POLECAM POZNAŃ!
Cykl, w którym Poznaniacy i Poznanianki opowiadają o swoich kulturalnych zainteresowaniach i spędzaniu wolnego czasu w mieście.
ks. Radek Rakowski
– proboszcz parafii Łacina, wcześniej duszpasterz na Winiarach i Jeżycach; jeden z najbardziej znanych księży w Poznaniu; urodził się i wychował w Murowanej Goślinie, mieszka na Łacinie
Nie przestaję być księdzem, nawet, kiedy ściągam koloratkę. Gdy spędzam czas z przyjaciółmi lub rodziną, temat wiary i Kościoła pojawia się niemal zawsze – to w końcu ogromna część mojego życia. Bez względu na okoliczności, ludzie widzą we mnie przede wszystkim księdza – nawet na basenie, przepływając obok, wołają do mnie: „Szczęść Boże!”.
Często, po wieczornej mszy świętej, odwiedzam na Winiarach przyjaciela, ks. Wojtka Pieczyńskiego, z którym czuję się najbardziej swobodnie. Pijemy kawę, siedzimy na tarasie i niekoniecznie rozmawiamy o życiu parafialnym. Latem jeździmy nad Strzeszyn, gdzie po całym dniu wskakujemy do chłodnego jeziora. Można nas też nieraz spotkać przesiadujących nad Wartą. Z kolei jesienią chodzimy na grzyby, a przedwiośnie to czas leśnych poszukiwań zrzuconych poroży. Wstajemy wtedy skoro świt, zabieramy plecaki z jedzeniem i kawą, i ruszamy w podpoznańskie lasy, ale nie mogę zdradzić gdzie dokładnie, to nasza tajemnica! Uwielbiam spędzać czas w lesie, spacerując w ciszy, czemu sprzyja zanikający zasięg w telefonie, z którym na co dzień się nie rozstaję.
Kontakt z naturą pomaga mi również w modlitwie – sprzyja kontroli oddechu, bicia serca, wyciszeniu, wprowadzając w stan medytacji, pozwalającej nawiązać kontakt z Bogiem.
Staram się dbać o kondycję fizyczną. Dwa razy w tygodniu chodzę do Pilates Boys na Polance, gdzie instruktorką jest Anna Jeżyk, jedna z moich parafianek. Wspólnie rozciągamy się już ponad rok, ćwicząc na reformerach, co dało mi odczuwaną w ciele zmianę na lepsze. W utrzymaniu kondycji pomaga mi też rower, którym przemieszczam się na co dzień po mieście. Dzięki rozbudowanej infrastrukturze rowerowej, szczególnie mostom Berdychowskim, mogę bardzo wygodnie przejechać rowerem z Polanki do centrum.
Zimą, kiedy rowerem jeżdżę mniej, częściej chodzę na basen – zazwyczaj rano, bo to mi robi dobrze na resztę dnia. Najczęściej wybieram wtedy POSiR na Ratajach i Termy Maltańskie.
Trudno jest mi nieraz brać udział w wydarzeniach kulturalnych, bo one są często wtedy, kiedy mamy różne aktywności w parafii, a dzieje się u nas bardzo dużo. Godziny wernisaży czy premier teatralnych pokrywają się z godzinami wieczornych mszy, a że jestem jedynym kapłanem w parafii, muszę wtedy szukać zastępstwa – to wymagająca wcześniejszego planowania logistyka. Ostatnio, dzięki takiemu zastępstwu, udało mi się wyrwać na koncert zespołu Beirut podczas tegorocznego Festiwalu Malta. Jestem fanem Beirutu od lat, więc nie mogłem przegapić takiej okazji.

ks. Radek Rakowski na mostach Berdychowskich | foto Michał Sita
Muzyki słucham jednak najczęściej nie na żywo, a w samochodzie, choćby po drodze do mojej rodzinnej Murowanej Gośliny, gdzie mieszkają moi rodzice oraz siostra z mężem i dziećmi. Ostatnio włączam głownie Dawida Tyszkowskiego, młodego, bardzo zdolnego wokalistę oraz Dawida Podsiadło. Słucham też pieśni worshipowych, czyli nowoczesnych pieśni religijnych.
Do kina wychodzę zwykle do pobliskiej Posnanii, gdzie wyciągają mnie członkowie naszego parafialnego klubu filmowego. Częściej jednak filmy oglądam w domu i staram się to robić w towarzystwie, by móc na bieżąco wszystko komentować. Podobnie zresztą jest z serialami, które najczęściej oglądam podróżując, szczególnie na długie dystanse. Nic tak nie pomaga w wielogodzinnym locie, jak serial. Ostatnio oglądaliśmy z Wojtkiem drugi sezon serialu 1670, który jest jednym z większych hitów Netfliksa. Czasami zdarza mi się włączyć coś w tle, na przykład Kuchenne rewolucje albo jakiś program publicystyczny.
Słucham też podcastów Pogłębiarki czy Tomasza Terlikowskiego, który był niedawno gościem w naszej parafii w ramach – organizowanego wspólnie z Biblioteką Raczyńskich i Dynksem – Klubu Książki Łacina.
Do teatru chodzę rzadko, jeśli już to do Muzycznego, do którego zapraszają mnie znajomi parafianie. Widziałem tam Zakonnicę w przebraniu, Madagaskar i kilka innych przedstawień. Muszę przyznać, że mam problem z wyborem czegoś z repertuaru pozostałych teatrów. Chciałbym chyba, aby ktoś zrobił to za mnie. Choć mam poczucie, że historie grane na deskach teatrów nie są nigdy tak porywające, jak te, których doświadczam jako ksiądz w kontakcie z ludźmi.

ks. Radek Rakowski z Ewą i Zbigniewem Łowżyłami, właścicielami Kontenerów | foto Michał Sita
Wspomniałem o wypadach do Murowanej Gośliny, z której pochodzę. Mamy bardzo silną relację rodzinną, więc spędzamy razem dużo czasu. Wszystkie święta są oczywiście zawsze z rodziną, jeździmy też wspólnie na wakacje. Jako dziecko angażowałem się w Murowanej w chór, ognisko muzyczne, działałem w parafii. Dzisiaj warto mieć tam na oku Park Dzieje i widowisko Orzeł i krzyż, które jest jedną z największych rekonstrukcji historycznych w Polsce, a także Międzynarodowy Festiwal Chóralny im. ks. Edmunda Szymańskiego, na który zjeżdżają chóry z całego świata.
Niemal codziennie spotykam się z kimś na mieście. Na przedpołudniową kawę czy śniadanie na wybieram najczęściej Bardzo, Blask lub Plan tuż przy Moście Świętego Rocha. A w każdy wtorek od ósmej do dziesiątej spotykamy się na „Kawie z księdzem” w naszej kaplicy na Łacinie. Spotkania są otwarte, może na nie przyjść każdy, żeby porozmawiać ze mną i spotkać się z innymi parafianami. Te spotkania w luźnej atmosferze służą poznaniu się, budowaniu wspólnoty, wymianie pomysłów. Bardzo zapraszam!
Nie gotuję w domu, nie mam gosposi, więc jem na mieście, licząc od roku skrupulatnie kalorie i pilnując diety. Na co dzień wybieram Obiady Domowe na Polance. Często też jestem zapraszany na obiady przez parafian i znajomych.
Popołudniami jeżdżę nieraz na Jeżyce, gdzie mieszkałem przez dwa lata. Jestem mocno związany z tą dzielnicą i bardzo dobrze się tam czuję. Zaglądam do Masła, mają tam świetne późne śniadania, a na Warzyniaka bardzo lubię zjeść w Po swojemu i w De Nata, gdzie nałogowo zajadałem się portugalskimi ciasteczkami, kiedy pracowałem w pobliskiej szkole.

ks. Radek Rakowski w Nurcie nad Wartą | foto Michał Sita
Podoba mi się klimat japońskiej kawiarenki Happa to Mame. Kilka razy byłem w sznyclowym Ave i w U Aipo, gdzie serwują kuchnię kirgiską. Ale nie mam, szczerze powiedziawszy, potrzeby bycia ze wszystkim na bieżąco i odwiedzania ciągle nowych miejscówek. Jeśli gdzieś mi zasmakuje, mogę tam wracać nieustannie. Natomiast nigdy nie idę do restauracji sam, więc ich wybór jest zawsze kompromisem między tym, co lubię ja i moje towarzystwo.
Dwie świetne restauracje są również na Ostrowie Tumskim – Tumska oraz FoodFort, przeszkolony pawilon w pięknym ogrodzie. Gdy spotykam się z kolegą, który pracuje w kurialnych instytucjach, zawsze wychodzimy do Tumskiej na zupę.
Wieczorem wpadam do Nurtu nad Wartą, który prowadzą bracia Michał i Rafał Łęccy, znajomi z Murowanej Gośliny. Koleguję się też z Ewą i Zbyszkiem Łowżyłami, lubię odwiedzać ich Ogród Szeląg i KontenerART. Wizyty w tych miejscach to zawsze okazja, żeby podejść, porozmawiać, zapytać co słychać, czy wszystko u nich dobrze. Trzymam za ich inicjatywy kciuki tak mocno, jak oni trzymali za mnie, kiedy powstawała parafia Łacina. Bardzo przyjemnie jest usiąść sobie latem ze znajomymi nad Wartą, zamówić coś chłodnego i obserwować wokół uśmiechniętych ludzi. To mi daje ogromną energię, także w pracy duszpasterskiej.
Kiedy byłem duszpasterzem akademickim, chodziłem ze studentami do klubów, czego już dzisiaj właściwie nie robię – w końcu jestem poważnym proboszczem, który tańczy tylko na weselach! A mówiąc serio, nie chciałbym nigdy zostać księdzem w kapciach, czego na szczęście pilnują moi parafianie, rodzina, przyjaciele i nasz kolorowy Poznań.