wchodziliśmy na próby i za kulisy koncertów Marthy Argerich, Garricka Ohlssona, Academy of St. Martin in the Fields. To mnie ukształtowało. Pamiętam poznański koncert Krystiana Zimermana już po Konkursie Chopinowskim, właśnie dla członków Pro Simfoniki. Wracałem z niego ostatnim pociągiem, bo nie było już autobusów, więc potem musiałem iść 8 km pieszo do Książa. Mama rwała włosy z głowy.
A wiedziała pani, że Zimerman brał ślub w poznańskim ratuszu i udzielał mu go prezydent Andrzej Wituski?
Nie wiedziałam. A co pan pokazuje gościom w Poznaniu?
– Pierwsze, co robię, to prowadzę ich na Cytadelę, do Abakanowicz. To jest magiczny moment, jak idzie się od strony ulicy Winogrady, wychodzi przez park na tę łąkę i zbliża do Nierozpoznanych.
Bardzo sobie cenię poznańskie instytucje kultury i wydawnictwa: Teatr Polski, Filharmonię Poznańską, Galerię Arsenał, CK Zamek, Bibliotekę Wojewódzką, Wydawnictwo Poznańskie i Wydawnictwo Filia, więc ze mną to by była kulturalna wycieczka. Oczywiście poszlibyśmy na rogale marcińskie. Koniecznie trzeba doświadczyć korowodu świętego Marcina. To jest fenomen, że 11 listopada, kiedy przez Polskę idą nacjonalistyczne marsze, Poznań wyznacza inny kierunek.
W tym roku czeka nas wspólna premiera Nowego Teatru w Warszawie i Teatru Polskiego w Poznaniu – spektakl w reżyserii Katarzyny Kalwat na podstawie powieści Pulverkopf Edwarda Pasewicza.
– Przeczytałem ją trzy lata temu i dawno mnie tak nic nie trafiło. Pamiętam Edwarda Pasewicza jeszcze z czasów, kiedy mieszkał w Poznaniu. Czytałem jego teksty w Czasie Kultury, ale potem zniknął mi z radaru. Żałuję, że nie dostał Nagrody Nike, ucieszyłem się, że dostał Angelusa. Uważam, że od czasu Miazgi Andrzejewskiego nie było w Polsce takiej powieści, jak Pulverkopf. To są Buddenbrookowie, Doktor Faustus i Szpital przemienienia w jednym. Spotkałem się z Maćkiem Nowakiem, zaraziłem go tym, że to trzeba zrobić w teatrze. Wiedziałem też, że to tekst dla Katarzyny Kalwat. Zrobiła już z niego słuchowisko, a teraz zaczynamy próby. Część obsady jest z Poznania, część z Warszawy. Pierwsze spektakle w Nowym w kwietniu, a poznańską premierę Maciek zaplanował w czerwcu, w czasie Malty i Poznań Pride. Widzimy się więc w Poznaniu!
Michał Merczyński urodził się w 1962 r. w Poznaniu. Jest absolwentem kulturoznawstwa na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza. W latach 80. był menedżerem Orkiestry Ósmego Dnia. Pomysłodawca Festiwalu MALTA, którym kierował przez 33 lata, do 2022 r. W latach 1996–1997 był redaktorem w TVP Poznań, później dyrektorem biura Towarzystwa Muzycznego im. Henryka Wieniawskiego. Kierował też m.in. TR Warszawa i Polskim Wydawnictwem Audiowizualnym, które w 2009 r. zostało przekształcone w Narodowy Instytut Audiowizualny. We wrześniu 2025 r. objął dyrekcję Nowego Teatru w Warszawie.