Rzeka możliwości

Chcemy, żeby Poznaniacy i Poznaniaki mieli wakacje na wyciągnięcie ręki, nie tylko raz czy dwa razy w roku – mówią właściciele klubów nad Wartą.
ERYK SZKUDLARZ
Poznań, rzeka Warta | foto Adam Ciereszko | visitpoznan.pl

Nie było tu nic. To miejsce było zapuszczone i niebezpieczne. Mówimy o czasach, w których za siadanie na trawie w parku groził mandat. Pamiętam, jak zadzwonił do mnie urzędnik z przestrogą, że jeden z ówczesnych wiceprezydentów miasta planuje u nas wizytację. Polecił, żebym wyciął szlifierką pręt wystający z ziemi, aby gość się o niego nie potknął – wspomina Zbigniew Łowżył, który razem z żoną, Ewą, prowadzi KontenerARTOgród Szeląg. Mam wrażenie, że cofamy się pamięcią o setki lat.

Nic bardziej mylnego, mówimy o schyłku pierwszej dekady XXI wieku. Miejsce, które Łowżyłowie ożywili, już dawno nie jest zapuszczone. Tereny nadwarciańskie są jednym z ulubionych miejsc wypoczynku Poznaniaków i Poznanianek. Nad brzegiem rzeki wylegują się wagarowicze i studenci podczas przerw między zajęciami, w barach odpoczywają ludzie po pracy, a na Wartostradzie, bez której trudno sobie wyobrazić to miejsce, nieustannie prześcigają się rowerzyści i biegacze dbający o coraz lepszą formę.

Rzeka tętniąca życiem, którą dziś możemy uznać za naturalny stan rzeczy, jeszcze kilka lat temu nie była czymś tak oczywistym.

Gdy spoglądamy na mapę, niebieska wstążka wije się przez Poznań spokojnie. Wystarczy jednak spojrzeć na nią na wysokości choćby Owińsk, by dostrzec, że Warta nie wszędzie jest tak spokojna, jak w mieście. Tereny wielkopolskich lasów poprzecinane są licznymi niebieskimi nitkami i plamami. Podobne przecinały niegdyś Poznań. „Fosy, rzeczki, odnogi Warty łączyły się ze sobą i odcinały szereg wysp, wysepek i półwyspów, które z czasem zaludniły się rzemieślnikami i kupcami” – pisze Piotr Libicki w książce Warta w Poznaniu.

0029_M-5411_mapa
Plan Poznania z uwzględnieniem terenów Powszechnej Wystawy Krajowej, fragment z Ostrowem Tumskim i Chwaliszewem, 1929 | Ruch S.A. | Biblioteka Uniwersytecka w Poznaniu
Theatri praecipvarvm totivs mvndi vrbivm _ liber sextvs - Braun, Georg (1541-1622) Autor - [tabl. 42]
Widok Poznania i Ostrowa Tumskiego, fragment ryciny „Posnania elegans Poloniae in finibus Silesiae Civitas” z dzieła „Theatri praecipuarum totius mundi urbium liber sextus”, 1618 | rys. Georg Braun | Biblioteka Narodowa, Polona

Te wyspy to między innymi: Rybaki, których nazwa nie pozostawia wątpliwości, kto ją zamieszkiwał; piaszczyste Garbary – jeden z największych polskich ośrodków produkcji skór; dalej Grobla i Chwaliszewo, nazywane „poznańską Wenecją”. Po tamtych dawnych czasach ostały się tylko nazwy. Oprócz wspomnianych Rybaków i Grobli, to Mostowa, Łazienna, nieistniejąca już Nadbrzeżna i Tamowa zamieniona w Czartorię.

Warta przez długie wieki była gwarantem bezpieczeństwa dla mieszkańców osady na Ostrowie Tumskim, a później, gdy miasto powstawało po drugiej stronie Starego Koryta, jej odnogi zasilały fosy wokół trzynastowiecznych murów miejskich. Fosy, dodajmy, pełniące wiele funkcji – obronnych, wiadomo, ale też gospodarczych i sanitarnych. Rzeka budziła respekt i strach, wylewając regularnie, bardziej i mniej drastycznie. Po powodzi w 1924 roku, w geście solidarności, Poznań odwiedziła sama cesarzowa Wiktoria.

„Łatwiej zrozumieć w tych okolicznościach obecność figury św. Jana Nepomucena na Rynku Starego Miasta, wzywanego w niebezpieczeństwie powodzi i zagrożeń związanych z pracą budowniczych mostów, żeglarzy i flisaków” – czytamy w książce Warta w Poznaniu. Nepomucena utopiono bowiem w Wełtawie.

3_1_0_8_3423_210120
Most Chwaliszewski na Warcie w Poznaniu, w głębi kościół ewangelicki Św. Krzyża, 1935 | foto NAC
3_1_0_9_4926_215146
Widok Warty w kierunku mostu św. Rocha; po prawej gazownia miejska na Grobli, Poznań, 1930 | foto NAC
3_1_0_14_3705_159941
Zwycięscy wioślarze z AZS Łódź: Vogel, Dorman i Lange w łódce przycumowanej przy brzegu Warty; w tle panorama Poznania, 1925 | foto NAC
3_1_0_9_5019_214888
Fragment Ostrowa Tumskiego od strony Warty podczas powodzi; widoczne m.in. katedra św. św. Piotra i Pawła, kościół Najświętszej Marii Panny i Psałteria, 1924 | foto R. S. Ulatowski | NAC

Warta była też niezbędnym elementem przemysłowej mapy miasta. Nie tylko napędzała liczne młyny, ale stanowiła istotny ciąg transportowy. „Choć trudno porównać rolę Warty do innych rzek Królestwa Polskiego – Wisły, Niemna czy Dźwiny, to i nią w okresie wielkiej koniunktury od końca XV wieku aż po pierwsze trzydziestolecie XVII wieku spławiano znaczne ilości zboża” – pisze Piotr Libicki. Oprócz zboża transportowano rzeką do Szczecina, Hamburga czy Berlina drewno, popiół, smołę i cukier. Natomiast dopływały nią do nas nafta, siarka, fosforany i produkty kolonialne. „Po drugiej wojnie żegluga, choć jeszcze istniała, nie odbudowała swojego wcześniejszego znaczenia. Ostatecznie po 1989 roku barki, statki, łodzie znikły zupełnie z Warty i z panoramy miasta” – czytamy we wspomnianej publikacji.

Po wojnie nie tylko zniknęły barki, ale niemal zupełnie odcięto miasto do rzeki. Historia Poznania to ciągłe zmienianie jej biegu i zasypywanie kolejnych odnóg, między innymi Małej Warty czy Strugi Karmelickiej.

Trudności z żeglugą i ciągłymi powodziami doprowadziły do kolejnych planów przebudowy na początku XX wieku. Niestety, jak pisze Libicki, „odrzucono wizjonerskie koncepcje wybitnego poznańskiego architekta i urbanisty Władysława Czarneckiego” i po długiej dyskusji zdecydowano w 1964 roku o budowie trasy, „która przecinała brutalnie Śródkę, arcybiskupie ogrody na Ostrowie Tumskim, wschodnią część Chwaliszewa, a wąskie Małe Garbary i Solną zmieniała w szerokie arterie”. Libicki konstatuje ze smutkiem, że „zasypanie zakola Chwaliszewskiego stało się tylko częścią – choć najbardziej bolesną – tego wielkiego urbanistycznego cięcia”. Nie sposób się z nim nie zgodzić. O Warcie na długo w mieście zapomniano. Do czasu.

Katedra poznańska i Warta, widok na Ostrów Tumski | foto Radek Kucharski | Flickr, CC BY 4.0

Małżeństwo Łowżyłów przeniosło w 2009 roku KontenerART z Placu Wolności właśnie do parku na Chwaliszewie, a dwa lata później nad samą rzekę, na tyły Starej Gazowni. – Nikogo wtedy zupełnie nie interesowała rzeka, była miejscem zapomnianym – wspomina Zbigniew Łowżył i dodaje: – Gdy Centrum Kultury Zamek rozwiązało umowę z naszą pracownią, straciliśmy miejsce pracy, szukaliśmy nowego rozwiązania. Mieliśmy mnóstwo scenografii i instrumentów, z którymi próbowaliśmy przenieść się do mieszkania, ale szybko okazało się, że przy dwójce małych dzieci to niemożliwe. Ewa podglądała, co dzieje się w Seulu i Berlinie, tak wpadła na pomysł wynajmowania kontenerów. Pomyśleliśmy, że spróbujemy tego szaleństwa. Udało się.

Kiedy KontenerART przeniesiono na Chwaliszewo, dla mieszkańców była to wielka zmiana. Choć okolica była nieoświetlona, zaniedbana i okryta złą sławą, zaczęła wypełniać się ludźmi.

Chcieliśmy tę berlińską wolność przenieść na nasz grunt, nad Wartę. Wiadomo, początki nie zawsze były łatwe. Sam prezydent Ryszard Grobelny ostrzegał nas, że prowadzenie miejsca nad rzeką będzie trudne, w końcu mieszkają tam przede wszystkim księża, prawnicy i lekarze – śmieje się Zbigniew Łowżył. I rzeczywiście, wkrótce grupa mieszkańców próbowała doprowadzić do zamknięcia nadwarciańskiego domu kultury, jednak Ewie Łowżył udało się zebrać tysiące podpisów w jego obronie. Kontenery mogły zostać.

KontenerART to więcej niż bar nad wodą, podobnie jak Ogród Szeląg położony na północy. – Uważam je niezmiennie za projekty artystyczne i kulturowe. Bez kultury to mogłoby się nigdy nie udać. Wszystko powstało z naszej potrzeby artystycznej i to jest dla nas nadal bardzo ważne, nie chcemy być zwykłym biznesem – tłumaczy Łowżył. Dlatego w obu tych miejscach można posłuchać koncertów, obejrzeć wystawy i wziąć udział w rozmaitych warsztatach. W Ogrodzie Szeląg właściciele planują zorganizować w tym sezonie blisko sto dwadzieścia wydarzeń.

KontenerART | foto KontenerART

Sukces Łowżyłow sprawił, że o rzece zaczęły myśleć władze miejskie. – W 2012 roku otworzyliśmy pierwszą plażę miejską, Plażę Chwaliszewo, tuż obok Kontenerów – mówi Marta Kaźmierska z Biura Koordynacji Projektów i Rewitalizacji Miasta, która przez lata zajmowała się miejskimi plażami. – Wtedy ten obszar był opuszczony, zaniedbany, bez oświetlenia. Pamiętam, jak na dolną trasę rzeki, tam gdzie teraz biegnie Wartostrada, ściągaliśmy agregaty z wysuwanymi masztami, żeby doświetliły teren – wspomina Kaźmierska. Miasto wysypało piasek, zadbało o leżaki, parasole, śmietniki, pływające pomosty, zapewniło ochronę.

W międzyczasie zaczynały się prace przy innych projektach. Zarząd Zieleni Miejskiej planował utworzenie Parku Stare Koryto Warty, a nad samą rzeką trwała budowa Wartostrady.

Z roku na rok miejskie plaże cieszyły się coraz większym zainteresowaniem. W 2015 uruchomiono trzy takie miejsca: Plażę Chwaliszewo, Szeląg i Rataje, a rok później powstała Plaża Wilda. Były na nich jacuzzi, pergole, prysznice solarne, beach bary, dodatkowe pomosty, powstały wielofunkcyjne boiska sportowe. Poszerzano także program wydarzeń, który początkowo kierowany był tylko do najmłodszych oraz posadzono palmy, które zimowały w budynku Urzędu Miasta.

Wiele zmieniło wprowadzenie stref, w których pozwolono na grillowanie – kontynuuje Marta Kaźmierska. – Wtedy ruch naprawdę się nasilił. Widziałam, że ludzie przygotowywali rodzinne, niedzielne obiady nad Wartą. I to wspaniały widok!

W 2018 plaże przy Chwaliszewie, Szelągu i Ratajach przestały działać, a rok później po raz ostatni uruchomiono plażę na Wildzie. Marta Kaźmierska wyjaśnia: – Teraz plaże są komercyjne, firmy dzierżawią te miejsca od miasta. Naszym celem było pobudzenie tych terenów, zaktywizowanie ich, przywrócenie w nich życia. Dziś mogą być już samodzielne. Udało się zrealizować to zadanie. To prawda, nad rzekę mieszkańcy ciągną tłumnie. Gdy tylko pojawi się nieco więcej słońca, wszyscy wędrują nad Wartę, gdzie nie brakuje atrakcji. Są tam siłownie pod chmurką, ścianka wspinaczkowa i Wartostrada oraz wiele sezonowych lokali. Od zeszłego roku są też spektakularne pieszo-rowerowe mosty Berdychowskie.

Nasz klub to ponad sześć tysięcy metrów kwadratowych, które co roku jesienią składamy i wiosną rozkładamy ponownie – mówi Marta Grabianowska, współwłaścielka Klubu na Fali, który działa od czterech lat. – Pierwszy Klub na Fali powstał w Boszkowie dwadzieścia lat temu, w miejscu dawnej stołówki Fala. Mój mąż Tomek ma sentyment do tej miejscowości, jeździł tam nad jezioro jako dziecko. Gdy znalazł ten lokal, nie było odwrotu, musiał założyć tam klub – śmieje się Grabianowska. Miejsce nad jeziorem działało jako dyskoteka i z czasem otworzyło się na gastronomię. Serwowanie jedzenia okazało się konieczne, by goście odwiedzali bar przed zachodem słońca. Dlatego gdy Klub na Fali pojawił się nad Wartą, gastro było oczywistością.

Krokiem milowym było wprowadzenie kuchni włoskiej. Najpierw nauczyliśmy się robić pizzę rzymską, w piecach opalanych drewnem, później opanowaliśmy makarony. Ciasto przygotowujemy sami, co można zobaczyć na własne oczy, bo nasze kuchnie ustawione są w drugiej linii baru. Z czasem do menu dodaliśmy sałatki, burgery, żeberka, wrapy i oczywiście ryby z pieca, których nie może zabraknąć w klubie na plaży – słusznie zauważa Marta Grabianowska.

Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Dziś bar otwarty jest w sezonie wiosenno-letnim codziennie, od rana do nocy.

Zaglądają tu rowerzyści, psiarze, rodziny z dziećmi, ludzie wpadający zrelaksować się po pracy, a w weekendowe wieczory ci, którzy chcą potańczyć i wypić drinka. – Chcemy żeby Poznaniacy i Poznaniaki mieli wakacje na wyciągnięcie ręki, nie tylko raz czy dwa razy w roku i chyba nam się to udaje – cieszy się Grabianowska.

688727162_964879249624219_7666865546661783353_n
Klub na Fali | foto Klub na Fali
691723849_964878752957602_2336365746606912581_n
Klub na Fali | foto Klub na Fali
494615713_710620841716729_4858461855817978236_n
Klub na Fali | foto Klub na Fali

Ten wakacyjny klimat zapewnia przede wszystkim biały piasek wysypany na terenie klubu. – Szukaliśmy go tygodniami, zależało nam na specjalnym piasku, który nie brudzi butów, a kojarzy się z rajskimi wyspami. Nie chcemy być byle jacy. Dlatego jedzenie i napoje podajemy w szklanych naczyniach, nie w papierowych kubeczkach, posadzone w donicach palmy sami przywieźliśmy spod Alicante, a ozdoby z muszelek mają wszystkie potrzebne certyfikaty, żebyśmy mogli sprowadzić je z Indonezji. Chcemy, by goście czuli się tu jak na dobrych wczasach – podkreśla współwłaścicielka Klubu na Fali.

Poczuć się dobrze można także w bardziej hipsterskim Nurcie po drugiej stronie rzeki czy w Warto przy moście Rocha. O organizowaniu wieczorków tanecznych myślą właściciele restauracji Ot.warta, Michał i Dorota Małyszczykowie, którzy z przyjaciółką Olą Szczuką prowadzą lokal od wiosny. – Restauracja działa od trzech lat, ale od niedawna my stoimy za jej sterami – mówi Michał Małyszczyk. – Jesteśmy zlokalizowani w Łazienkach Rzecznych, wyjątkowym miejscu, które nie jest jeszcze odkryte przez mieszkańców miasta, a ma ciekawą historię i niesamowity potencjał! – ekscytuje się współwłaściciel.

695215020_1472271027713157_140085355279709822_n
OT.Warta | foto OT.Warta
686170098_864842143315007_5277402575751326404_n
OT.Warta | foto OT.Warta
687806223_1672996453967572_4921867298826066859_n
OT.Warta | foto OT.Warta
690050052_2002046043724846_2740818258917886734_n
OT.Warta | foto OT.Warta

Kiedy rozmawiamy, restauracja jest w trakcie wprowadzania wielu organizacyjnych zmian, także tych w karcie dań. – Chcemy serwować kuchnię polską w odświeżonym wydaniu. Do tej pory menu było dość wysublimowane, często niezrozumiałe. Teraz będziemy podawać klasyki znane z naszych domów rodzinnych, ale w nowoczesny sposób. Nie zabraknie kaczki, schabowego i ryb – zapewnia Michał Małyszczyk. Nowa ekipa planuje również działania na lato. – Myślimy o piknikach, potańcówkach i wieczorach z muzyką na żywo. Już zorganizowaliśmy pierwsze warsztaty kulinarne dla dzieci. Pomysłów mamy mnóstwo, ale wprowadzamy je powoli – wyjaśnia Małyszczyk.

Otaczająca restaurację zieleń i bliskość rzeki sprawiają, że miejsce wydaje się nie mieć sobie równych. Konkurować z nim pod względem lokalizacji może chyba tylko Port Sołacz.

Łazienki Rzeczne, po gruntowym remoncie, który rozpoczął się pod koniec 2018 rok, nie przypominają zapuszczonego dworku, jakim były przez lata. A zaprojektował je na początku XX wieku Jerzy Tuszowski właśnie na dworkową modłę, dodając elementy ludowe i biedermeierowskie. W miejskim biuletynie, w artykule Adama Suwarta z cyklu Okiem Społecznego Opiekuna Zabytków czytamy, że „w 1924 r. budowniczowie, nie dysponując nowoczesnymi urządzeniami budowlanymi, wznieśli w ciągu kwartału kompleks nadrzecznych Łazienek, mieszczący 128 kabin do przebierania i 2200 miejsc w szatniach, bufet, kasę, pomieszczenia dla personelu, stację pogotowia ratunkowego, restaurację, biuro kierownika oraz mieszkanie dla niego”. To się nazywa rozmach!

3_1_0_9_5163_217275
Łazienki Rzeczne nad Wartą w Poznaniu, 1926 | foto NAC
3_1_0_9_5161_217271
Uroczystość otwarcia nowych łazienek nad Wartą w Poznaniu; przemawia prezydent miasta Mikołaj Kiedacz, 1925 | foto NAC

Pierwsze łazienki rzeczne pojawiły się w Poznaniu w 1787 roku, na tyłach ogrodu bernardynów. Z czasem miejskich kąpielisk przybywało, szczególnie, gdy w latach trzydziestych XIX wieku ogromną popularnością cieszyły się ogródki rekreacyjne zwane établissements, które powstawały przy Drodze Dębińskiej. Przed budynkiem Łazienek rozciągała się na niemal dwa hektarach plaża oraz basen kąpielowy. „Basen był rozszerzeniem koryta Warty, oddzielonym od głównego nurtu rzeki specjalnymi faszynowymi tamami, pozwalającymi na filtrowanie wody i regulację jej poziomu. Zakazane było kąpanie się bezpośrednio w nurcie rzecznym. Sam basen kąpielowy, dzięki swojej rozległości mógł być podzielony na akweny o różnej głębokości, dostosowane do różnego wieku i różnych umiejętności pływaków” – pisał Adam Suwart.

Wspomniana plaża podzielona była parawanem na sekcję męską i żeńską, jednak Poznaniacy, spragnieni postępu obyczajowego, w ciągu roku obalili parkan trzykrotnie.

Suwart podaje, że „Koło Księży Prefektów i Ligii Katolickiej wystosowało do Rady Miasta monit, domagając się, aby Magistrat zabronił «kąpania się w łazienkach miejskich i pozostawania na plaży bez kostiumów kąpielowych, jak to ku zgorszeniu publiczności często się zdarza»”. Choć większość plażowiczów przeciwna była tym podziałom, ostatecznie pomiędzy sekcją męską a żeńską powstał sektor „familijny”.

Plaża nad Wartą w Poznaniu, 1927 | foto NAC

Mieszkańcy uwielbiali nadwarciańską rekreację. „W niedzielne popołudnia wśród kwiatów, krzewów i drzew, w alejkach, na ławeczkach i w zakątkach ogrodu można było spotkać rodziny z dziećmi, starsze nobliwe damy, młodych kawalerów i pary szukające chwil radości na łonie natury” – pisze Piotr Libicki o popularnym w XIX wieku publicznym ogrodzie Tivoli, na wysokości wsi Piotrowo.

Równie chętnie wybierano się na rejsy parowcami po rzece, jak tym o nazwie Oberbürgermeister Witting, zabierającym na pokład pięćstet osób.

Chociaż miejska marina nie powstała do dzisiaj, to współcześnie można wybrać się w rejs tramwajem rzecznym uruchomionym w 2015 roku. Początkowo tramwaj zatrzymywał się przy plażach miejskich, ale w ostatnich latach wyrusza z przystani przy katedrze i płynie bezpośrednio w kierunku Starołęki lub Koziegłów. Niestety, w tym roku z uwagi na (prze)budowę Mostu Chrobrego rejsy się nie odbywają. Można za to niezmiennie spędzić czas w kajaku, na przykład podczas Poznańskiej Kajakowej Masy Krytycznej.

Pierwsza odbyła się w 2008 roku i od tego czasu cyklicznie organizujemy grupowe spływy. W największym z nich wzięło udział czterysta trzydzieści osób – mówi Jerzy Michałowski z Akademickiego Klubu Kajakowego Panta Rei. – Chcieliśmy zwrócić uwagę mieszkańców miasta na Wartę, wyciągnąć ich z domów, pokazać, że nad wodą można się świetnie bawić, korzystać z aktywności fizycznej – dodaje.

197706325_3993955704036053_8919517667275554592_n
Poznańska Kajakowa Masa Krytyczna | foto materiały publiczne z Kajakowej Masy Krytycznej Akk Panta Rei
DCIM100MEDIADJI_0655.JPG
Poznańska Kajakowa Masa Krytyczna | foto materiały publiczne z Kajakowej Masy Krytycznej Akk Panta Rei

Spływ zaczyna się w Puszczykowie, gdzie kajakarze ruszają z przystani Niwka. Następnie dzielą się na dziesięcioosobowe grupy i płyną aż do poznańskiego Mostu Przemysła. – Tam czekamy na siebie, by razem, tą wielką kolorową grupą, dopłynąć do mety przy moście Świętego Rocha. Płynące przez miasto setki kolorowych kajaków robią wrażenie. Ludzie na brzegach machają do nas, robią zdjęcia. Nie sposób nas nie zauważyć – cieszy się Michałowski.

Klub Panta Rei powstał w 1975 roku przy Politechnice Poznańskiej, ale w 1998 roku na siedem lat zawiesił działalność. Dziś, po reaktywacji, niemal co tydzień organizuje spływy kajakowe nie tylko na Warcie czy innych wielkopolskich rzekach, ale również za granicą. Do klubu należą osoby w różnym wieku. Podobnie jest podczas Poznańskiej Kajakowej Masy Krytycznej. – Warta jest dość łatwą rzeką do spływu. Ma silny prąd, który popycha kajak do przodu – zachęca Michałowski. Nie pozostaje więc nic innego jak rezerwować spływ albo spakować koc, przekąski i ruszyć nad rzekę.

Polecamy również

Chcesz wiedzieć o wszystkim, co najważniejsze w poznańskiej kulturze?
O wydarzeniach, miejscach, ludziach, zjawiskach, trendach?
Zapisz się do naszego piątkowego dynkslettera!