24 lutego 2025
design
sztuka

W trójcy jedyne

Pol/Sztyma/Wolna – pod tą nazwą działa grupa bardzo utalentowanych artystek, które najczęściej tworzą osobno, ale nawet wtedy zdarza im się pracować razem.
tekst KATARZYNA JASIOŁEK
Hometown | arch. Pol / Sztyma / Wolna

Czasem w sztuce zdarza się tak, że punktem wyjścia do czegoś nowego jest to, co zastane, nawet niechciane. Można także zmienić funkcję przedmiotu, podnosząc przy okazji jego rangę w przestrzeni i w oczach patrzących. Albo narzucić sobie ograniczenia, co nagle okazuje się niezwykle inspirujące i projekty rodzą się w głowie niczym w króliczej norze. Można to wszystko robić solo, ale czasem lepiej znaleźć ludzi, którzy tak idealnie nas uzupełniają, że wspólna praca oznacza radość i daje satysfakcję. To właśnie przypadek trzech poznanianek, tworzących artystyczny kolektyw: Anny Pol, Marianny Sztymy i Magdy Wolnej.

Jako trio objawiły się oficjalnie na wystawie Flowland w Tarczynie w 2017 roku, tworząc pierwszą kolekcję talerzy, utrzymaną w czarno-białej kolorystyce. Od 2010 roku brały udział w wystawach, organizowanych przez architekta Mateusza Trojanowskiego, który zainicjował niebanalny projekt Budowa. Uwaga wystawa. Namawiał inwestorów, aby miejsca, które powierzyli mu do przeprowadzania wnętrzarskiej rewolucji, jeszcze przed remontem, w trakcie lub po, na jakiś czas stały się przestrzeniami, w których zaprezentowana zostanie sztuka.

IMG_1386_Magda
Hometown | arch. Pol / Sztyma / Wolna
IMG_1376_plus_talerz
Hometown | arch. Pol / Sztyma / Wolna
IMG_1364_Magda
Hometown | arch. Pol / Sztyma / Wolna

Artystki wspominają wystawę w Galerii Białej w Lublinie, zorganizowaną w 2022 roku. Na prezentowaną tam kolekcję Trzepot, złożyło się ponad dwieście talerzy w kolorystyce z przewagą błękitu i kobaltu. – Umówiłyśmy się, że wszystkie ptaki na talerzach będą leciały w jedną stronę. Ściany były białe, a łukowate sklepienie przypominające kościelne sprawiło, że kompozycja przypominała ołtarz. Trwała wojna i te ptasie migracje przypadkowo nawiązywały do tych rzeczywistych – mówi Anna Pol. Zależało im, aby zbiór pozostał kompletny do następnej wystawy, która odbyła się rok później w poznańskiej Pracowni Vzory na Ślusarskiej. Tym razem talerze zawisły na czarnych ścianach, ławica przybrała inny kształt, te same prace zupełnie inaczej zagrały w nowej przestrzeni.

Wystawom, których było dotychczas więcej niż tu wymienione, od początku towarzyszyło zainteresowanie odbiorców. Czasem zdarzają się klienci zachwyceni talerzami kolektywu Pol/Sztyma/Wolna, którzy zamawiają zestawy złożone z kilkudziesięciu talerzy z pracami artystek.

Nie będzie to jednak jednorodny serwis, bo talerze nie są wytwarzane seryjnie w pracowni ceramicznej. Punktem wyjścia do pokazywanych na wystawach prac było wspólne zamiłowanie artystek do odwiedzania targów staroci. To w Cieplicach, Jeleniej Górze, a ostatnio także u zaprzyjaźnionej sprzedawczyni w Lwówku Śląskim od lat wyszukują najróżniejsze ciekawe obiekty. To tam artystki znalazły ceramiczną bazę na pierwszą i kolejne wystawy. – Pomyślałyśmy, że można dać starym talerzom i paterom drugie życie. Początkowo warunek był taki, aby były białe i miały możliwie interesujące kształty. Potraktowałyśmy je jak nowe medium, po płótnie i papierze – mówi Magda Wolna. – Wymyślamy koncept kolekcji, ale pracujemy nad nią osobno, każda nad swoimi talerzami. Oglądamy je dopiero na końcu – dodaje Marianna. Anna Pol: – Po powieszeniu na ścianie powstaje z nich jeden obraz. Początkowo same byłyśmy zaskoczone, że pracując osobno, tworzymy coś, co jest tak spójne.

marianna_sztyma
Marianna Sztyma | arch. Pol / Sztyma / Wolna
magda_wolna
Magda Wolna | arch. Pol / Sztyma / Wolna
Anna Pol_portret
Anna Pol | arch. Pol / Sztyma / Wolna

Każdy talerz ma sygnaturę i tytuł, każdy z dwustu talerzy Trzepotu miał także swój numer. Klienci kupują pojedyncze sztuki, ale nie tylko. – Niektóre osoby wracają i robią sobie na ścianie zestawy z różnych naszych kolekcji, czasem także tworzymy taki zestaw na prośbę klienta – opowiada Marianna i zauważa: – Wstrzeliłyśmy się nieświadomie w dobry moment, mało kto wówczas malował ceramikę. Czasem zdarza się, że klient chciałby kupić coś ze starych kolekcji, co już dawno się sprzedało, nie rozumiejąc, że to unikaty. Chociaż oczywiście zdarzają się powroty do tych samych ulubionych motywów.

Marianna Sztyma i Magda Wolna poznały się na studiach. Marianna trafiła na poznańską ASP (dzisiaj UAP) po liceum plastycznym, co było naturalną drogą dla kogoś, kto zawsze lubił malować, rysować.

Na studiach zajmowała się technikami metalowymi grafiki warsztatowej, dyplom obroniła u profesora Tadeusza Jackowskiego. Magda przez większość czasu na studiach zajmowała się litografią, której tajniki przekazał nieoceniony drukarz starej daty Ryszard Wojciechowski. Dyplomy obydwie obroniły w 1998 roku. Chciały ilustrować książki dla dzieci, ale to był zły czas na takie marzenia. Otwierały się za to agencje reklamowe, studia graficzne, rzadko kto miał własny komputer do pracy. Po studiach Magda i Marianna jeździły z teczką pełną oryginalnych ilustracji do Warszawy. Umawiały się z budki telefonicznej i jeździły po redakcjach oferując swoje prace. Niektóre podpowiedział im Piotr Socha, ówczesny dyrektor artystyczny Machiny. W końcu trafiły do Playboya, gdzie dyrektorem artystycznym był Andrzej Pągowski. On i inni chętnie zamawiali ilustracje, gazet było sporo na rynku, wychodziły nowe tytuły.

kolekcja_JAWA_CZY_SEN_magda_WOLNA
Magda Wolna, Jawa czy sen | arch. Pol / Sztyma / Wolna
talerz2_magda_wolna
Magda Wolna, Twins | arch. Pol / Sztyma / Wolna
jawa_czy_sen_m_sztyma
Marianna Sztyma, Jawa czy sen | arch. Pol / Sztyma / Wolna

Dwa lata po studiach Magda zaczęła pracę w studiu graficznym. – Uznałam, że dotychczasowa praca jest za przyjemna i muszę się sprawdzić w prawdziwej pracy na etat – śmieje się. Spędziła tam cztery lata. Taki etap w pracy zawodowej miała także Marianna, dzięki czemu obie poznały programy graficzne. Żadna nie zapomniała o własnej twórczości, robiły wystawy. Jednej i drugiej udało się też spełnić zawodowe marzenia ze studiów. Marianna ilustruje książki dla dzieci, rysuje komiksy, projektuje okładki, maluje, nadal współpracuje z prasą. Magda także ilustruje, tworzy grafiki, portrety. – Zmierzam coraz bardziej taką ścieżką, że tworzę rzeczy głównie z wewnętrznej potrzeby. Wróciłam na przykład do osobistych wyszywanek, które robiłam dwadzieścia lat temu – przyznaje.

Anna rozpoczęła studia (również na poznańskiej ASP) sześć lat później, więc na uczelni się z Marianną i Magdą rozminęły. Spotkały się w innych okolicznościach, dzięki wspólnym znajomym. Anna pracowała przez cały okres studiów, projektowała pocztówki krajobrazowe, opakowania czekoladek, współtworzyła sesje modowe. Dyplom z malarstwa obroniła u profesora Andrzeja Kałuckiego. – Wymyśliłam sobie, że będę projektowała okładki płyt, ale wówczas zdecydowanie łatwiej było nawiązać współpracę z wydawcami książek. Wysyłałam swoje portfolio do wielu polskich wydawców, z którymi współpracuję do dziś. Dzisiaj Anna ma na swoim koncie prawie tysiąc projektów okładek. Jednocześnie maluje, ilustruje i tworzy kolaże.

Początkowo Anna, Marianna i Magda szukały na dolnośląskich targach staroci jedynie białych pater i talerzy, tworząc z nich obiekty artystyczne, traktując starą ceramikę jak białe płótno do zagospodarowania, a efekt końcowy jak obraz.

Z czasem przestały być tak restrykcyjne w wyborze i talerze nie musiały być białe – mogły mieć wzory, z którymi nanoszony przez nie obraz, grafika czy kolaż wchodziły w pewien dialog. Wciąż powstają nowe kolekcje. – Dwie pierwsze nie miały tytułu, ale teraz wiemy, że nam się fajniej pracuje, gdy jest tytuł, bo całość układa się w historię, przekłada na motywy – mówi Anna Pol. – Robienie wystaw było dla nas spotkaniem towarzyskim, fajnym czasem z ludźmi. Gdy przyszła pandemia, wymyśliłyśmy wystawy on-line, które organizowałyśmy u mnie w mieszkaniu czy u chłopaków prowadzących na Jeżycach Kwiaty&Miut. Ściągałyśmy wszystko ze ścian, wieszałyśmy swoje talerze, kręciłyśmy filmiki, robiłyśmy zdjęcia i wrzucałyśmy do sieci. Ludzie komentowali, uczestniczyli z nami w tym pandemicznym substytucie wernisażu. Teraz też czasem w ten sposób prezentujemy nowe kolekcje talerzy.

kolekcja_blue_velvet_boleslawie2
Kolekcja Blue Velvet | arch. Pol / Sztyma / Wolna
kobaltowa2_boleslawiec
Kolekcja Kobaltowa | arch. Pol / Sztyma / Wolna
kolekcja_kobaltowa_boleslawiec2
Kolekcja Kobaltowa | arch. Pol / Sztyma / Wolna

Wśród nich są nie tylko prace na starych talerzach. Artystki zaprosił do współpracy Pawła Zwierza, właściciela Manufaktury w Bolesławcu, jednej z trzech dużych wytwórni ceramiki działających w mieście i wytwarzających kamionkowe naczynia dekorowane w charakterystyczny sposób przy użyciu gąbkowych stempelków. Wcześniej projekty dla Manufaktury tworzyli Magda Gazur, Oskar Zięta czy Mateusz Grobelny. – Podczas pierwszej rezydencji artystycznej w Manufakturze zdecydowałyśmy się wykorzystać kobalt, który jest tak charakterystyczny dla tej ceramiki. Nie korzystałyśmy z używanych przez malarki stempelków, zaprojektowałyśmy własne. Zresztą w swoich projektach odeszłyśmy od stylistyki stempelków, malowałyśmy ręcznie, używałyśmy spreju – opowiada Marianna. Tak powstała kolekcja talerzy i wazonów Kobaltowa. Kolejna bolesławiecka kolekcja, Kobaltowa 2, została w 2022 roku nagrodzona w konkursie Must Have na Łódź Design Festival. W kolejnych kolekcjach tworzonych w Bolesławcu obok kobaltu pojawiły się także szarości, brązy, pomarańcze, ciemna zieleń. Z kolei z Magdą Kucharską z pracowni ceramicznej Hadaki stworzyły kolekcję wazonów Powidoki, zdobionych w technice sgrafitto. Gdy się któryś zbił podczas pracy, ciekły łzy. Anna, Marianna i Magda myślą także o tkaninie jako o medium. W 2024 roku zaprojektowały dla Henhen jedwabne apaszki.

Tego samego roku odwiedzający poznańską edycję Targów Rzeczy Ładnych mogli zobaczyć wystawę kolektywu Pol/Sztyma/Wolna, która została przygotowana na zaproszenie organizatorów imprezy. Na tle wszystkich pozostałych to szczególna kolekcja, bo jej tematem jest Poznań.

Tu znów bazą stały się talerze z pchlich targów, a miasto zapamiętane z dzieciństwa dostało barwy różu, magenty, fioletu. Na ponad czterdziestu talerzach, które złożyły się na kolekcję Hometown, poznaniacy rozpoznają takie miejsca jak Fabryka Cegielskiego, Dębiec czy Rataje. Magda w poszukiwaniu inspiracji wróciła na ratajskie osiedla, na których się wychowała, a na jej talerze trafiły charakterystyczne barierki czy bloki z wielkiej płyty. Nie zabrakło również wizerunków kotów i psów tak charakterystycznych dla jej twórczości. Anna natomiast dostrzegła poznańskie neony, architekturę, a pomiędzy nią także nadwarciańskie krajobrazy, parki z ich roślinnością i mieszkającym w nich ptactwem. Marianna, która z Poznania lata temu przeniosła się do domu na wsi na Dolnym Śląsku, stworzyła talerze, które są opowieścią z dzieciństwa. Trafiły na nie uproszczone sylwetki charakterystycznych obiektów, które na wystawie rozpoznawali mieszkańcy danych dzielnic.

Hometown | arch. Pol / Sztyma / Wolna

Wcześniej – latem 2022 – można było zobaczyć prace Anny Pol, Marianny Sztymy i Magdy Wolnej w Galerii Zacnie na Garbarach. Były to nie tylko uratowane od zapomnienia i stworzone specjalnie na tę okazję talerze, ale również monotypie, malarstwo i kolaże. Ekspozycji towarzyszył krótki opis, którego fragment brzmiał: „Przedstawione prace to połączenie różnych technik, zderzenie gestu i szablonu.

To mozaika z trzech odmiennych doświadczeń i emocji, które łączą się w niedopowiedzianą całość.” Jak to więc właściwie jest z tym łączeniem w całość twórczości trzech bohaterek tej opowieści?

Jesteśmy bardzo różne, uzupełniamy się, co jest jednocześnie wspierające i inspirujące. Mobilizujemy się do wspólnych działań, razem mamy większą siłę – zauważa Magda, która w kolektywie odpowiada za robienie zdjęć. – Pracujemy samotniczo, od lat działamy na własną rękę, same sobie stworzyłyśmy przestrzeń do działania, staramy się robić coś satysfakcjonującego. Gdy spotykamy się w Manufakturze w Bolesławcu, jest to bardzo fajny moment. Artysta na co dzień jest sam, ale ważne też jest cudze spojrzenie, dlatego pokazujemy sobie projekty, to jest otwierające. Korzystam z gestu Ani, z melancholii ostatnich talerzy Magdy – mówi Marianna. – Czasami przy jednym stole pracuje się łatwiej, a czasem nie, zdarza nam się na siebie wkurzyć. A Mariannie zawsze wszystko się podoba – śmieje się Anna, dodając: – Po/Sztyma/Wolna to dla nas od początku do końca autorski projekt. Razem aranżujemy sesje zdjęciowe naszych kolekcji, razem projektujemy katalogi, razem tworzymy wspólną przestrzeń w mediach społecznościowych. Po prostu bardzo się lubimy.

Polecamy również

Chcesz wiedzieć o wszystkim, co najważniejsze w poznańskiej kulturze?
O wydarzeniach, miejscach, ludziach, zjawiskach, trendach?
Zapisz się do naszego piątkowego dynkslettera!