Krzysztof Kwaśniewski
Legendy poznańskie
Wydawnictwo Poznańskie
Już początek XVIII wieku nie był dla Poznania szczęśliwy. W mieście, jak i w innych miejscowościach Wielkopolski, spustoszenia poczyniła wojna północna; do tego rozpowszechniła się w 1709 roku towarzysząca wojnom, jak w ubiegłych stuleciach, zaraza. Szalała ona także w okolicach, padli na nią prawie bez wyjątku chłopi miejskich wsi, a nieuprawione pola leżały odłogiem. W Dębcu ponoć wszyscy wymarli, a w Luboniu nowi osadnicy zastali tylko dwoje ludzi, starą kobietę i dziecko.
Gdy znów nastały spokojniejsze czasy, miasto postanowiło te miejscowości zasiedlić, odbudować, pomierzyć na nowo grunta i nadać im prawo magdeburskie. Najważniejszym warunkiem, stawianym przez miasto nowym osadnikom, było, by byli „dobrej wiary katolickiej”. Na lata 1719 i 1720 przypada zawarcie pierwszych umów z osadnikami z Dębca i Lubonia.
Fakt, że większość osadników wywodziła się z Bawarii, z okolic Bambergu, znalazł odbicie w dwojakiej tradycji. Już przed wybuchem zarazy w Poznaniu, a więc już przed 1709 rokiem, miał powrócić z podróży do Bambergu sługa jakiegoś kupca, który zauważył przeludnienie, przynajmniej niektórych wsi w okolicy Bambergu. Gdy powrócił już po przeminięciu zarazy do Poznania i usłyszał, że miasto ma wysyłać do Niemiec pisma zapraszające osadników, zawiadomił władze miejskie o swoich spostrzeżeniach, że w biskupstwie bamberskim mieszka sporo pracowitej, starannej i katolickiej ludności, a niektórzy z nich byliby może skłonni spróbować szczęścia tu, w Polsce.
Rada miejska napisała więc do Bambergu i poprosiła o rozesłanie po okolicy odpowiedniego obwieszczenia.
Druga tradycja głosi, że ówczesny biskup poznański, podróżując po epidemii, przejeżdżał przez Bamberg i odwiedził tamtejszego biskupa. Gdy zobaczył kwitnącą krainę i zaludnione wsie, opowiedział, co stało się w jego stronach i że w okolicach Poznania było teraz zupełnie inaczej, a wsie są wyludnione przez zarazę i wojnę, i wymarłe, a władze miejskie podejmują starania, by zasiedlić na nowo opustoszałe wsie miejskie. ,,Skoro macie tu ludzi, to przyślijcie ich do nas, będą u nas mieli dobrze” – zakończył. Zaś wróciwszy do Poznania miał wskazać okolice Bambergu jako dobre źródło siły ludzkiej.
Luboń i Dębiec były pierwszymi wsiami zasiedlonymi przez niemieckich osadników, a dopiero potem Rataje, Jeżyce, Wilda, Górczyn i należące do miasta wsie Czapury i Wiórek. Nie wszyscy ci osadnicy pochodzili z okolic Bambergu, ale od tych pierwszych przybyszów nazywani byli Bambrami lub też Durlakami (od miasta Dudach) albo, jak określali się sami, Szwabami. Później spolonizowali się oni całkowicie.
Podanie, mimo że koncentruje się na faktach znanych tylko z przekazów ustnych, uwzględnia także elementy rzeczywistej historii osadnictwa z okolic Bambergu w pobliżu Poznania. Wszystkie te tradycje i fakty omawia się w całościowych opracowaniach historii i kultury Bambrów poznańskich. Biskupem poznańskim wymienionym w podaniu mógł być Bartłomiej Tarło (który zresztą miał „wymawiać się” od objęcia diecezji poznańskiej) lub Krzysztof Szembek. Dokument lokacyjny Lubonia (luboń w staropolszczyźnie to tyle co kochanek), w którym mowa o osadnikach, pochodzi z 1719 roku, a osadnictwo w Dębcu i Boninie miało miejsce prawdopodobnie około 1730 roku, w Ratajach i Wildzie około 1747 roku, a w Jeżycach i Górczynie 1750-1753 roku. W połowie
XVIII wieku zawarto też kontrakty z osadnikami bamberskimi we wsiach kościelnych Czapury i Wiórek.
Z osadnictwem bamberskim wiąże się też zapewne utrzymujący się długo, zwłaszcza na Ratajach, zwyczaj, o którym tak pisze Kolberg: ,,W Ratajach istnieje zwyczaj obchodzenia pól w trzecie święto Zielonych Świąt, a to na pamiątkę zdarzenia następującego: Gdy szarańcza pustoszyła pola sąsiednich wiosek, mieszkańcy Rataj w solennej procesji obchodzili pola swoje, błagając Boga o odwrócenie tej plagi i Bóg też ich wysłuchał; od tego czasu, obchodząc pola, zanoszą do Pana zastępów modły dziękczynne i pieśni śpiewają. Zwyczaj ten istniał (z tegoż samego także powodu) i po wielu innych wsiach powiatu”. Jak widać, i obrzęd może być tematem podania, jeżeli ma już uzasadnienie wprowadzenia historycznym wydarzeniem. A sam obrzęd jest raczej importem ze zwyczajów niemieckich.
Dziwne okazują się drogi, którymi w Polsce kształtowały się wspominane już, „etniczne” i regionalne przezwiska i epitety. Bambrzy (od Bambergu) zwani byli (według Oskara Kolberga) dawniej także Durlakami (od miasta Dudach), a nawet (według własnego, dawnego samookreślenia) Szwabami (co już w czasach Kolberga brzmiało jednak w Polsce obraźliwie). Określenie „bamber” uważane bywa do dziś także za przezwisko, i to nie tylko w Wielkopolsce, ale czasem nawet i w innych częściach Polski. Z kolei istnieją świadectwa, że część gospodarzy z Rataj określano przezwiskiem „kaszubi”. Natomiast bez odcienia lekceważącego kobiety, które przyjmowały i nosiły ozdobny, tradycyjny strój bamberski, określały się jako Bamberki, choć nawet z rodzin bamberskich nie pochodziły.
Fragment książki Legendy poznańskie Krzysztofa Kwaśniewskiego, wydanej przez Wydawnictwo Poznańskie.