Miasto rozbiegane

Uciekanie przed milicjantami, faceci w obcisłych spodenkach, samochodowa nagroda i starsza pani z parasolką. Jak rodziło się i rozwijało bieganie w Poznaniu?
tekst MATEUSZ KUŹNIEWSKI
Uczestnicy Poznańskiego Półmaratonu | Poznań Półmaraton | foto A. Olszanowski

Wszystko zaczęło się od tego, że Maciej biegał, uciekając przed ZOMO – śmieje się była miejska radna Joanna Frankiewicz, wdowa po zmarłym w 2009 roku zastępcy prezydenta Poznania, Macieju Frankiewiczu. Jest on w tej historii postacią kluczową, bo to dzięki jego uporowi Poznań Maraton stał się jedną z najważniejszych imprez biegowych w całym kraju. W czasach PRL-u Frankiewicz był działaczem Solidarności Walczącej. I wtedy przekonał się, że ma predyspozycje do biegania. Joanna Frankiewicz: – Maciej miał kondycję i do tego jeszcze długie nogi, co sprawiało, że wszystkie ucieczki na manifestacjach kończyły się dla niego pozytywnie. Po przemianach ustrojowych, już w latach 90., bieganie stało się dla niego ważną częścią życia. Pamiętam jak opowiadał w poznańskiej telewizji, że jego marzeniem jest przebiec maraton. I rzeczywiście zaczął się do tego sumiennie przygotowywać.

To były zupełnie inne czasy. Dziś w całym mieście znajdziemy mnóstwo ludzi trenujących w profesjonalnych strojach sportowych. Panuje słuszna moda na bieganie. Można wręcz powiedzieć, że uprawianie sportu w przestrzeni publicznej jest w dobrym tonie, dla wielu to powód do dumy. Jednak w latach 90. sytuacja była zupełnie inna, co potwierdza maratończyk Andrzej Krzyścin: – Wtedy bieganie było po prostu obciachem. Facet biegnący ulicą w obcisłych spodenkach wzbudzał niemałą sensację. Spotykał się z głupimi uwagami i komentarzami. Wtóruje mu Joanna Frankiewicz: – Ileż to razy mój mąż słyszał różne zaczepki. Bieganie nie było wtedy popularne w Polsce i dlatego też marzeniem Macieja w momencie, kiedy został wiceprezydentem Poznania, było trochę rozbiegać to miasto, zmobilizować ludzi, by ruszyli się zza biurka i poświęcili czas własnemu zdrowiu i kondycji.

Maciej Frankiewicz – b. wiceprezydent miasta, patron Poznań Maratonu | foto Poznań Maraton

Maciej Frankiewicz w połowie lat 90. zrealizował pierwsze ze swoich marzeń – przebiegł maraton. Zrobił to w Warszawie, bo w tamtym czasie w Polsce odbywały się tylko dwie takie imprezy: jedna w stolicy, druga we Wrocławiu. Pokonanie ponad 42 km okazało się trudnym wyzwaniem, mimo że Frankiewicz przygotowany był bardzo dobrze. – Pobiegł w zwykłych adidasach. Wtedy nie wiedział jeszcze, że w ogóle istnieje coś takiego, jak specjalne buty do biegania. To nie skończyło się najlepiej, bo na osiemnastym kilometrze zszedł mu paznokieć. W trakcie biegu musiał też regularnie przebijać pęcherze – wspomina żona, która wspólnie z mężem i dziećmi jeździła na imprezy biegowe. Maratony w Warszawie i Wrocławiu stały się dla familii Frankiewiczów ważnymi punktami w rodzinnym kalendarzu. Kiedy w 1998 roku prezydentem został Ryszard Grobelny, a jego zastępcą Frankiewicz, już na dobre w głowie tego drugiego zakiełkował pomysł, by w stolicy Wielkopolski zrobić bieg maratoński. Pierwszy Poznań Maraton odbył się 8 października 2000 roku. Marzenie zostało spełnione.

„Organizatorzy premierowego maratonu w Poznaniu, którego nazwę Hansaplast przejęli od strategicznego sponsora tytularnego, drżeli w sobotę z każdym pojawieniem się w drzwiach biura zawodów kolejnego biegacza. Zabierając się za przeprowadzenie tej imprezy, spodziewali się około 500 zgłoszeń, ale na wszelki wypadek i tak zamówili dwa razy więcej czipów – miniaturowych urządzeń pomiarowych, w które postanowiono zaopatrzyć uczestników. Po południu w sobotę liczba zgłoszeń znacznie przekroczyła tysiąc. Ostatecznie w niedzielę rano na Malcie wystartowało 850 maratończyków” – tak pierwszą edycję Poznań Maratonu opisywał dziennik Sport.

Uczestnicy Poznańskiego Półmaratonu | Poznań Półmaraton | foto A. Olszanowski

Już wtedy toczyła się dyskusja, czy dobrym pomysłem jest poprowadzenie trasy maratonu przez centrum miasta i trwa ona do dziś, bo zdenerwowanych mieszkańców/kierowców przy okazji kolejnych tego typu imprez nie brakuje. W 2000 roku ówczesny dyrektor Poznań Maratonu, Janusz Rajewski, tak tłumaczył wybór trasy na łamach Głosu Wielkopolskiego: – Nie możemy jej poprowadzić obrzeżami miasta. Taki projekt nie znalazłby żadnego zainteresowania wśród potencjalnych sponsorów. Z drugiej strony chodzi nam o pokazanie wielu oblicz Poznania i wciągnięcie poznaniaków do tego przedsięwzięcia. Chciałbym tylko powiedzieć, że skoro można zablokować Nowy Jork, Paryż, Boston, Pragę czy Berlin, to dlaczego nie można zrobić tego w Poznaniu?

Start i meta imprezy były ulokowane wtedy nad Jeziorem Maltańskim. Wśród zawodników, którzy mieli największe szanse na zwycięstwo, znalazł się Andrzej Krzyścin: – Byłem bardzo podekscytowany. Wcześniej już startowałem w imprezach w Niemczech, Holandii czy Stanach Zjednoczonych i nawet sam marzyłem o tym, żeby zrobić bieg, który przypominałby zawody zagraniczne oprawą, kolorystyką czy brandingiem. I w Poznaniu zrobiono to właśnie w taki sposób wspomina biegacz, który pochodzi z Gniezna, ale studiował w Poznaniu i z naszym miastem czuje się bardzo związany.

Głównym faworytem pierwszej edycji Poznań Maratonu był Jan Białk, znakomity lekkoatleta i wielokrotny mistrz Polski na 5 i 10 tysięcy metrów. Sport tak to relacjonował: „Białk przyspieszył myśląc o dodatkowej, poza premią 20 tysięcy, nagrodzie: samochodzie Skoda Fabia. Oderwał się od konkurentów i jeszcze na 38. kilometrze miał nadzieję na wygranie auta. Na ostatnich kilometrach stracił jednak szansę na zwycięstwo. Jego słabość wykorzystał Andrzej Krzyścin, ale nie dostał samochodu, bo uzyskał czas powyżej 2:15, a taki był warunek przyznania tej nagrody.”

Uczestnicy Poznańskiego Półmaratonu na trasie biegu | Poznań Półmaraton | foto K. Berda

2 godziny 17 minut i 22 sekund. Taki czas uzyskał Krzyścin, który niespecjalnie przejmował się tym, że nie wygrał Skody, bo już samo zwycięstwo w premierowym maratonie w Poznaniu było dla niego wielkim osiągnięciem: – Ktoś ze znajomych krzyknął mi, że on rzeczywiście cierpi i zaczyna biec coraz wolniej. To mi dodało skrzydeł i przyspieszyłem. Kiedy go dogoniłem, to wyglądał już naprawdę słabo. Często robi się coś takiego, że po takim pościgu daje się sobie trochę wytchnienia chowając się za plecy rywala. Chodzi o to, żeby odpocząć przed ostatecznym atakiem. Wtedy jednak zdecydowałem, że od razu go mijam i ruszam dalej. Nie było szans, żeby on się zregenerował i jeszcze próbował walczyć. Na mecie wpadłem w euforię.

Mało kto pamięta, że podczas pierwszej edycji Poznań Maratonu puchary najlepszym zawodnikom wręczała legenda polskiego sportu, siedmiokrotna medalistka igrzysk olimpijskich Irena Szewińska, której obecność znacznie podniosła rangę imprezy. Wiceprezydent Maciej Frankiewicz zrealizował swój cel: rozpoczął tradycję biegu maratońskiego jesienią każdego roku i ta tradycja, z krótką przerwą spowodowaną pandemią, wciąż trwa. Dbający o formę Maciej Frankiewicz pewnie do dziś regularnie biegałby w kolejnych zawodach, niestety niespodziewanie zmarł w wyniku upadku z konia. Dziś Poznań Maraton nosi imię swojego pomysłodawcy.

Były wiceprezydent stał się symbolem biegania w Poznaniu, ale nie tylko on. Wśród uczestników kolejnych edycji pojawiało się wiele postaci przyciągających uwagę. Wśród nich m.in. prawdziwa legenda Poznań Maratonu – Maria Pańczak, słynna Pani Parasolka. Bo to właśnie parasolka była jej znakiem rozpoznawczym, zawsze założona na plecach w trakcie biegu. Pani Maria biegała ubrana cała na biało i budziła pozytywne emocje wśród mijających ją uczestników. Z czasem stała się postacią wręcz kultową. Obecny dyrektor Poznań Maratonu, Łukasz Miadziołko: – Pani Maria pokazała, że dystans maratoński można pokonać marszobiegiem. Ona nie jest symbolem wielkiego ścigania czy śrubowania rekordów, zawsze miała do tego zdrowe podejście i z szerokim uśmiechem pojawiała się na kolejnych edycjach. Wszyscy z wielką niecierpliwością zawsze czekaliśmy na nią na mecie.

Maria Pańczak vel Pani Parasolka na 11. Poznań Maratonie | Poznań Maraton | foto Adam Ciereszko

Pani Parasolka dziś niestety już nie biega, bo zdrowie jej na to nie pozwala. Ale w 2022 roku podczas 21. Poznań Maratonu udało jej się pokonać królewski dystans jeszcze raz, to był jej 50. maraton, a przejechała go na specjalnie skonstruowanym wózku, który pchał znany ultramaratończyk Jacek Klimczak. W ten sposób 83-letnia Maria Pańczak spełniła swoje ostatnie biegowe marzenie.

Wózkiem porusza się również kolejna postać, którą spokojnie możemy uznać za symbol poznańskiej imprezy, Rafał Wilk, który zwykł mówić, że „niepełnosprawność nie jest karą, tylko wyzwaniem”. Wilk, niegdyś czołowy polski żużlowiec, jest dzisiaj paraolimpijczykiem. W maju 2006 roku, podczas jednego z meczów, uległ poważnemu wypadkowi. Efekt był dramatyczny, przerwany rdzeń kręgowy, co oznaczało przesiadkę na wózek. Postanowił się jednak z nim zaprzyjaźnić i z poważnej przeszkody w swoim życiu uczynił wręcz atut. Dziś ma na swoim koncie pięć medali igrzysk paraolimpijskich, w tym trzy złote – wszystkie w kolarstwie szosowym, czyli wyścigach tzw. handbików, trójkołowych rowerów z napędem ręcznym. Pięćdziesięcioletni dzisiaj Wilk swój ostatni medal zdobył pół roku temu na igrzyskach w Paryżu. Regularnie startował i wygrywał też w Poznań Maratonie, w którym zwyczajowo start wózkarzy poprzedza start biegaczy. „Różne sytuacje w życiu się zdarzają i jeżeli dzieje się coś złego, to albo możemy odgrywać wielki dramat, albo po prostu dalej cieszyć się życiem. Nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez sportu. Rywalizacja mnie napędza i mobilizuje do ciągłych treningów” – mówił Rafał Wilk po ukończeniu 23. Poznań Maratonu jesienią ubiegłego roku. Okazał się wtedy najlepszy wśród wózkarzy z napędem pośrednim.

Rafał Wilk podczas Poznań Maratonu | Poznań Maraton | foto J. Kaczmarczyk

Wilk pewnie tylko uśmiechnąłby się na takie stwierdzenie, ale wśród biegaczy nie brakuje opinii, że maraton to wyjątkowo wymagający dystans. Nie każdy chce walczyć ze sobą na ponad 40-kilometrowej trasie. Dla niektórych, nawet dobrze wytrenowanych amatorów, to po prostu za dużo. A przecież każda duża impreza biegowa opiera swój budżet nie tyle na profesjonalnych biegaczach, co właśnie na amatorach. Dlatego w Poznaniu po sukcesie maratonu, postanowiono w 2008 roku po raz pierwszy zorganizować półmaraton. – Jeżeli ktoś wychodzi pobiegać na 5 czy 10 kilometrów i pokonuje takie dystanse truchtem, to z pewnością półmaraton będzie dla niego bardziej osiągalnym marzeniem niż dystans maratoński. Walka na trasie nieco ponad 21 kilometrów nie jest aż tak dużym szokiem dla organizmu jak maraton – mówi dyrektor Poznań Maratonu i Poznań Półmaratonu, Łukasz Miadziołko.

17. Poznań Półmaraton odbędzie się w niedzielę 13 kwietnia i bardzo wiele wskazuje na to, że będzie rekordowy. Do imprezy zgłosiło się kilkanaście tysięcy biegaczy. W ubiegłym roku do mety dotarło blisko 10 tysięcy uczestników. Zawodnicy wystartują z ulicy Grunwaldzkiej, a meta będzie ulokowana, co stało się już tradycją, na Placu Marka na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich, niedaleko iglicy. Kibice i zawodnicy mogą się więc już szykować na kolejne święto poznańskiego biegania.

Polecamy również

Chcesz wiedzieć o wszystkim, co najważniejsze w poznańskiej kulturze?
O wydarzeniach, miejscach, ludziach, zjawiskach, trendach?
Zapisz się do naszego piątkowego dynkslettera!