POLECAM POZNAŃ!
Cykl, w którym Poznaniacy i Poznanianki opowiadają o swoich kulturalnych zainteresowaniach i spędzaniu wolnego czasu w mieście.
Joanna Lip
– przewodniczka miejska PTTK po Poznaniu, autorka e-booka Wstęp do Poznania, prowadzi instagramowe konto @poznanska_kamienica, na którym opowiada o najciekawszych budynkach miasta; pochodzi z Pomorza, od dekady mieszka na Łazarzu
Gdy przeprowadziłam się do Poznania, Łazarz był uznawany za niebezpieczną i nieatrakcyjną dzielnicę. Dziś nie przypomina siebie sprzed dekady, a ja z przyjemnością obserwuję tę zmianę. Najpierw pojawiła się kawiarnia Vandal, a za nią kolejne knajpki, które przyciągają okolicznych mieszkańców. Do Vandala zaglądam o każdej porze, ponieważ przychodzi tam wielu znajomych, gromadzi się cały fyrtel. To doskonałe miejsce na poranną kawę, do pracy popołudniu lub na wieczorne spotkania z bliskimi. Kawy warto również spróbować w Tętnie na ulicy Małeckiego i Kanale przy Kanałowej, a po coś słodkiego wpaść koniecznie do Masz Babo Placek i Dżungla Café.
Na obiad na mieście niezmiennie wybieram Pakamerę, najbardziej lubię ich pizzę truflową z grzybami oraz pepperoni z miodem i chilli. Uwielbiam to połączenie ostrości i słodyczy! Gdy wyjeżdżam poza Łazarz, chętnie wracam do Warzywniaka, Pitagorasa i Gotuyam na Śródce. Z reguły jednak gotuję w domu, przede wszystkim kuchnię polską. Robię najlepszy żurek na świecie!
Kiedyś spacerowałam spontanicznie, dzięki temu poznawałam bliższe i dalsze okolice. W taki sposób pracowałam nad internetowym profilem, a później nad książką Wstęp do Poznania. Od jakiegoś czasu dużo wyjeżdżam i pracuję zdalnie, dlatego planuję spacery.
Poznań w ogóle mi się nie znudził. Gdy wydaje się, że znam już każdy kąt, natrafiam na kolejne niesamowite historie, które są warte opowiedzenia. Przewodnik, który wydałam to pięćset stron poświęconych tylko centrum miasta. Pozostałe dzielnice są równie ciekawe i warte odwiedzin.
W wolne dni zabieram rower i wyjeżdżam na przejażdżki po oddalonych od centrum rewirach. Szczególnie miło jest na Szachtach, to mój ulubiony park. Koi mnie w nim zieleń i szum wody, a jego historia niezmiennie pociąga. Na przełomie XIX i XX wieku wydobywano tam glinę, która potrzebna była w cegielniach prężnie rozwijającego się wtedy miasta. Stąd tak dużo na Szachtach stawów. Czasami biorę ze sobą hamak i przesiaduję tam całe popołudnia.
Innym razem warto wybrać się rowerem do Rezerwatu Meteoryt Morasko albo na południową Wildę, by zobaczyć Plac Lipowy i cmentarz przy Bluszczowej. Pięknie jest również na osiedlu Warszawskim, Podolanach i Krzesinach.
Mieści się tam jeden z dwóch kościołów w stylu norweskim w Polsce (kościół Matki Boskiej Królowej Korony Polskiej), drugi to świątynia Wang z Karpacza. Ten poznański wybudowano w 1911 roku jako część Wystawy Wschodnioniemieckiej, tak jak budynek, w którym dziś mieści się restauracja Port Sołacz. Po wystawie świątynię zdemontowano i przeniesiono do dzielnicy kojarzonej dziś przede wszystkim z 31. Bazą Lotnictwa Taktycznego.

Joanna Lip w Vandalu na Łazarzu | foto Michał Sita
Latem mam mniej zapału do przesiadywania w bibliotekach i kwerend na temat historycznej zabudowy. Jestem bardzo sportową osobą i niemal każdą wolną chwilę spędzam na macie lub w wodzie. Wszędzie poruszam się rowerem, jeżdzę na wrotkach, co najmniej cztery razy w tygodniu wychodzę na basen. Korzystam z sezonowego odkrytego basenu w Parku Kasprowicza, a w niepogodę z nowej krytej pływalni POSiR Grunwald przy Taborowej. Pływam również w jeziorach, Rusałce i Kiekrzu, gdzie z łatwością można dostać się jednośladem. Obserwuję, że wokół pływania powstają różne społeczności, chciałabym dołączyć do kobiecej grupy Baseniary.
Dziewczyny wspólnie pływają, wychodzą na kawę, dopingują się. To dobry sposób, by poznać nowe osoby, tym bardziej, że wielu moich znajomych nie daje się namówić na basen o siódmej rano, a to moja ulubiona pora, bo jestem rannym ptaszkiem.
Od wielu lat praktykuję jogę, a od niedawna jestem jej nauczycielką. Prowadzę zastępstwa w studiu Yoga Friends na Jarochowskiego, a na własne treningi wybieram różne kluby. Przygodę z jogą zaczynałam w Surya Yoga, długo uczyłam się w Domu Kultury Jogi, za to w wakacje polecam darmową jogę pod chmurką, którą organizuje Ulla Wilczyńska-Kalak. W każdą wakacyjną sobotę spotykamy się rano na Jodze na Arenie, a w niedzielne poranki na Jodze przy Fontannie w Parku Mickiewicza.

Joanna Lip w Vandalu na Łazarzu | foto Michał Sita
Również z przyjaciółmi lubię umawiać się na świeżym powietrzu. Widujemy się w parkach albo w Ogrodzie Szeląg, gdzie dużo się dzieje. Co tydzień odbywają się tam kameralne koncerty Solo na Szelągu, można natrafić na zajęcia z ceramiki. Podoba mi się, gdy miejsce oferuje coś więcej niż tylko gastronomię. Podobnie jest w wspomnianym Vandalu czy wildeckim Studio Chaos. Odbywają się tam zajęcia z jogi, warsztaty tkackie, kaligraficzne czy zajęcia z rysunku architektonicznego.
Jestem przewodniczką od siedmiu lat, nieustannie wychodzę na zorganizowane spacery i uczę się nowych rzeczy. To dlatego, że każda wycieczka jest inna, a przewodnicy specjalizują się w różnych dziedzinach – ktoś skupia się na modernizmie, ktoś inny na biografiach, a czyimś konikiem są ślady Piastów. Razem z przyjaciółmi z Koła Przewodnika, Zbyszkiem Zachariasikiem (prowadzącym w DYNKSIE cykl Kamienice Poznania) i Olą Nyką, regularnie umawiamy się na kameralne spacery z kawą na wynos, podczas których wymieniamy się ciekawostkami i uczymy od siebie nawzajem.
Dodatkowo, co tydzień, widujemy się na szkoleniach w siedzibie Koła Przewodników na Placu Kolegiackim. Odbywają się tam wykłady i prelekcje zaproszonych historyków, architektów, urbanistów. Koło to międzypokoleniowe towarzystwo, najmłodsi mają dziewiętnaście lat, a najstarszy przewodnik obchodził niedawno setne urodziny. Nadal można pójść z nim na spacer! Takie darmowe przechadzki nasze koło organizuje w każdą sobotę i niedzielę.
Wstaję, jak już mówiłam, wcześnie, więc trudno namówić mnie na wieczorne wyjście na miasto. Jeśli biorę udział w wydarzeniach, zazwyczaj są one związane z moją pajsą.
To przede wszystkim spotkania i dyskusje o budynkach, architekturze i historii. Mimo to, częściej zostaję w domu, czytając książki. Sięgam głównie po literaturę non-fiction, w tym reportaże. Interesują mnie tematy społeczne i psychologiczne. Aktualnie czytam książkę Kamy Wojtkiewicz Sobą zajęci. O pułapkach samorozwoju i kultury terapeutycznej. Autorka analizuje, z jaką łatwością terapia może zamienić się w nawyk bez celu i jak język z niej zaczerpnięty może utrudniać codzienną komunikację. To bardzo ciekawy temat.
Słucham też podcastów, głównie historycznych i psychologicznych, ale nie tylko. Śledzę między innymi Podcast Amerykański oraz program Z miłości do gór, wydawany przez Tatrzański Park Narodowy.
Czasami znajomym uda się wyciągnąć mnie na parkiet. Wychodzę wtedy do Śliny, lubię muzykę elektroniczną. Fantastycznie wspominam imprezę Boiler Room z Londynu, która była skrojona na moje potrzeby. Trwała od czternastej do dwudziestej drugiej – wybawiłam się i już przed północą smacznie spałam w hotelowym łóżku.