POLECAM POZNAŃ!
Cykl, w którym poznaniacy i poznanianki polecają swoje ulubione miejsca i wydarzenia.
Małgorzata Grupińska-Bis
– dyrektorka Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu, przewodnicząca Konferencji Dyrektorów Wojewódzkich Bibliotek Publicznych, członkini Krajowej Rady Bibliotecznej i Rady Naukowej Biblioteki Narodowej. W latach 2015–2021 była dyrektorką poznańskiego Teatru Ósmego Dnia. Pochodzi ze Szczecina, mieszka na Świerczewie
Uwielbiam czytać, choć ciągle mam wrażenie, że czytam zbyt mało. Przy łóżku piętrzą się stosy książek, do których chciałabym zajrzeć. Powoli uczę się jednak nieulegania tej presji, bo chcę czytać dla przyjemności, nie z przymusu, dlatego wybieram to, co sprawia mi najwięcej radości. Są to przede wszystkim reportaże i literatura non-fiction. Teraz czytam zbiór esejów Marcina Wichy Proste rzeczy. Uwielbiam błyskotliwe i zabawne pisarstwo Wichy, nadal nie mogę pogodzić się z jego śmiercią. Przy wyborze lektur sugeruję się rekomendacjami Michała Nogasia w podcaście Wszystkie książki świata oraz tym, na co trafiam w mediach społecznościowych. Chętnie czytam nowości i te najciekawsze wpisuję w kalendarz spotkań autorskich w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej i Centrum Animacji Kultury, którą kieruję. Przy dobrej książce zdarza mi się zarwać nockę.
Poza podcastami i audiobookami, słucham audioseriali – uwielbiam te wydawane przez magazyn Pismo. To kilkuodcinkowe, robione w pogłębiony sposób serie, w których wypowiedzi bohaterów serialu przeplatane są z wypowiedziami naukowców.
Słucham ich z prawdziwą przyjemnością, co powoduje, że mam ochotę porzucić wszystko i zagłębić się w dany temat bez reszty. Niedawno słuchałam programu Saamowie. Wyrzut sumienia Skandynawii, opowiadającego o Saamach, rdzennych mieszkańcach Europy, pogardliwie nazywanych Lapończykami. Zaciekawił mnie, tym bardziej, że lubię po Skandynawii podróżować, podziwiając tamtejszy porządek i relacje z przyrodą.
Chętnie sięgam również po poezję, szczególnie tę z polskiej klasyki. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak kilka słów potrafi zobrazować myśl, przedstawić element rzeczywistości i sprawić, że czuję silne emocje. Niezmiennie mnie to zachwyca. Ostatnio czytałam poezje Stanisława Barańczaka, ponieważ niedługo zostanie patronem naszej biblioteki. Podziwiam, jak sprawnie balansował i przeplatał detale codzienności z wielką polityką, choćby w wierszu Mównica.
Uwielbiam spędzać czas wśród ludzi – z rodziną i przyjaciółmi. Mimo tego, często potrzebuję pobyć w samotności. To nie tylko samotnicze wyjazdy za miasto czy górskie wędrówki, ale czas w domu, gdy mogę zaszyć się na kanapie i głaskać moje sierściuchy, bo mam dwa psy i dwa koty, które mają za sobą trudne historie. Lubię patrzeć, jak cieszą się z nowej rodziny, czerpię ogromną przyjemność z zabawy z nimi i wspólnego spacerowania.
Cenię czas na świeżym powietrzu. Spaceruję po Szachtach, które łączą Świerczewo z Górczynem, wzdłuż Dębiny, po Cytadeli i nad Rusałką, którą wielbię. Wystarczy krótki spacer z Rynku Jeżyckiego, by znaleźć się nad wodą, w cichym i spokojnym lesie. Można sobie podczas takiej wędrówki włączyć spacer słuchowiskowy przygotowany przez Fundację Fonorama ŁAPP Poznań_Rusałka.
Podoba mi się, że w Poznaniu odczarowywana jest Warta, która ponownie staje się ważną i popularną częścią miasta. Od dawna obserwuję działania Ewy i Zbyszka Łowżyłów tworzących KontenerART. Mocno trzymam za nich kciuki!
Zimą można znaleźć mnie nad Jeziorem Jarosławieckim lub zbiornikiem w Mosinie, gdzie jeżdżę morsować. Kiedyś robiłam to raz w tygodniu, ostatnio nieco rzadziej. Wskakiwanie do zimnej wody to mój sposób na dbanie o higienę psychiczną. Taki detoks dostarcza mnóstwa endorfin i poczucia niemalże nadludzkiej siły. Żartuję, że jeśli wytrzymuję w lodowatej wodzie, cóż zdoła mnie powstrzymać? Nie jestem zwolenniczką morsowania w grupach, robię to w pojedynkę, traktuję jak medytację.
Przez natłok obowiązków przestałam chodzić do teatru i kina. Niemalże wszystkie potrzeby kulturalne realizuję w bibliotece. Jeśli już oglądam filmy, robię to w domu, na platformach streamingowych – ostatnio nowy sezon Stranger Things oraz polski serial Heweliusz. Pochodzę ze Szczecina, więc szczególnie dobrze pamiętam katastrofę, o której opowiada. Słuchałam też o niej w podcaście Anny Dudzińskiej i Michała Matusa 12000 dni: katastrofa promu Jan Heweliusz, przygotowanego dla Programu 3 Polskiego Radia.
Zdecydowanie bardziej niż fanką kina, jestem miłośniczką muzyki. Zbieram płyty winylowe, choć najczęściej słucham jej strumieniowo. Praktycznie nie potrafię bez muzyki funkcjonować. Kiedy pracuję, odpoczywam, czytam czy spaceruję, zawsze w tle coś gra. Jestem absolwentką szkoły muzycznej, grałam na pianinie i krótko na perkusji, mąż robi to zawodowo, a dzieci uczyły się grać na puzonie i trąbce, dlatego dom mamy pełen dźwięków.

Małgorzata Grupińska-Bis | foto Michał Sita
Najczęściej słucham jazzu, uwielbiam twórczość Johna Coltrane’a, Krzysztofa Komedy, Krzysztofa Ścierańskiego, Marcina Maseckiego, Zbigniewa Namysłowskiego czy Andrzeja Trzaskowskiego. Chętnie sięgam po muzykę klasyczną, szczególnie Ólafura Arnaldsa, który przenosi mnie relaksującymi kompozycjami na ukochaną Islandię. W swoich aranżacjach opowiada historie o ciszy, przestrzeni i powietrzu. Przynajmniej tak je odbieram.
Na drugim biegunie jest szaleństwo pod sceną na rockowych koncertach. Od lat jestem wielką fanką zespołu Depeche Mode, nie omijam żadnej trasy koncertowej. Kupuję wtedy bilety na kilka występów. Jestem pod sceną na godziny przed występem, zawsze w pierwszym rzędzie. Ubieram się jak na lekcje wuefu, ponieważ czekanie i tańczenie, szczególnie w upale, to spory wysiłek. Energia, jaką odczuwam w tym tłumie jest nieporównywalna z niczym innym. Uwielbiam to!
Przeprowadziłam się do Poznania na studia i niezmiennie jestem zakochana w tym mieście. Podoba mi się jego kompaktowość, liczne kliny zieleni, bogate życie kulturalne. Doceniam wolniejsze tempo życia, ciągłe wpadanie na znajomych i rodzinną atmosferę, którą odczuwa się szczególnie żyjąc w obrębie jednej dzielnicy.
Dla mnie są to Jeżyce, gdzie pracuję. Jestem zauroczona klimatem tego miejsca, widokiem uroczych knajpek, mnożących się tutaj jak grzyby po deszczu. Choć staram się jeść w domu, bo to mój sposób na pielęgnowanie życia rodzinnego, zdarza się, że pójdę na kawę do UNO na Prusa, jednej z pierwszych kawiarni speciality w naszym mieście, gdzie ostatnio zjadłam pyszną szakszukę na burakach. Nigdy nie wpadłabym na to połączenie! Wiosną i latem wybieram oczywiście lokale z ogródkami, w których chętnie spotykam się z przyjaciółmi. Cieszy mnie więc, że już zaczęło mocniej świecić słońce!