18 lutego 2026
lajfstajl
sztuka

Warhol pyta o dzisiaj

Na wystawę w Pop Culture Gallery w Starym Browarze warto się wybrać nie tylko ze względu na ikonicznego artystę, ale także ze względu na nas samych.
MIKE URBANIAK
Andy Warhol. A Kind of Retrospective | Pop Culture Gallery | foto Marek Zakrzewski

Andy Warhol. A Kind of Retrospective
Pop Culture Gallery w Starym Browarze
wystawa do 28 lutego 2026 r.

Na wystawę Andy Warhol. A Kind of Retrospective szedłem do Pop Culture Gallery w Starym Browarze, przyznać muszę, z nastawieniem cokolwiek sceptycznym, bo wiadomo przecież, że żadnych wielkich dzieł Warhola na niej nie będzie. Te widziałem już zresztą pod innymi adresami – w Nowym Jorku, Chicago czy jego rodzinnym Pittsburghu. Poza tym doświadczenie uczy, że jeśli jakaś polska instytucja, muzeum czy galeria, używa wielkiego nazwiska ze świata sztuki, jest to najpewniej jeno ordynarna pułapka, która ma przyciągnąć ludzi. Niedawnym przykładem na to była wystawa Rubens na Śląsku w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Żadnego Rubensa na niej oczywiście nie było, bo wrocławskie muzeum przygotowało „wystawę prezentującą wyrazy fascynacji sztuką genialnego malarza flamandzkiego doby baroku”.

Ilu ludzi dało się złapać na wybite wszędzie wielkimi literami słowo RUBENS, wie tylko księgowość Narodowego, nabijająca swą kabzę ludzką naiwnością.

Andy Warhol. A Kind of Retrospective | Pop Culture Gallery | foto Marek Zakrzewski

Wróćmy jednak do Browaru, gdzie wybrałem się najpierw na wernisaż, by świadkować wuchcie wiary gromadzącej się na dziedzińcu i połączonym z nim parku. To jest doprawdy niesamowite, jak Warhol nieustannie przyciąga. Można właściwie zorganizować dowolne wydarzenie z Warholem w nazwie, by ludność ciągnęła nań z największą determinacją. Ten mechanizm testuje zresztą właśnie Muzeum Etnograficzne w Warszawie, gdzie można oglądać ciekawą wystawę Formy obecności. Sztuka Łemków/Rusinów karpackich, na której obecni są i Nikifor, i Nowosielski, ale w medialnych doniesieniach wybijano wszędzie oczywiście Warhola, bo jak się go wybije i wytłuści, będzie większa frekwencja.

Fascynująca jest w rzeczy samej ta Warholowska moc, której nie osłabiło nawet nasze kompletne przecież unurzanie się w postmodernistycznej popkulturze.

A może to jest właśnie źródło tej mocy – to nasze unurzanie w sui generis Warholowskim widzeniu świata? Bo czym są dzisiaj wszystkie instagarmy i tiktoki z ich nakładkami, filtrami, animacjami, giffami, memami oraz wszechobecną ostatnimi czasy kreacją ejaj, jeśli nie kontynuacją popświata Warhola? Zmieniły się tylko narzędzia. Intencje i działania są te same.

Andy Warhol. A Kind of Retrospective | Pop Culture Gallery | foto Marek Zakrzewski

O tym właśnie, o nas dzisiaj, jest dla mnie wystawa Andy Warhol. A Kind of Retrospective. Wojtek Piotr Onak, jej kurator, bardzo zręcznie użył Warhola, by prowadząc nas przez całkiem porządnie zaaranżowane (im wyżej, tym porządniej) trzy kondygnacje Pop Culture Gallery, pokazać skąd my są. Jasne, oglądamy szkice, grafiki i polaroidy artysty, oglądamy jego filmy i reklamy, zaprojektowane przez niego tkaniny, okładki płyt i legendarnego magazynu Interview, ale tak naprawdę oglądamy siebie w naszej płynnej, rzekłbym nawet, że zbyt płynnej (po)nowoczesności.

Wszystko bowiem się współcześnie ze sobą przenika – materiały dziennikarskie z reklamami, spontaniczne wirale z korporacyjnym kontentem, prywatne z publicznym.

Coraz częściej nie jesteśmy już w stanie rozróżnić zdjęcia od wygenerowanego obrazka. Oglądanie w 2026 roku prac Warhola jest wspomnieniem niewinnych igraszek, uświadamiających nam, jak bardzo świat przyspieszył. Blisko pół wieku temu Warhol wystawił w MoMA biały, podłączony do sieci telefon, który nazwał Telephone to God. Dzisiaj w Starym Browarze Wojtek Piotr Onak wstawił do gabloty smartfon, który stał się Bogiem, bo można nim dzisiaj decydować o ludzkim losie. Wystarczy jedno nagranie, jeden fotomontaż, jeden komentarz i odpowiednie algorytmy.

Andy Warhol. A Kind of Retrospective | Pop Culture Gallery | foto Marek Zakrzewski

Oglądając wystawę zastanawiałem się, co Warhol by pomyślał o dzisiejszym komercyjnym świecie, który bez reszty wciągnął artystów (oczywiście tych, których można zmonetyzować)? Co by pomyślał o kosztujących miliony reklamach, często małych dziełach pop-sztuki, które przygotowywane są specjalnie na amerykański Super Bowl? Co by pomyślał o Gali Met? Jak by oceniał miliony filmów produkowanych każdej doby przy pomocy smartfonów?

Czy podobałyby mu się projektowane przez artystów buty Nike, ciuchy H&M albo porcelana Rosenthala?

Czy jego fascynacja siłą obrazu w świecie kultury obrazkowej byłaby nadal silna? Czy obsesyjne multiplikowanie tychże obrazów w czasach błyskawicznej multiplikacji wszystkiego by go ciągle cieszyło? Wiem, dużo pytań. Ale to właśnie dla nich warto wybrać się na wystawę Andy Warhol. A Kind of Retrospective. Dla pytań. I nie tylko o Warhola i jego sztukę, ale także, a może przede wszystkim, o nas samych.

Polecamy również

Chcesz wiedzieć o wszystkim, co najważniejsze w poznańskiej kulturze?
O wydarzeniach, miejscach, ludziach, zjawiskach, trendach?
Zapisz się do naszego piątkowego dynkslettera!