Wsłuchani w krajobraz

Na miasto można patrzeć, ale można się też w nie wsłuchać. Dowody na to znajdziemy w nowym, "dźwiękowym" numerze Kroniki Miasta Poznania.
REMIGIUSZ RÓŻAŃSKI
rys. Grzegorz Myćka


Kronika Miasta Poznania. Kup!

 

POZGŁOS
autorski podcast Remigiusza Różańskiego
o życiu muzycznym Poznania
Posłuchaj!

O sąsiedztwie można opowiadać na różne sposoby. Weźmy za przykład osiedle Wichrowe Wzgórze, na którym przez lata mieszkałem. Jeżeli pomyślę o pewnym dniu w środku lata, mogę go przywołać za pomocą konkretnych scen: dzieciaków wdrapujących się na Małpi Gaj, spacerowiczów obchodzących Wichrową Górkę czy osiedlowych flanerów wpatrujących się w kwiaty rosnące wzdłuż ulicy Armeńskiej. A co, jeśli uruchomię także inne, poza wzrokiem, zmysły? Tę samą okolicę można przecież opisać zapachami i dźwiękami. Próbując tego drugiego, ów pamiętny dzień, od którego zacząłem, da się sprowadzić do delikatnego szelestu porastającej górkę trawy, przyciszonych rozmów siedzących na ławkach kochanków, szczebiotu i świergotu wróbli, kawek, czy jerzyków, jak również radosnych pisków bawiących się małolatów. Niby ten sam pejzaż, a jednak wyraźnie inny.

W rozmowach o tkance miejskiej obok powszechnie zrozumiałego pejzażu wizualnego coraz częściej przewija się pejzaż dźwiękowy (ang. soundscape). Mówiąc najogólniej, jest to zbiór dźwięków otoczenia, zarówno tych naturalnych, jak i wytwarzanych przez człowieka. Szum samochodów, łoskot maszynerii budowlanej, gwar rozmów, ale też melodie dobiegające z auli koncertowych i rytmy przeszywające mury klubów – zestawienie wszystkich tych odgłosów daje pewne wyobrażenie miejsca, w którym przebywamy.

Czy brzmienie Poznania odbiega zasadniczo od dźwiękosfer innych metropolii? Wyczerpującej odpowiedzi na to pytanie udzielają autorzy i autorki ostatniego numeru Kroniki Miasta Poznania, poświęconej w całości dźwiękom miasta.

Jak twierdzi w przedmowie Przemysław Matusik, tom ten należy potraktować jako „rozpoznanie nowych obszarów i swoisty eksperyment mający sprawdzić, w jaki sposób o sferze dźwiękowej można mówić. Bo wprawdzie przede wszystkim ją słyszymy, ale chcąc uczynić ją przedmiotem refleksji, musimy wrażenia przełożyć na słowa”. Musimy poznawać dźwięk, pogrążając się w ciszy.

rys. Grzegorz Myćka

Kronika podzielona jest na trzy działy tematyczne. Pierwszy to wprowadzenie teoretyczne ze wskazówkami dotyczącymi tego, jak zmieniają się sposoby widzenia, wróć!, słyszenia przez nas miasta. Znajdziemy tu teksty o istocie badań historycznej dźwiękosfery, procedurze tworzenia map akustycznych Poznania (graficznej wizualizacji narażenia na hałas) oraz spacerach dźwiękowych. Druga część poświęcona została „przebrzmiałym” odgłosom, czyli interpretacji historii miasta z wykorzystaniem klucza dźwiękowego. Odnośnikiem stają się średniowieczne dzwony, dziewiętnastowieczne powozy, ale też artyleria z bitwy o Poznań. Podróż przez audiosferę stolicy Wielkopolski wieńczy seria pocztówek z różnych zakątków miasta: od korytarzy Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, przez Rynek Łazarski, po stadion miejski przy Bułgarskiej. To pasjonująca lektura, będąca gratką nie tylko dla zapaleńców akustyki.

Trudno mówić o badaniu dźwięków miasta z pominięciem akustyki, bowiem, jak wyjaśnia w tekście otwierającym kronikę Jarosław Jaworek: „Dźwiękosfera to nie spis odgłosów, tylko to, co i jak ludzie słyszeli w danym miejscu, zależnie od przestrzeni, ówczesnych sprzętów i przyzwyczajeń słuchania. […] ujęta jest jako relacja brzmień, miejsca i słuchacza w konkretnych sytuacjach odsłuchowych”.

Takiemu rozumieniu dźwiękosfery towarzyszy przesunięcie emfazy z pytania, jak coś brzmiało na dlaczego tak brzmiało. Myślenie akustyczne idzie tutaj w parze z refleksją antropologiczną. W końcu słuchanie jest czynnością kulturową – świadomie wybieramy, jakie odgłosy tłumimy, a w jakie się wsłuchujemy. Praktyki słuchania niejako odzwierciedlają obowiązujące w społeczności normy i zwyczaje. W tym numerze kroniki wielokrotnie powraca wątek dzwonów kościelnych, których funkcja zmieniała się w czasie równolegle do zachodzących przemian społecznych. O ile niegdyś dzwony organizowały dzień, wytyczały rytm dnia, o tyle współcześnie funkcjonują przede wszystkim w porządku tradycyjno-obrzędowym.

Według Jaworskiego „podejście sensoryczne w historii jest konieczne, jeśli chcemy osiągnąć możliwie pełny ogląd dziejów i ukazać wiele jeszcze niedostatecznie rozpoznanych mechanizmów historycznych”. Owe historyczne rozpoznania pozwalają lepiej zrozumieć obecne praktyki i powracające spory. Na przykładzie Kroniki Miasta Poznania nietrudno uzasadnić ich wysoką wartość poznawczą – teksty zawarte w omawianym tomie odsłaniają fragmenty przeszłości dotychczas przemilczane. Przykładem niech będzie artykuł Sabiny Haszyńskiej Rozbrzmiewają śpiewy i ryki podochoconych hitlerowców. Krajobraz dźwiękowy okupowanego Poznania. Korzystając z metodologii badań nad dźwiękami, autorka zastanawia się nad tym, jak mieszkańcy zniewolonego miasta reagowali na hałas wojny.

Jak pisze, „podstawowym odgłosem, jaki pozostał w pamięci poznaniaków po 1 września 1939 roku, był warkot samolotów i odgłosy zrzucanych i wybuchających bomb lotniczych”, po których nastąpiły płochliwe próby ewakuacji i poszukiwanie schronienia.

rys. Grzegorz Myćka

Dźwiękosfera ma określony afektywny potencjał. Innymi słowy, określone doświadczenia dźwiękowe wywołują konkretne uczucia. Wsłuchiwanie się w pejzaż dźwiękowy okupowanego Poznania równie często powodowało strach, co gniew. Jak stwierdza autorka, „Poznaniacy okupanta odbierali bardziej fonicznie niż wizualnie”. Tłamszące polską mowę głośne dyskusje hitlerowców, ich wulgarna dźwiękowa obecność, były narzędziem terroru spotykającym się z bezsilną wściekłością. Dźwięk był jednym z narzędzi propagandy, na co uwagę w jednym z esejów w Krytyce Politycznej uwagę zwrócił również Łukasz Najder, pisząc: „Owszem, nazistowska propaganda umiała porwać zbiorowość i pojedynczego człowieka, ale nie da się przecież nikogo utrzymywać miesiącami w ekstazie. Następnym etapem była zatem przytłaczająca wszechobecność symboli i postaci nazistowskich, od swastyki choćby i na tubce pasty do zębów przez sztandary, brunatne koszule i przemarsze z pochodniami po niekończące się transmisje oracji Hitlera”. Do tej listy można dołączyć wymienione przez Haszyńską zdarzenia foniczne: manifestacje, koncerty, defilady i przedstawienia.

Wielką wartością Kroniki Miasta Poznania jest pokaźny zakres omawianych tematów, gdzie zatrważające wojenne świadectwa są skontrastowane ze współczesnym brzmieniem pokoju. Pokój to jednak niekoniecznie spokój. W dużym mieście panuje bowiem zgiełk, który samorządy starają się oswoić.

Poziom jego dokuczliwości opisują mapy akustyczne przybliżone w jednym z artykułów. Ekspozycja na hałas drogowy, kolejowy, lotniczy i przemysłowy może wpływać destrukcyjnie na zdrowie mieszkańców, u których częściej stwierdza się skrajny dyskomfort i irytację, zaburzenia snu, a także choroby układu krążenia. Mapy akustyczne są tyleż przewodnikiem po strefach zagrożenia, ile podstawowym elementem opracowywania programu ochrony przed hałasem. Wśród narzędzi zmniejszania emisji niepożądanych dźwięków wymienia się między innymi poprawę infrastruktury drogowej, promowanie transportu publicznego, jak również budowanie ekranów akustycznych w pobliżu ruchliwych, strategicznych arterii.

W tym samym artykule myślenie decybelami zostaje przeciwstawione analizowaniu przestrzeni z uwzględnieniem źródeł odgłosów. Powraca więc odmieniane przez wszystkie przypadki pojęcie pejzażu dźwiękowego. Tak zwane podejście krajobrazowe zakłada, że każdy dźwięk należy oceniać z osobna, a dokuczliwość jest wyłącznie jedną z cech, którą można mu przypisać. Wszak subiektywna ocena hałasu może też uwzględniać to, czy miasto jest bogate w wydarzenia i tętni życiem, a odgłos jest przyjemny. Upraszczając, czytaniu mapy akustycznej powinno towarzyszyć uwzględnienie kontekstu dźwięku.

Do tego postulatu można przymierzyć przykłady z trzeciej części Kroniki Miasta Poznania. Weźmy choćby tekst Marcina Jurka Na całe gardło krzyczymy wraz… Audiosfera Stadionu Miejskiego w Poznaniu. Mieszczący się przy Bułgarskiej obiekt może pomieścić nieco ponad czterdzieści tysięcy widzów. Choć na co dzień trwa w ciszy, podczas imprez sportowych i (rzadziej) kulturalnych rozbrzmiewa wiwatami, zaśpiewami i ekstatycznymi piskami.

To, że wartościowanie dźwięku zależne jest od kontekstu, dobitnie uświadomił BitterSweet Festival, który mocno podzielił Poznaniaków. Dla jednych był przyczyną dokuczliwego hałasu, dla drugich źródłem uniesień i zabawy oraz dowodem na bogatą ofertę kulturalną miasta.

Teksty w tej Kronice Miasta Poznania są tak różnorodne, jak podejścia do tematu przewodniego. Nawet w dziedzinie badań pejzażu dźwiękowego istnieją spory pojęciowe i tarcia między wyznawcami różnych metodologii. Widać to zresztą w tłumaczeniach kluczowego terminu, który pojawia się jako pejzaż dźwiękowy, dźwiękosfera i audiosfera. Esencji wszystkich tekstów można doszukiwać się zarówno w nieodłącznej ciekawości dźwięku, jak i wywróconym na nice sposobie postrzegania odgłosów miasta – traktowanych nie tyle jako zanieczyszczenie i zagrożenie, co jako źródło znaczeń i przeżyć estetycznych. Nie potrzeba jednak wzniosłych haseł, by uzasadnić wartość tej ciekawej lektury. W końcu badanie pejzażu dźwiękowego nie musi służyć wyłącznie historykom, antropologom, socjologom i urbanistom. Wręcz przeciwnie, każdy może je praktykować jako element ćwiczenia uważności i przestrzeń znajdowania codziennych zachwytów.

Polecamy również

Chcesz wiedzieć o wszystkim, co najważniejsze w poznańskiej kulturze?
O wydarzeniach, miejscach, ludziach, zjawiskach, trendach?
Zapisz się do naszego piątkowego dynkslettera!