
POZA KADREM
autorski podcast Darii Sienkiewicz
o filmowym życiu Poznania
Posłuchaj!
Poznań znany jest ze sporej liczby kin studyjnych (mamy ich sześć) i festiwali filmowych o międzynarodowej renomie. Od lat prężnie rozwija się tu edukacja filmowa, nie brakuje organizacji oraz instytucji związanych z kulturą, ani młodych twórców, promujących kino niezależne czy krótkometrażowe. Jak wiele dużych miast w kraju, stolica Wielkopolski również posiada własną komisję filmową, zwaną z angielska Poznań Film Commission (PFC). Mimo to, widok przechadzających się po ulicy statystów i tłumnie rozstawionych na chodnikach kamer należy tu do rzadkości. Dlaczego?
Przez lata pojawiało się i znikało wiele instytucji zajmujących się produkcją filmową. Nie bez powodu na Poznań Film Commission mówi się żartobliwie „potwór z Loch Ness”, co Karolina Miśkiewicz, specjalistka ds. komunikacji i kontaktu z mediami w PFC, tłumaczy konsternacją lokalnej branży. Nie da się ukryć, że jest to twór zmieniający oblicza, który co jakiś czas powraca w odświeżonej formie.

Konferencja „Dlaczego Poznań nie jest jeszcze filmowym miastem?” organizowana przez Poznań Film Commission | foto M. Zakrzewski
PFC powstała w 2013 roku jako projekt Estrady Poznańskiej i Urzędu Miasta, wspierający produkcje filmowe, telewizyjne i reklamowe oraz promujący potencjał filmowy miasta. – Poznań Film Commission ma ułatwiać tworzenie filmów w Poznaniu, wspierać filmowców, stanowi pomost dla współpracy z władzami. Naszym zadaniem jest wyciągnąć na powierzchnię potencjał filmowy miasta, bo naprawdę mamy przepiękne lokacje i absolutnie wyjątkowe historie, które się za nimi kryją – mówi Karolina Miśkiewicz.
By poznać potrzeby lokalnej branży, a także know-how innych regionalnych komisji filmowych, Estrada Poznańska zorganizowała niedawno w Słodowni Starego Browaru konferencję o trafnym i nurtującym wielu tytule: Dlaczego Poznań nie jest jeszcze filmowym miastem?
Podczas tego wydarzenia gromadzącego ponad dwieście pięćdziesiąt osób odbyły się panele z udziałem przedstawicieli komisji i funduszy z innych miast, a także prezentacja badań środowiska filmowego w Poznaniu autorstwa dr Zofii Małkowicz i prof. Marcina Adamczaka, zrealizowanych na zlecenie Poznań Film Commission.
Sala wypełniła się spragnionymi networkingu producentami, twórcami filmowymi, dziennikarzami i dystrybutorami, pokazując, że Poznań nie należy wcale do miast filmowo martwych.
O tym, jakie wnioski wyciągnęło z konferencji PFC zapytałam Joannę Piotrowiak, wicedyrektorkę Estrady Poznańskiej ds. filmu: – Najważniejszą informacją zwrotną od środowiska były dla nas braki w obszarze komunikacji i informacji ze strony PFC oraz ogromna potrzeba spotkań tworzących przestrzeń nawiązywania współpracy, wymiany opinii oraz dzielenia się wiedzą. Poznań w branży filmowej stanowi miasto wolnych strzelców, a produkcja filmów to przecież praca zespołowa. Dlatego dostrzegam tutaj ważną rolę komisji jako przewodnika i inicjatora tych wymian. Nie jesteśmy oczywiście w stanie zaspokoić wszystkich potrzeb branży, dlatego potrzebujemy wielu sojuszników – uczelnie, profesjonalistów, władze – oraz otwartości samych zainteresowanych. Raportem i konferencją nagłośniliśmy temat w mieście i jego filmowym środowisku. Teraz zamierzamy ten proces kontynuować, budując strategię działania, będąc w stałym kontakcie z przedstawicielami branży.
W szerokiej ofercie PFC znajduje się dzisiaj między innymi wyszukiwanie lokacji i zarządzanie nimi, załatwianie zgód na filmowanie i zajęcie pasa drogowego czy organizacja dokumentacji. Od kilku lat brakuje jednak czegoś fundamentalnego dla rozwoju i ożywienia lokalnej produkcji – funduszu filmowego.
W latach 2008–2011 filmowcy mogli ubiegać się o dotacje działającego również w strukturach Estrady Poznańskiej Wielkopolskiego Funduszu Filmowego (WFF).
Na jego budżet składały się Urząd Marszałkowski Województwa Wielkopolskiego i Urząd Miasta Poznania. WFF pomógł takim produkcjom jak: Felix, Net i Nika oraz Teoretycznie Możliwa Katastrofa Wiktora Skrzyneckiego, film animowany Jak szukaliśmy Lailonii w reżyserii Jacka Adamczaka czy dokument Komeda, Komeda Nataszy Ziółkowskiej-Kurczuk.
W 2012 roku WFF przekształcił się w Regionalny Fundusz Filmowy Poznań, mechanizm ściśle miejski. Dwa lata później funkcjonował już w ramach Poznań Film Commission, która weryfikowała wnioski, przekazując je dalej komisji miejskiej, a ta, po odpowiedniej analizie, przedstawiała ostateczne propozycje współpracującym ekspertom filmowym. W międzyczasie działała u nas z przerwami Instytucja Filmowa „Film-Art”, której organizatorem był zarząd województwa wielkopolskiego. Zajmowała się między innymi produkcją filmową, jej promocją w regionie i współpracą w przygotowaniu różnych przedsięwzięć kulturalnych. „Film-Art” był koproducentem niesławnej polskiej superprodukcji historycznej Hiszpanka w reżyserii Łukasza Barczyka. W 2017 roku „Film-Art” zlikwidowano.

Konferencja „Dlaczego Poznań nie jest jeszcze filmowym miastem?” organizowana przez Poznań Film Commission | foto M. Zakrzewski
Dzisiaj filmowcy mogą ubiegać się o środki finansowe z Wielkopolskiej Fundacji Filmowej, programów operacyjnych Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej albo prywatnych firm. Wsparcie organizacyjne oferuje także Poznańska Lokalna Organizacja Turystyczna (PLOT). Jan Drobczyński, młody filmowiec stojący na czele poznańskiego Stowarzyszenia Filmowego Neon, liczącego obecnie czterdziestu członków, przyznaje bez ogródek: – Bez finansowania trudno mówić o regularnym rozwoju, profesjonalizacji i zatrzymywaniu młodych w regionie. Najważniejsze jest stworzenie funduszu filmowego. Jeśli powstanie, będzie to ogromny krok dla Poznania i realna zmiana dla ludzi, którzy chcą tu robić filmy. Ważne byłoby również wsparcie debiutantów, choćby poprzez mniejsze granty, programy wspierające pierwszą produkcję, konkursy scenariuszowe czy pomoc przy krótkich metrażach.
Faktycznie, biorąc pod uwagę szeroką paletę działań innych komisji filmowych w Polsce, PFC ma zdecydowanie skąd czerpać inspiracje.
Przykładowo Mazovia Warsaw Film Commission dwa razy w roku oferuje studentom programy stażowe na planie wybranych koprodukcji i organizuje Script Wars – Mazowiecki Konkurs Scenariuszowy na historie, których akcja osadzona jest w Warszawie lub na Mazowszu. Gdański Fundusz Filmowy chlubi się konkursem Short Labdla scenarzystów chcących zrealizować krótki metraż powiązany z Gdańskiem (fabularnie, lokalizacyjnie lub poprzez zespół twórców). Z kolei działający od 2008 roku Dolnośląski i Wrocławski Fundusz Filmowy udowadnia, jak łączenie sił miejskich i wojewódzkich może skutecznie rozwijać filmowo cały region.

Jan Drobczyński, Festiwal Filmowy Argon 2025 | foto mat. pras.
Jakie jeszcze oczekiwania mają wobec PFC młodzi filmowcy i filmowczynie? – Poznań Film Commission powinna nie tylko promować miasto jako lokację zdjęciową, ale ułatwiać również kontakt z urzędami, instytucjami, lokalnymi ekipami i producentami, którzy mogliby realizować projekty w Wielkopolsce. Potrzebna jest szersza baza lokalnych twórców, ekip, firm i lokacji, żeby produkcje przyjeżdżające do Poznania wiedziały, z kim mogą tu pracować – wylicza Drobczyński.
Warto zaznaczyć, że na stronie poznanfilmcommission.pl można znaleźć całkiem imponującą listę lokacji, firm oraz lokalnych artystów i twórców filmowych, którzy tylko czekają na kontakt i chęć współdziałania.
Do potrzeb debiutantów dochodzi także stały dialog ze środowiskiem i promocja lokalnych inicjatyw. – Dla wielu początkujących filmowców z Poznania naturalną perspektywą staje się wyjazd do szkoły filmowej, najczęściej w Łodzi, Katowicach lub Warszawie. Nierzadko największą barierą okazuje się brak łączności ze środowiskiem. Stowarzyszenie Filmowe Neon działa właśnie dlatego, że udało nam się zebrać zespół pasjonatów, którzy aktywnie poszukiwali ekip filmowych i planów zdjęciowych, chcąc sprawdzić swoje możliwości w praktyce. To nam się udało, dlatego wiem, że Poznań ma ogromny potencjał. Czas, żeby kultura stała się najważniejszym wyzwaniem dla miasta – mówi Jan Drobczyński.

Plan filmu „Break in News” | foto Stowarzyszenie Filmowe Neon
Przyznaje, że przez lata kręcenia filmów w Poznaniu nie mógł narzekać na jedno: pomoc Poznaniaków. – Wielokrotnie spotykaliśmy się z dużą życzliwością mieszkańców, lokalnych instytucji, firm, miejsc i osób prywatnych. Ludzie potrafią otworzyć drzwi, udostępnić przestrzeń, pomóc organizacyjnie albo po prostu wejść w projekt z dobrą wolą – cieszy się prezes Neonu.
Na fundusz filmowy oraz strategię funkcjonowania Poznań Film Commission potrzebne są środki, o które Estrada Poznańska zawnioskowała już w ramach poprawki budżetowej.
Jak zapewnia Joanna Piotrowiak, zostanie ona poddana głosowaniu na Radzie Miasta już w czerwcu. – Zależy mi na stworzenie przemyślanej strategii z uwzględnieniem kilku ścieżek rozwoju. Jednocześnie czuję presję środowiska i ją rozumiem. Chcielibyśmy wszyscy, by coś już się zadziało w temacie filmu w Poznaniu. Jest to dla mnie ważny projekt, dlatego zapraszam do pracy nad nim doświadczonych i profesjonalnych sojuszników. Przed nami jeszcze kilka kroków, zanim Poznań będzie można nazwać prężnym ośrodkiem filmowym – podkreśla wicedyrektorka Estrady Poznańskiej.

Lokacja z bazy Poznań Film Comision | foto Poznań Film Commision
Stolica Wielkopolski może grać Warszawę, Wrocław, Paryż, Berlin, a nawet Kopenhagę – wystarczy tylko puścić wodze fantazji i wyeksponować klimat naszego miasta. Nie mamy co prawda dużych hal produkcyjnych, ale są Międzynarodowe Targi Poznańskie z dużym filmowym potencjałem. Wynajęcie metra kwadratowego drogi jest u nas, w porównaniu z innymi dużymi miastami, bardzo tanie – stawka dzienna wynosi dziesięć groszy, o czym wspominał na konferencji w Słodowni Grzegorz Jura, przewodniczący Komisji Kultury i Nauki Rady Miasta. Ze strony radnego pojawiła się także deklaracja wsparcia finansowego przyszłego funduszu filmowego, a także propozycja stworzenia hubu filmowego w jednej z miejskich kamienic.
Jedno jest pewne, zgadzają się z tym wszyscy, że stworzenie funduszu filmowego przyniesie miastu szereg korzyści, ożywiając jeszcze bardziej lokalną ekonomię oraz promując miasto i region.
– Fundusze dobrze się zwracają. Przykładowo, jeżeli producent uzyska od nas dofinansowanie w wysokości stu tysięcy, będzie musiał u nas wydać dodatkowo pięćdziesiąt tysięcy. W wydatki wliczają się usługi hotelarskie i gastronomiczne, wynajem sprzętu czy zatrudnienie lokalnych specjalistów – tłumaczy reprezentująca Poznań Film Commission Karolina Miśkiewicz.
Raport z badań poznańskiego środowiska filmowego Estrada opublikuje już niedługo, dołączając do niego cenne refleksje z kwietniowego wydarzenia. Joanna Piotrowiak: – Konferencja, którą potraktowaliśmy jako zaproszenie do współpracy, zadawała pytanie o to, czy Poznań może mieć filmową przyszłość. Usłyszeliśmy na niej, że tak. Już po kilku dniach wiele osób zaczęło kontaktować się z nami bezpośrednio. Z pewnością spotkamy się wkrótce w jeszcze większym gronie.