Zaufać fotografii

Galeria fotografii dokumentalnej i reportażu Pix.house jest miejscem, w którym zdjęcia są kluczem do zrozumienia rzeczywistości.
REMIGIUSZ RÓŻAŃSKI
Pix.house | foto Wojciech Chrubasik | Pix.house

PIX.HOUSE
Głogowska 35 | Łazarz

Jednym z symboli Łazarza, choć nieszczęśliwie podupadającym, jest Sołtysówka – willa Adama Jeskego, ostatniego sołtysa wsi Święty Łazarz. Tuż przed nią stoi nie mniej zrujnowany szyld działającego niegdyś za winklem sex shopu – powidok pierwszych lat transformacji i spowodowanego nią urynkowienia fantazji Polaków. Ulica Głogowska stała się wówczas ośrodkiem różnego rodzaju frywolnych biznesów. Przykładowo pod numerem 35a znajdowała się wypożyczalnia kaset Erotica oraz klub o wymownej nazwie Extreme. W zestawieniu z tą nazwą, słowa Susan Sontag o tym, że „fotografowanie stało się dziś rozrywką niemal równie powszechną jak seks”, nabierają przewrotnego i niezamierzenie ironicznego charakteru. W końcu, w 2015 roku, na długo po upadku porno-przybytków, lokal przy Głogowskiej 35a stał się domem galerii fotografii dokumentalnej Pix.house.

Był to jeden z wielu pustostanów wchodzących w skład Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych. Upożytecznić je postanowili lokalni artyści, społecznicy i animatorzy. Pod egidą fundacji Otwarta Strefa Kultury Łazarz miał stać się fyrtlem przyjaznym działalności kulturalno-społecznej. Jednym z przedsięwzięć, które powstało na fali tej kreatywnej rewitalizacji, była galeria fotografii zainicjowana przez Mariusza Foreckiego, Adriana Wykrotę i Annę Molter (do inicjatywy niebawem dołączyli Andrzej Dobosz, Michał Adamski oraz Michał Sita, który robi zdjęcia do DYNKSA). Wykrota, zawodowy fotograf i pomysłodawca Pix.house, długo odczuwał brak miejsca, w którym pielęgnowano by tradycje dokumentalistyki i fotoreportażu. Nie był w tym odosobniony, wszak inicjatywę „Tak dla galerii fotografii w Poznaniu” poparło w mediach społecznościowych ponad pięć tysięcy osób.

11053725_1606919329554769_6532412562099669943_n.jpg kon
Pix.house w przebudowie | foto arch. Pix.house
11012129_1617452915168077_5335535569174774004_n
Pix.house w przebudowie | foto arch. Pix.house
pix_house-16-IMG_1153
Pix.house | foto arch. Pix.house

Lokal przy Głogowskiej 35a wymagał kompleksowego remontu. Mimo tego, dogodnie położony i przestronny, bił na głowę alternatywne piwnice i sutereny. Na zapleczu galerii wciąż wisi pamiątkowe zdjęcie zrobione niedługo po jego zajęciu. W miejscu śnieżnobiałego pomieszczenia, w którym dziś odbywają się wystawy utalentowanych fotografów z regionu, kraju i zagranicy, znajdowała się wybrakowana wykładzina, zwisające z sufitu przewody, odchodzący tu i ówdzie tynk oraz stosik styropianu. Po uprzątnięciu śmieci, we wciąż surowym wnętrzu założyciele Pix.house postanowili zorganizować pierwszą wystawę. Składały się na nią zdjęcia dostarczone przez lokalnych sympatyków fotografii – w sumie udało się zebrać aż 623 odbitki. – Zainteresowanie przerosło nasze oczekiwania. Doszło do sytuacji, w której jeden pas ulicy Głogowskiej został zablokowany, ponieważ kolejka ludzi, którzy chcieli podzielić się swoimi zdjęciami była tak długa – wspomina Wykrota.

Powstanie Pix.house wzbudziło entuzjazm. Jeszcze zanim na dobre zaczęto wcielać w życie statutowe założenia fundacji, utworzyła się wokół niej aktywna społeczność.

Do nowo powstałej galerii lgnęli zarówno entuzjaści fotografii, jak i osoby zajmujące się nią zawodowo. Na Głogowską trafiają jednak nie tylko ludzie, którzy śpią pod odbitkami, lecz także laicy zainteresowani przede wszystkim tematami poszczególnych wystaw – na przestrzeni dekady w galerii zawisło około siedemdziesięciu różnorodnych ekspozycji. O żarliwości publiczności Pix.house niech świadczy fakt, że w trakcie zbiórki towarzyszącej akcji „Tak dla galerii fotografii w Poznaniu”, udało się zebrać ponad dwadzieścia dwa tysiące złotych. Poniewczasie okazało się, że zniszczony lokal jest jak dziurawy worek, a zebrana kwota pozwoliła jedynie na pokrycie części kosztów remontu.

Adrian Wykrota | foto Mariusz Forecki

W wielu miastach fotografią zajmują się rozliczne instytucje i organizacje pozarządowe. Jednak, jak zauważa Wykrota, na ich działaniach kładzie się cieniem zjawisko festiwalozy, czyli nadmiaru festiwali. Wśród komentatorów życia kulturalnego pojawiają się głosy, że jest to choroba, która zaburza codzienne funkcjonowanie wielu placówek. W końcu spektakularne, zbytkowne wydarzenia potrafią pochłonąć znaczną część rocznego budżetu, zostawiając pozostałym inicjatywom figę z makiem. Pix.house stoi tu niejako w kontrze. Jako organizacja pozarządowa stawia na zróżnicowany, całoroczny program.

Zamiast gościć artystów przez kilka dni na festiwalu, zaprasza ich na rezydencje artystyczne, zamiast kondensować atrakcje, skracając tym samym czas na namysł, rozkłada projekty w czasie, dając im wybrzmieć.

Pomysłodawca Pix.house ceni swobodę, ale jednocześnie dostrzega wszelkie bolączki związane z prowadzeniem organizacji pozarządowej. – Funkcjonowanie NGO-sów nie jest łatwe, ponieważ granty i wsparcie sponsorskie zazwyczaj nie stwarzają możliwości, by kogoś na stałe zatrudnić. Dlatego w organizacjach pozarządowych nie ma stałych zespołów, pełnoetatowych pracowników. Są to raczej grupy pasjonatów, którzy angażują się, nie myśląc o korzyściach finansowych. Każdy z nas musi jednak się utrzymać. To oczywisty problem, który powoduje, że przypadki wypalenia są częste. Nie każdemu niepewność wynikająca z funkcjonowania od grantu do grantu będzie odpowiadać – przyznaje Wykrota. Sytuacja jego fundacji jest o tyle trudniejsza, że prowadzenie galerii i organizowanie cyklicznych wydarzeń wiąże się z kosztami stałymi, choćby czynszem. Działamy więc jak instytucja, ale bez stałego instytucjonalnego budżetu, co bywa trudne i stresujące – dodaje.

Otwarcie wystawy w Pix.House: Vladimir Birgus. Tak wiele, tak niewiele.
Otwarcie wystawy w Pix.house: Vladimir Birgus. Tak wiele, tak niewiele. | foto arch. Pix.house
pix_house_po_remoncie-10-_DSC1465230
Pix.house po remoncie | foto arch. Pix.house

Mimo trudu zespół Pix.house od lat realizuje misję uwrażliwiania na fotografię. Oczywiście, nie jest to ani pierwszy, ani jedyny ośrodek w Poznaniu, który zajmuje się tą dziedziną sztuki. Od ponad trzydziestu lat w murach Centrum Kultury Zamek działa Galeria Fotografii pf, zdjęcia regularnie eksponowane są w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej i Centrum Animacji Kultury, ważnym punktem na kulturalnej mapie miasta jest Galeria Centrala, także na Uniwersytecie Artystycznym z powodzeniem działa Wydział Fotografii. Choć zdaje się, że Pix.house nie jest w swoich działaniach odosobniony, diabeł tkwi w szczegółach. O ile w niejednej placówce można natrafić na fotografię artystyczną, o tyle fotografia dokumentalna i reportaż, w których specjalizują się Pix.house, stanowi niszę. Zagospodarowano ją właśnie przy Głogowskiej.

W Pix.house organizowane są między innymi wystawy, spotkania autorskie i warsztaty. Te ostatnie cieszą się niemałą popularnością i ogólnopolskim uznaniem.

W kolejnych edycjach biorą udział nie tylko osoby ze stolicy Wielkopolski, ale również pasjonaci fotografii z Białegostoku, Gdańska, Warszawy, Krakowa czy Rzeszowa. Fundacja wspiera zarówno doświadczonych, jak i początkujących artystów. Jej flagową inicjatywą jest konkurs Talent Roku, opisywany jako „zaproszenie do procesu twórczego”. Organizatorom nie zależy na wręczaniu laurów. Jak tłumaczy Adrian Wykrota: – Nie nagradzamy zwycięzców mikserem, zegarkiem czy gotówką. Zamiast tego oferujemy wsparcie przy realizacji projektu, zapraszamy do wspólnej pracy i zdobywania doświadczenia. Zgłoszenia przyjmowane są w trzech kategoriach: ZinCall, Scholar i CuratorLab, a nagrodami są kolejno: wydanie zina, stypendium na kontynuację lub dokończenie projektu fotograficznego oraz dofinansowanie kosztów organizacji wystawy w Pix.house.

urodziny_pix-25-IMG_8550
10. urodziny Pix.house | foto arch. Pix.house
urodziny_pix-32-X_Pix.House_Fot_Wojciech_Chrubasik_0020
10. urodziny Pix.house | foto arch. Pix.house
urodziny_pix-42-X_Pix.House_Fot_Wojciech_Chrubasik_0035
10. urodziny Pix.house | foto arch. Pix.house
urodziny_pix-13-L101323127
10. urodziny Pix.house | foto arch. Pix.house

Zapytany o laureatów z poprzednich lat Adrian Wykrota wymienia Julię Klewaniec i Jędrzeja Nowickiego. Pierwsza zyskała uznanie jurorów projektem Silent Racism, w którym badała zmiany w postrzeganiu słowa „Murzyn”, drugi zwyciężył cyklem Blizny, w którym opisał masowe protesty Białorusinów po sfałszowaniu wyników wyborów w 2020 roku. – Julia Klewaniec z Silent Racism odwiedziła wiele festiwali fotograficznych: od Kopenhagi do Paryża. Działa aktywnie w obszarze fotografii i edukacji fotograficznej. Jest częścią warszawskiej fundacji Picture Doc. Jędrzej Nowicki natomiast z sukcesami fotografuje dla międzynarodowych czasopism. Mieszka obecnie w Ukrainie, skąd relacjonuje działania wojenne. Jego zdjęcia pojawiają się w takich periodykach jak The Washington PostThe Wall Street Journal. Nie twierdzę, że to akurat nasz konkurs był krokiem milowym w ich karierze, wspominam jednak o nich, aby pokazać poziom uczestników i nieśmiało założyć, że rzeczy wypracowane w Pix.house procentują – tłumaczy pomysłodawca łazarskiej galerii.

Wchodząc do galerii fotografii dokumentalnej i reportażu trudno nie zauważyć wypełnionego po brzegi regału. Stoją na nim książki fotograficzne z Litwy, Czech, jak również zbiory amerykańskich klasyków.

Wśród nich widać też wydawnictwa rodzime – między innymi publikacje Pix.house. Fundacja zajmuje się bowiem nie tylko organizacją wydarzeń, ale właśnie działalnością wydawniczą. Zainspirował ją Mariusz Forecki, który, metodą prób i błędów, jeszcze przed powstaniem galerii, wydał własnym sumptem zbiór swoich zdjęć. To doświadczenie okazało się na wagę złota i pozwoliło ruszyć z wydawnictwem już w pierwszym roku działalności fundacji. Dotychczas światło dzienne ujrzało pięćdziesiąt publikacji, wiele z nich zdobyło uznanie wykraczające daleko poza Poznań. Fotobooki Pix.house wygrywały najważniejsze konkursy na świecie, jak Pictures of the Year International i znajdują się choćby w zbiorach Tate Modern oraz bibliotekach licznych instytucji i uczelni, jak Uniwersytet Harvarda.

pix_house-2-forecki-3
Mariusz Forecki | foto Adrian Wykrota
pix_house_po_remoncie-21-_DSC1565244
Pix.house | foto arch. Pix.house

Działalność wydawnicza Pix.house nie jest komercyjna. Nakłady poszczególnych książek mieszczą się w przedziale od stu do trzystu egzemplarzy. Wiele projektów nie doszłoby do skutku, gdyby nie granty lub crowdfunding. Według Wykroty jest to forma, o którą należy dbać. Przyrównuje ją do miniaturowej wystawy, jednocześnie podkreślając jej przewagę nad wszystkimi ekspozycjami – trwałość. Nie chodzi tylko o samą fizyczną formę książki, lecz także o czas, który z nią spędzamy. – Książkom poświęcamy znacznie więcej czasu niż obrazom z sieci, które mechanicznie skrolujemy. Z fotobookiem zostajemy na dłużej, jest to bardzo intymne doświadczenie. Książki fotograficzne często nie są proste w odbiorze. Tekst jest schowany lub nie ma go wcale, zazwyczaj stanowi jedynie uzupełnienie fotograficznej opowieści. Ten sposób obcowania z fotografią wymaga uwagi, co w gorączkowych czasach, w których żyjemy, jest bardzo cenne – mówi Adrian Wykrota.

Fotoreportaż przez lata utożsamiany był z prasą. Niestety w czasach, gdy większość materiałów prasowych ilustruje się zdjęciem stockowym, tradycyjna fotografia dziennikarska została odstawiona na bocznicę.

Coraz mniej fotoreporterów jest zatrudnionych na stałe w redakcjach. Ich miejsce zajmują tak zwani media workerzy, czyli ludzie od wszystkiego. Teraz wszyscy są fotografami, przecież każdy może zrobić zdjęcie aparatem w telefonie. Takie treści zalewają media społecznościowe. Dlatego fotoreportaż znika z tradycyjnych mediów. Natomiast sama fotografia dokumentalna, czyli fotografia zaangażowana społecznie, skupiona na tym, co się dzieje blisko nas, przeniosła się do fotobooków i galerii, znalazła swoje miejsce w sferze kultury i sztuki. Jej siła tkwi w pierwiastku autorskim, skupieniu i wrażliwości – wyjaśnia dokumentalista.

Pix.house | foto arch. Pix.house

Wrażliwość zdaje się w tym wypadku odpowiedzią na postępującą tabloidyzację mediów. Dokumentaliści nad szukanie sensacji przedkładają współodczuwanie i potrzebę zapisu.

Natłok obrazów jest zasadniczo nie do powstrzymania. Zazwyczaj jest tak, że w wypadku jakiejkolwiek katastrofy ludzie zaczynają szukać newsów. Następuje wzrost zainteresowania tematem, a wraz z nim wysyp kontentu. Jednak oglądając kolejne zdjęcia cierpienia, w końcu znieczulamy się na ten widok. Widzieliśmy już żołnierzy z karabinami, widzieliśmy zgliszcza i zwłoki. Co więcej można pokazać? Dlatego jestem przekonany, że krzykliwa fotografia w końcu zniknie. Zostanie natomiast obraz przemyślany, starający się opowiedzieć szerzej o ważnych zjawiskach. Na tym też polega główna różnica między fotografią prasową a fotoreportażem. Pierwsza premiuje szybkość i ilość, druga polega na analizie sytuacji, starannym doborze formy i sposobu prezentacji, jak również przestrzeganiu kodeksu etycznego – tłumaczy Adrian Wykrota.

Fotografii dokumentalnej nie należy brać jednak za zapis rzeczywistości. Jest ona raczej jej interpretacją – wypadkową intencji i wrażliwości twórcy. Fotograf dobierając kadr, decydując, co się w nim zawrze, dzierży władzę nad narracją. Dlatego obrazem tak łatwo manipulować. Na dokumentalistach ciąży odpowiedzialność niespotykana w innych dziedzinach sztuki. I choć fotografia często kłamie, jest medium, które ma duży potencjał i dzięki edukacji wizualnej, świadomie prowadzonej w takich miejscach jak Pix.house, warto jej zaufać.

Polecamy również

Chcesz wiedzieć o wszystkim, co najważniejsze w poznańskiej kulturze?
O wydarzeniach, miejscach, ludziach, zjawiskach, trendach?
Zapisz się do naszego piątkowego dynkslettera!