Wydział Animacji i Intermediów
Uniwersytetu Artystycznego
im. Magdaleny Abakanowicz
w Poznaniu
XVIII Międzynarodowy Festiwal Filmów Animowanych ANIMATOR
5-13 lipca 2025 r.
Pierwszą pracownię animacji założył tu w 1980 roku Kazimierz Urbański – reżyser, scenograf i wybitny twórca filmów animowanych (wtedy jeszcze uczelnia funkcjonowała jako Akademia Sztuk Pięknych, zanim w 2010 roku uzyskała status uniwersytetu). I chociaż ten fach można też zdobyć m.in. w Szkole Filmowej w Łodzi (kierunek: film animowany i efekty specjalne), to jak tłumaczy Weronika Nowacka, członkini Rady Programowej Animacji na UAP: – To co wyróżnia poznańską uczelnię to nastawienie na artystyczną ekspresję i eksplorację najróżniejszych form wyrazu. Duży nacisk kładzie się tu na samodzielny rozwój twórców oraz ich wielozadaniowość, tak abyśmy sami nauczyli się, jak napisać scenariusz, tworzyć storyboardy, udźwiękowić film i go zmontować. Katedra oferuje cztery główne pracownie: rysunkową, materii, komputerową i multimedialną, w których studenci eksplorują różnorodne techniki – od tradycyjnej animacji rysunkowej, aż po animację 2D i 3D, projekty VR-owe, gry oraz filmy eksperymentalne.
Choć na kierunek rocznie przyjmuje się tylko około dziesięciu osób, bywa, że chętnych na jedno miejsce jest nawet kilkanaście osób, a proces rekrutacji nie należy do najkrótszych. Dwa dni egzaminów weryfikują nie tylko przygotowanie plastyczne kandydatów (malarstwo i rysunek), ale także ich kreatywność oraz autorskie spojrzenie na animację i sztukę. Do jednego z zadań należy artystyczne zinterpretowanie zadanego hasła. – Chodzi o to, by pokazać, że ma się coś do powiedzenia, a także umie się w ciekawy sposób plastycznie to przedstawić i zaanimować – tłumaczy Nowacka.
Już podczas rekrutacji sprawdza się, czy w kandydacie tkwi zalążek storytellingowego talentu. Umiejętność opowiadania o obrazach to podstawa do nabycia pełnej kontroli nad swoimi przyszłymi projektami i sprawdzenia się w wielu uzupełniających się rolach – od scenarzysty, przez reżysera, aż po animatora. Zastanawiam się zatem, czy przyszły student animacji powinien mieć wykształcenie plastyczne, biorąc pod uwagę, że program w szkołach średnich nie dostarcza licealistom kompleksowej wiedzy o sztuce współczesnej ani filmie. – Nie musisz posiadać przygotowania artystycznego, ani ukończonego liceum plastycznego, bo przychodząc na studia jesteś młodą osobą, która dopiero kształtuje swoją artystyczną tożsamość. Dopiero teraz, po latach studiowania na UAP, czuję, że ja wykształciłam swoją – rozwiewa moje wątpliwości Weronika, podkreślając, że artystyczna tożsamość to dla niej nie to samo, co autorski styl.
Patrząc na interdyscyplinarne podejście UAP do kształcenia w zakresie animacji, „styl” faktycznie wydaje się określeniem zamykającym, bo sugeruje, że ktoś jest już twórcą zdefiniowanym, znajdującym się w potrzasku własnych kreatywnych ograniczeń. Tymczasem w murach uniwersytetu studenci nie są zmuszani do dopasowania się do jednej określonej formy, ani ograniczani do myślenia wyłącznie narracyjnego. Dowód? Wystarczy obejrzeć filmy zrobione przez studentów i absolwentów, by zauważyć, że ci nie boją się abstrakcji, nowych technologii, ani eksperymentowania z najróżniejszymi technikami animacyjnymi. Ich etiudy można oglądać właściwie w całej Polsce, zarówno w Poznaniu na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Animowanych ANIMATOR oraz Ale Kino!, jak i poza Wielkopolską – na Solanin Film Festival, Warsaw Animation Film Festival czy Animocjach w Bydgoszczy. Całe spektrum animacji czeka również widzów podczas otwartych dla publiczności obron prac dyplomowych odbywających się corocznie w czerwcu.
Julian Czurko, który jest już na studiach magisterskich, pokazuje mi swoją pracę wykonaną w technologii VR. Jej możliwości dostrzegł po raz pierwszy na zajęciach w pracowni komputerowej prowadzonej przez dra Miłosza Margańskiego. Projekt Juliana to na poły abstrakcyjna przestrzeń złożona z wielobarwnych cząsteczek przypominających kwitnące kwiaty. – Mając na sobie gogle Oculus Rift, możesz się w tej przestrzeni całkowicie zanurzyć, odkrywając wykreowany świat – jego kolory, strukturę, a także kształty. Gdy się przyjrzysz, zobaczysz, że cząsteczki się ruszają, jak kwitnące pąki – tłumaczy autor, oprowadzając mnie po kolejnych wirtualnych salach, przypominających wnętrza pradawnej świątyni. Obrona takiego projektu przypomina performans. – Pokaz odbywał się w sali kinowej CK Zamek. Miałem na sobie gogle, a na ekranie wyświetlał się obraz widziany moimi oczami. Powolnymi ruchami głowy przeprowadziłem publiczność przez cały projekt, a później zaproponowałem jednemu z profesorów, by przeżył to doświadczenie na własnej skórze. Było zabawnie – wspomina Czurko.
Czy młodzi filmowcy, którzy preferują raczej tradycyjne narracje, mają czego szukać na UAP? – Oczywiście, że tak! – przekonuje studentka Dominika Tkaczyk, autorka wielokrotnie nagradzanej krótkometrażowej animacji Panie Profesorze! – Dla mnie historia musi mieć początek, rozwinięcie i zakończenie, dlatego cieszę się, że nikt z kadry nauczycielskiej nie próbował na siłę zmienić mojego sposobu opowiadania historii. Czułam się bardzo wspierana, a to ważne, bo mój film silnie bazuje na emocjach, łącząc w sobie elementy komedii, dramatu i absurdu – wspomina Dominika. Zrealizowana w technice 2D animacja opowiada o płomiennym uczuciu studentki do profesora, a inspiracją dla niej była prawdziwa historia babci Dominiki. – Profesorowie podeszli do mojego pomysłu z aprobatą i pewnym dystansem, dając do zrozumienia, że mogę zrobić taki film, jaki chcę. UAP, zgodnie z tradycją, wspiera studentów w tworzeniu kina autorskiego – przyznaje Tkaczyk. Młodzi wyraźnie sygnalizują też, czego na studiach im brakuje. Tak było w przypadku zajęć scenariuszowych, które pojawiły się w programie dwa lata temu.
– Wykładowcom zależy na tym, aby nasze filmy szły w świat. Często podsyłają nam linki do różnych naborów i przypominają, do kiedy one trwają. Problem polega jednak na tym, że zgłaszanie na festiwale jest naprawdę czasochłonną robotą, do której wielu studentów nie ma po prostu głowy – tłumaczy mi Weronika. Moi rozmówcy wspominają o jeszcze jednej kwestii. Przyszli adepci animacji uczeni są samodzielności, przez co niekiedy brakuje im okazji do pracy grupowej oraz współtworzenia siatki wsparcia. Program na szczęście przewiduje zajęcia w pracowni wolnego wyboru, dzięki którym student ma szansę wyjść poza swoją strefę komfortu i przez semestr lub dwa kształcić się niejako w nowym środowisku.
Od studentów słyszę, że animacja to kierunek „rodzinny”. To małe grono, w którym wszyscy się kojarzą i dobrze znają. Minęły też czasy, gdy kobiety-autorki na polskiej scenie animacji można było policzyć na palcach jednej ręki. – Jeszcze piętnaście lat temu był to zdecydowanie męski kierunek, teraz powiedziałabym, że jest kobiecy, bo to kobiety stanowią na nim zdecydowaną większość – zauważa Weronika Nowacka. Integracji osób studenckich sprzyja przestrzeń uczelni, bo zajęcia kierunkowe odbywają się w dawnej oficynie Dowództwa V Korpusu Armijnego przy ulicy Solnej. Jest tu kameralnie i zielono, choć jeszcze do niedawna drzew było znacznie więcej. – Zanim wybudowali tu nowoczesne i luksusowe apartamenty, latem uczelni praktycznie nie było widać z ulicy. Wszystko otulone było zielenią – wspomina Weronika, oprowadzając mnie po niewielkim zabytkowym budynku z czerwonej cegły.
W wejściu wita nas Tadek, średniej wielkości kundelek należący do jednej z pracowniczek. Drewniane, skrzypiące podłogi, odrestaurowane schody oraz masywne, również drewniane drzwi przypominają studentom o bogatej historii budynku. Znajduje się tu kilka sal komputerowych oraz laboratoriów wideo, w których prócz nagromadzonego sprzętu (aparatów fotograficznych, kamer, szyn, green screenów i tabletów graficznych), można znaleźć elementy scenografii lalkowej (miniaturowe domki, meble i ludziki) czy piętrzące się na regałach słoiki z kolorowymi piaskami, wykorzystywanymi przez studentów do animacji w technice sypanej.
W przedwojennym budynku nie brakuje też mniej formalnych przestrzeni. – Zbiorowe zaparzenia wielkiego dzbana kawy przelewowej to już u nas tradycja – śmieje się Julian. Dominika wspomina o spontanicznych sesjach karaoke, które rozkręcają się czasami pod koniec dnia w sali komputerowej, a Weronika o posesyjnych seansach filmowych, podczas których grupa wspólnie ogląda swoje projekty na zaliczenie. W jednej z sal moją uwagę przykuwa sterta ręcznie robionych chorągiewek na patyku. Jak się okazuje, na ostatnią studencką kolaudację ktoś przyniósł domowe ciasto ozdobione napisem „zdane animacje”. – Na karteczkach przyklejone są kadry i rysunki z naszych filmów. Kto zdał, mógł wbić je w ciasto, które później razem zjedliśmy – wyjaśnia Weronika.
Dominika przyznaje: – Wcześniej, przed studiami, miałam problem, by mówić otwarcie o swoich projektach i pomysłach. Teraz coraz mniej się wstydzę, a UAP nieustannie otwiera mnie na ludzi. W liceum, czułam ciągłą presję, że muszę wiedzieć wszystko na każdy temat. Tutaj natomiast spotykam się z cierpliwością i zrozumieniem. Uniwersytet wybacza błędy oraz celebruje fakt, że każdy student jest inny i wyjątkowy na swój sposób. Z takim podejściem Poznań jeszcze długo ma szansę pozostać wiodącym miastem artystycznej animacji w Polsce.