
MIASTOTWÓRCY
autorski podcast Jakuba Głaza
o architekturze i przestrzeni miejskiej Poznania
Posłuchaj!
Granica Poznania mierzy niemal sto dwadzieścia kilometrów, a po obu jej stronach rozwijają się niekiedy w zupełnie odmienny sposób i Poznań, i okoliczne gminy. Rozwijają się od ponad trzech dekad autonomicznie, niespójnie i nierzadko bardzo odmiennie. Na początku lat 90. zarzucono bowiem w Polsce kompleksowe regionalne planowanie. Bywa więc tak, że poznańskie peryferia mają bardziej sielski charakter niż sąsiednie miejscowości, które intensywną i tańszą zabudową ściągają do siebie mieszkańców. Bywa też, że odwrócone są do siebie plecami magazynowych hal i podmiejskiego przemysłu. Wreszcie, kryją wiele architektonicznych i przestrzennych niespodzianek, zwłaszcza tam, gdzie czas zatrzymał się w miejscu lub – przeciwnie – ruszył z kopyta.
Jak wygląda życie na tej miejsko-podmiejskiej krawędzi? Wspólnie z Andżeliką Jabłońską sprawdzaliśmy to w ostatnich latach w ramach inicjatywy Centrum Otwarte, podczas wypraw Życie na krawędzi z udziałem chętnych Poznaniaków. Czas na prezentację najciekawszych lub najbardziej zaskakujących miejsc, które można eksplorować hurtowo lub pojedynczo, pieszo, rowerem, samochodem lub komunikacją publiczną, choć na peryferiach to spore wyzwanie.
Zapraszam na wyprawę po obu stronach krawędzi Poznania, wyliczonych tu dla wygody zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Zaczynamy od wschodniej części miasta.
Na pierwszy ogień idzie Kobylepole, do którego najlepiej dotrzeć znad Malty lasami wschodniego klina zieleni. Na niewielkim obszarze, graniczącym przez lasy ze Swarzędzem, sporo jest mało znanych śladów dawnego charakteru okolicy. Kobylepole było kiedyś ważnym punktem przeładunkowym na transportowej mapie Wielkopolski. Kończyła się tu wybudowana w ostatnich latach XIX wieku wąskotorowa trasa Średzkiej Kolei Powiatowej i zaczynały jej szerokie tory wiodące na Główną (dziś Poznań Wschód) oraz Starołękę. Wąskotorówkę zlikwidowano ostatecznie pod koniec lat 70., a dobrze utrzymany budynek stacji służy obecnie jako dom mieszkalny.

Dawny browar w Kobylepolu, stan przed przebudową (2022) | foto Jakub Głaz
Obok stoją dwa piętrowe, ceglane i odnowione niedawno przez Zarząd Komunalnych Zasobów Lokalowych wielorodzinne domy przeznaczone niegdyś dla kolejarzy. Wreszcie, deweloper, który kilka lat temu wzniósł kilka bloków wzdłuż ulicy Dymka, odrestaurował z przeznaczeniem na usługi dawne warsztaty i zajezdnię. Miejsce po stacji przylega od południa do pozostałości parku dworskiego, bowiem do 1945 roku w Kobylepolu stał okazały pałac Mycielskich z połowy XIX wieku – dziś jego śladem jest polana ponad stawem Olszak. Po urzędującym tu rodzie ślad zachował się na skarpie nad Stawem Browarnym. To bryła dawnego browaru założonego w 1872 roku przez Józefa Mycielskiego. W zeszłym roku ruszyło wreszcie przeobrażenie budynku w obiekt mieszkalny. Ciekawostką są odsłonięte niedawno piwnice leżakowni i lodowni, których wnętrza widać od strony stawu.
W Kobylepolu stoi też pierwszy modernistyczny kościół Poznania z początku lat 70., projektu Henryka Marcinkowskiego.
Przesuwamy się na południowy zachód. Tu nieoczywistym miejscem jest Starołęka Mała w rejonie ulicy Fortecznej. Nie przylega, co prawda, do krawędzi miasta, ale panuje w niej półwiejski klimat odległych suburbiów. Za parawanem chaotycznej, pofabrycznej i biurowej zabudowy Starołęki, skrywa się zespół jednorodzinnych domów zwany kiedyś Małą Rosją. Kilka lat przed I wojną światową wybudowano je tu dla sprowadzanych z Cesarstwa Rosyjskiego etnicznych Niemców. W podpoznańskiej Starołęce dominowali wówczas Polacy, co nie podobało się germanizującym Wielkopolskę władzom. Wybudowano zatem dla osadników kilkadziesiąt domów z obszernymi ogrodami o podobnym wyglądzie. Ich spójny charakter zatarły późniejsze przeróbki, pod którymi da się jednak dostrzec pierwotny zamiar projektantów. Przez tę zaciszną enklawę przepływa równie sielska rzeczka Bystra, a w okolicy rozsiane są pozostałości szerokiego toru wspomnianej już Średzkiej Kolei Powiatowej. Opodal, przy ulicy Maya 46, wznosi się zaś jeden z najciekawszych starołęckich budynków postindustrialnych – dawna elektrociepłownia, zasilająca okoliczne fabryki.

Dwór w Starołęce Wielkiej w trakcie przebudowy i rozwoju nowej zabudowy | foto Jakub Głaz
Ze Starołęki Małej ruszamy na Głuszynę, na prawdziwą krawędź miasta, zaliczając po drodze odrestaurowany i obudowany apartamentowcami dawny dwór w Starołęce Wielkiej, u zbiegu ulic Żorskiej i Masztowej. Dwór powstał na początku XX wieku i ma cechy secesyjne – rzadkie w przypadku tego typu poznańskich obiektów. Na Głuszynie, oprócz średniowiecznego kościoła św. Jakuba Apostoła ze słynnymi organami Ladegasta oraz odrestaurowanego dworu w Piotrowie, ciekawostką z dziedziny urbanistyki fantomowej jest niezrealizowane sztuczne jezioro, które planowano w latach 70. w dolinie Głuszynki.
Miały nad nim powstać liczne ośrodki rekreacyjne i wypoczynkowe (w tym wczasowe) nie tylko dla Poznania, ale i regionu. Plany przekreślił kryzys końca PRL-u, a później diametralna zmiana podejścia do ingerencji w naturę i stosunki wodne.
Czas już przeskoczyć na lewy brzeg Warty, pod granicę południową, która pokrywa się tu z autostradą. Jedziemy na Świerczewo. Mimo niedawnych wyburzeń, nadal stoją tu po wschodniej stronie ulicy Opolskiej wciąż jeszcze użytkowane zespoły mieszkalnych baraków, które Niemcy postawili dla Polaków podczas okupacji. W długich murowanych budynkach, krytych stromym dachem, bez prądu i bieżącej wody, lokowano tu ludzi wysiedlanych ze śródmiejskich kamienic. Wzbogacony o elektryczność i wodociągi substandard utrzymywał się przez powojenne dekady.

Ul. Opolska na Świerczewie, dawne baraki i nowe budownictwo komunalne, stan na 2021 | foto Jakub Głaz
Atmosfera miejsca jest jeszcze bardziej niemiejska niż na Starołęce. Współgra z nią charakter nieodległego, opuszczonego cmentarza przy ulicy Rydzyńskiej (znanego bardziej jako cmentarz przy Samotnej). Z kolei po zachodniej stronie ulicy Opolskiej, w miejscu pierwszych wyburzonych baraków, znajduje się największe w mieście, kompleksowo zaprojektowane osiedle domów z mieszkaniami komunalnymi z 2022 roku. Warto zerknąć na ich przyzwoity standard przekraczający niejedną deweloperską inwestycję.
Skręcamy teraz na południowy zachód, gdzie lustrujemy zagospodarowane i popularne od dekady Szachty, czyli zespół glinianek dawnych cegielni. I wchodzimy na wieżę widokową, z której patrzymy na zachód, za ulicę Głogowską, na Kopaninę.
Tam glinianki mają nadal bardziej dziki, malowniczy charakter, a wśród bujnej przyrody widnieje dawna cegielnia, przy której ulokowało się dość ciekawe osiedle.
Najciekawsze kryje się jednak bardziej w głębi, na obrzeżach Fabianowa (tzw. Rudnicze) przy ulicy Wykopy. W latach 1920–1922 działała tu huta miedzi. I to huta niezwykła, bo metal pozyskiwano z łusek nabojów zbieranych na bitewnych polach I wojny światowej. Gdy surowiec się skończył, właściciele zamknęli zakład, a jego dyrektor popełnił samobójstwo. Śladem po fabryce są zabudowania zajęte dziś przez prywatną firmę oraz dwa interesujące domy dla pracowników z 1922 roku opodal Stawu Stara Baba. Niestety część jednego budynku jest w ruinie, a obok skrywa się kolejny dawny dwór w malowniczym parku.

Dom dla pracowników dawnej huty miedzi | foto Jakub Głaz
Z Fabianowa już tylko żabi skok dzieli nas od podpoznańskich Plewisk, znaczącego dowodu na brak spójnego planowania po obu stronach miejskiej krawędzi. Wciąż jeszcze luźno i wiejsko zabudowane Junikowo (w granicach miasta) kontrastuje tu z karnymi szeregami intensywnej zabudowy, która zastąpiła w minionym ćwierćwieczu hektary podmiejskich pól. Kto jest ciekaw, jak sytuacja kształtuje się po sąsiedzku, może ruszyć przez podobnie zabudowane Skórzewo do Przeźmierowa, które w latach 90. przyciągało co zamożniejszych Poznaniaków. Zabudowa tu przeciętna i to nawet mimo stworzenia centrum miejscowości z rynkiem vis-à-vis modernistycznego kościoła. Ciekawsza jest za to kolejna fantomowa urbanistyka.
Przed wojną dawny majątek ziemski w Przeźmierowie rozparcelowano pod sensownie zaplanowane, podmiejskie miasto-ogród. Powstało jednak niewiele budynków na północy założenia. Z ambitnych planów została tylko prostokreślna siatka ulic.
Z Przeźmierowa ruszamy w stronę Kiekrza, przez Krzyżowniki, w których główną atrakcję stanowi udostępniany często zwiedzającym dom z przeciwatomowym schronem dowództwa miasta z czasów PRL-u. W Kiekrzu do zeszłego roku można było z kolei obejrzeć bardzo interesujący dawny ośrodek wypoczynkowy dla milicjantów z lat 70. XX w. (później ośrodek szkoleniowy Policji). Niestety, zespół zabudowy będący od ośmiu lat w gestii Poznańskich Ośrodków Sportu i Rekreacji doprowadzono do ruiny i rozebrano minionej zimy. Dzięki staraniom społeczników ocalała jedynie mozaika sali bankietowej z 1972 roku, która czeka teraz w magazynie na ulokowanie w nowym miejscu. Kto znał budynki ośrodka, może być mocno zaskoczony dzisiejszym widokiem tego miejsca.
W Kiekrzu warto przekroczyć miejską krawędź i podskoczyć do sąsiedniej Rokietnicy. Mała wieś przeobraziła się w ostatnim ćwierćwieczu w dużą osadę, ale od nowych mieszkaniowych monokultur rozsianych wokół Poznania odróżnia ją korzystnie skala oraz jakość nowych budynków szkół, ośrodka sportu, biblioteki publicznej i wciąż jeszcze świeżego zintegrowanego centrum przesiadkowego (dwa ostatnie autorstwa pracowni LAB3 Architekci). Warto zerknąć też na udaną rozbudowę historycznego kościółka (proj. Front Architects).
W planach sprzed niemal dekady jest budowa porządnego miejskiego centrum, na razie nierozpoczęta.
Ruszamy na północny zachód. Kolejne podpoznańskie miejsce urządzone lepiej, niż sąsiadujący z nim miejski teren (rejon ulic Szarych Szeregów i Obornickiej) to Suchy Las. Nie jest to przykład wybitny, urbanistycznie dużo mu brakuje, ale część mieszkalna trzyma przyzwoity poziom dzięki obecności postawionych tu po 2000 roku ośrodka sportu, parku wodnego, domu kultury z biblioteką i centrum handlowego.

Suchy Las, podmiejska zabudowa i infrastruktura w rejonie ulic Obornickiej i Szkolnej | foto Marcin Sokalski
O takich, porządnie zaprojektowanych przybytkach jedynie pomarzyć mogą mieszkańcy znajdujących się na wschód od Suchego Lasu obszarów Moraska, Umultowa i Radojewa, włączonych do Poznania w 1987 roku. Największą atrakcją Moraska jest oczywiście meteorytowy rezerwat przyrody, ale warto też zerknąć na podupadły niestety, należący do Kurii eklektyczny pałac z 1857 roku, tuż obok parafialnego kościoła. Z otwartych przestrzeni tej sielskiej części miasta rozpościerają się też bardzo przyjemne widoki na sylwetę centralnych dzielnic. Radojewo warto odwiedzić za to ze względu na dawny pałac, którego miasto ostatecznie nie sprzedało prywatnemu inwestorowi i zapowiedziało jego restaurację.
W XIX wieku z radojewskiego pałacu należącego do rodziny von Treskow, widać było przez niezalesiony wówczas teren ich drugą siedzibę – w Owińskach, które ocierają się o najdalej wysunięty na północ odcinek poznańskiej granicy, dokładnie w miejscu, w którym od prawie trzech lat działa pieszo-rowerowa kładka przez Wartę z wieżą widokową. Stanowi ona zapowiedź dalszych, wyjątkowych atrakcji Owińsk: barokowego zespołu poklasztornego ze szkołą dla dzieci niewidomych, sąsiedniego parku orientacji przestrzennej, XVI-wiecznego kościoła św. Mikołaja, wspomnianego pałacu (także do odnowy) oraz bardzo ciekawych zabudowań pierwszego szpitala psychiatrycznego w Wielkopolsce z XIX wieku. Cieszy bardzo, że Owińska, mimo swego uroku, nie zostały skolonizowane jak dotąd przez deweloperów.
Miło też patrzy się na leżące przy północno-wschodniej granicy Poznania, krańcowo odmienne od Owińsk Koziegłowy, które zaskakują na kilku poziomach. Formalnie to wieś, jedna z najludniejszych w Polsce, choć wyglądem nie różni się od zwykłej mieszkaniowej dzielnicy. I to dzielnicy dobrze zaplanowanej, położonej malowniczo i wygodnie urządzonej.
Budowane tu od końca lat 70. zespoły bloków uzupełniono o pływalnię, bibliotekę, dom kultury i inne usługi. Ciekawostką jest to, że Koziegłowy leżą bliżej centrum Poznania niż północne partie Piątkowa.
Z Koziegłów, przez granicę miasta, wkraczamy na Główną, która jeszcze dwadzieścia lat temu miała charakter sennego i dalekiego miasteczka, mimo bliskiego przecież sąsiedztwa centrum. Dziś, dzięki inwestycyjnemu naporowi, to zupełnie inne miejsce, w którym warto uważnie obserwować łączenie starego porządku z nową zabudową (spore kontrasty), a przy okazji poszukać mniej oczywistych główieńskich ciekawostek, jak słup pierwszej linii trolejbusowej przy dawnej pętli na ulicy Wiejskiej.