
Muzeum Historii Ubioru
Kwiatowa 14a | Poznań
wtorek-środa 10:00-15:00
czwartek 15:00-19:00
piątek 10:00-15:00
sobota 11:00-16:00
niedziela-poniedziałek nieczynne
Ma pani pokaźną kolekcję dziewiętnastowiecznych strojów, od prawie ośmiu lat prowadzi pani muzeum poświęcone historii ubioru, zajmując się także rekonstrukcją historycznych ubrań. Skąd ta fascynacja?
– Od dziecka interesowałam się historią, choć najbardziej ciekawiły mnie nie tyle same wydarzenia historyczne, ile ludzie, którzy w nich uczestniczyli. Lubiłam dowiadywać się, jak wyglądało otoczenie, w którym podejmowali ważne, często przełomowe decyzje. Bez większego problemu mogłam znaleźć informacje na temat architektury, stylu życia czy wyposażenia mieszkań i domów, ale temat ubrań, czy szerzej – mody, był traktowany raczej po macoszemu. A mnie szalenie interesowało ubranie rozumiane jako przedmiot historyczny, będący nośnikiem wiedzy o danych czasach.
Podręczniki do historii nie zaspokajały tej ciekawości?
– Zdecydowanie nie. Zazwyczaj było w nich kilka zdawkowych rycin ze strojami z danej epoki i tyle. Niestety dziś niewiele się w tej kwestii zmieniło. Mam dzieci w wieku szkolnym i temat mody nadal w podręcznikach jest tylko odklepywany, z tą różnicą, że jeżeli dziś ktoś złapie bakcyla, ma wiele opcji na poznanie tematu od podszewki.
Sama historię mody zaczęłam zgłębiać kilkadziesiąt lat temu, wtedy do dyspozycji miałam jedynie bibliotekę w rodzinnym mieście.
Dodatkowym utrudnieniem było to, że władałam tylko językiem polskim, co znacznie ograniczało pole poszukiwań. Dziś bez wychodzenia z domu możemy przeglądać archiwa muzeów i modowych instytucji z drugiego końca świata, a internetowy tłumacz w kilka sekund przełoży nam wszystkie wyszukane informacje na język polski.
Osób pasjonujących się i zawodowo zajmujących się modą jest dziś także coraz więcej.
– To prawda, faktycznie widać tu sporą zmianę. Z czasów młodości pamiętam, że pasjonowanie się modą czy historią ubioru było traktowane jako zainteresowanie drugiego sortu.

Muzeum Historii Ubioru w Poznaniu | foto Michał Sita
Taka głupotka?
– Tak, coś próżnego, skierowanego wyłącznie do kobiet. Na szczęście na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci to podejście powoli się zmienia. Przecież moda jest częścią naszego dziedzictwa kulturowego, które wiele mówi – i o nas, i o świecie, w którym żyjemy.
Rozmawiamy w muzealnej sali, dookoła wyeksponowane są ubrania, które do kogoś należały. One mogą mówić nam o minionych czasach więcej niż inne przedmioty codziennego użytku?
– Oczywiście. Kiedy pojawia się coś nowego, zawsze widać to w ubiorze, bo moda jest wizualnym zapisem danej epoki i odbiciem zmian zachodzących w świecie. Pokazuje więc nastroje społeczne i polityczne, widać w niej status majątkowy, widać postępujący rozwój myśli technologicznej.
Pokłosiem tego rozwoju były nowe tkaniny, barwniki, wzory, maszyny i sposoby produkcji. Moda doskonale odzwierciedla także zmiany obyczajowe.
A co ubranie mówi o człowieku, który je na siebie wkłada?
– Jest czymś bardzo osobistym, szalenie intymnym. Ubranie jest rzeczą, która towarzyszy nam na co dzień, którą nosimy bezpośrednio na ciele, więc nami pachnie. Ubranie zakładamy z różnych powodów, bo chcemy coś podkreślić albo nie chcemy czegoś pokazać. Bardzo często jest ono zapisem naszych ambicji czy aspiracji, barometrem naszych nastrojów. Pokazuje również to, co jest dla nas ważne. Wiele rzeczy odbija się w naszym stroju, nawet jeżeli czasem nie zdajemy sobie z tego sprawy i myślimy, że to przecież tylko ciuchy.
Czy ubranie od samego początku było czymś więcej niż stricte użytkową i praktyczną rzeczą?
– Jeśli chodzi o najdawniejsze dzieje szeroko rozumianej historii ubioru, właściwie nie mamy twardych dowodów na to, dlaczego ludzie zaczęli się ubierać. Oczywiście możemy mówić o powodach typowo praktycznych: trzeba było chronić skórę przed zimnem, słońcem czy uszkodzeniami, ale z drugiej strony od początku widoczna była także funkcja niematerialna. Bo po co ktoś doszywał do ubrania muszelkę? Dlaczego malował zwierzęcą skórę? Dlaczego archeolodzy znajdują biżuterię i ozdoby z czasów prehistorycznych?
Te wszystkie elementy nie były przecież potrzebne do ochrony ciała, musiały pełnić dodatkową funkcję, mówić o człowieku, o grupie społecznej, z której się wywodził, o jego wierzeniach czy znaczeniu, jakie chciał nadać wyglądowi.
A jak jest dziś?
– Kluczową zmianą jest to, że żyjemy w czasach rozpędzonego kapitalizmu, gdzie najistotniejszą kwestią jest ciągły wzrost zysków, a sektor mody jest idealnym narzędziem do ich szybkiego generowania. W efekcie konsument, który bez przerwy zarzucany jest nowościami, nie ma specjalnie czasu na refleksję nad ubiorem, na zastanowienie się nad tym, co właściwie mu się podoba, czego potrzebuje i co chce zamanifestować swoim strojem. Ciągle próbuje nadążyć za co rusz zmieniającymi się trendami. I kupuje, ciągle kupuje.

Muzeum Historii Ubioru w Poznaniu | foto Michał Sita
Z jednej strony produkujemy najwięcej w historii ludzkości, nasze szafy są przepełnione, z drugiej zaś na co dzień użytkujemy niewielki procent wiszących w nich rzeczy. Z czego to wynika?
– Po pierwsze, mamy masę ubrań, które po prostu nie są nam potrzebne, które znalazły się w szafie przez przypadek, najczęściej pod wpływem marketingowych sztuczek lub zakupowego impulsu. Po drugie, ubrania w popularnych sieciówkach są stosunkowo tanie, więc częściej pozwalamy sobie na coś nowego. A niestety niska cena najczęściej oznacza kiepską jakość. W szafie mamy więc sporo rzeczy, w których coś nam nie odpowiada – krój, materiał, rozmiar i w efekcie po prostu ich nie używamy. Bo jeżeli mamy ubranie, które jest porządnie uszyte i dobrze dopasowane, które nam się bardzo podoba, które jest wykonane z naturalnych tkanin, to ono przetrwa lata, a my będziemy je chętnie nosić.
Tak długo, jak zmieniające się trendy nie zasugerują nam, że jest ono już passé?
– To dość smutne stwierdzenie, ale niestety w dzisiejszych czasach jest w punkt. W kwestii tego, co może się nam podobać coraz rzadziej ufamy sobie, swojej intuicji i gustowi, a nasze modowe wybory kształtują algorytmy mediów społecznościowych czy polecajki influencerów. Oczywiście inspiracje w modzie były zawsze, ale nigdy nie zalewały nas tak bardzo, nigdy nie krzyczały tak głośno. Dziś dajemy namówić się na zakup czegoś, co niekoniecznie nam się podoba, co niekoniecznie do nas pasuje, ale jest modne.
Tak bardzo chcemy się wyróżniać, że często idziemy w to, co noszą wszyscy i w efekcie wszyscy wyglądamy podobnie.
Da się jakoś wyjść z tego błędnego koła?
– Myślę, że wyjściem jest umiar, bo czy naprawdę potrzebujemy kilkunastu par jeansów, wełnianych swetrów i butów? Czy kolejna bluzka lub płaszcz naprawdę sprawią, że będziemy najlepszymi wersjami samych siebie? Jestem przekonana, że nie. Nie mówiąc o tym, że współcześnie wiele modowych kwestii jest postawionych na głowie.
Na przykład?
– Posiadanie kilku ulubionych rzeczy i noszenie ich w różnych konfiguracjach. Przed laty jeden strój wyjściowy służył latami, dziś częste noszenie tego samego ubrania bywa utożsamiane z czymś niewłaściwym, sugerującym, że nas nie stać na coś nowego. A przecież właśnie takie stałe elementy budują osobisty styl, który najlepiej odzwierciedla naszą osobowość.

Muzeum Historii Ubioru w Poznaniu | foto Michał Sita
Uwierzyliśmy, że więcej, znaczy lepiej?
– Jesteśmy bardzo podatni na opowieści sektora szybkiej mody, która pod przykrywką dostępności i demokratyzacji, sprzedaje nam kolejne i kolejne rzeczy. Dziś w branży modowej najbardziej kluczową kwestią jest cena. Konsumenci chcą, żeby ubrania były tanie, a inwestorzy chcą mieć zyski. Nie da się mieć ciastka i zjeść ciastka, więc trzeba mocno oszczędzać na materiałach i produkcji. W efekcie jakość jest coraz gorsza i ubrania nas zalewają. A dlatego, że były stosunkowo tanie, nie czujemy, że powinniśmy o nie dbać. Zawsze przecież można kupić coś nowego. W przeszłości ubrania przerabiało się i naprawiało u krawca, buty zanosiło szewca, a torebkę lub pasek do kaletnika. Wełniane swetry się spruwało, a z odzyskanej włóczki dziergano coś nowego. Szanowano i ubrania, i ludzi, którzy je wykonywali.
Dziś często okazuje się, że naprawa czy drobna przeróbka u rzemieślnika kosztuje więcej niż rzecz, którą chcemy naprawić.
Pociesza, że coraz więcej osób z entuzjazmem podchodzi do mody z drugiej ręki.
– I to jest świetna wiadomość. W czasach mojej młodości kupowanie ubrań w lumpeksie było powodem do wstydu, trzeba było się z tym ukrywać. Dziś drugi obieg stał się czymś pożądanym – po pierwsze ze względu na kwestie środowiskowe, po drugie zaczęliśmy doceniać oryginalność ubrań vintage, które swoją jakością bardzo często biją na głowę to, co dziś serwują nam marki odzieżowe.
A skoro moda jest lustrem czasów, co nasze ubrania mówią dziś o nas?
– Mówią o dużej różnorodności i swobodzie, bo możemy ubrać się w strój historyczny, inspirować się subkulturami, możemy zrobić ze swoim wyglądem, co tylko chcemy i jest to społecznie akceptowane. To ogromna swoboda w wyrażaniu siebie. Z drugiej strony sporo też wokół bezrefleksyjności i niefrasobliwości, przede wszystkim w nadkonsumpcji. To problem, który przenosimy na przyszłe pokolenia.
Skoro o nich mowa: wyobraźmy sobie, że za sto lat historycy mody będą badali i analizowali nasze ubrania. Będzie w stanie zrozumieć nasze czasy?
– Pewni możemy być jednego, że zapisów naszej codzienności i materiałów do badań zostawimy przyszłym historykom aż nadto.