
Po-Dzielnia
Głogowska 27 | Łazarz
niedziela-poniedziałek zamknięte
wtorek-sobota 12:00-18:00
Jest na Łazarzu miejsce, w którym żywo praktykuje się ekonomię współdzielenia. Filozofia stojąca za tzw. sharing economy wyrasta nie tylko z potrzeby sąsiedzkiej kooperacji i troski o kurczące się zasoby planety, ale przede wszystkim z konsumenckiej świadomości, że pod hasłem „sharing is caring” (dzieląc się, pomagasz) nie muszą kryć się puste frazesy, lecz realne narzędzie zmiany. Od 2018 roku z powodzeniem udowadnia to działające przy ul. Głogowskiej 27 Centrum Ekonomii Współdzielenia Po-Dzielnia.
W świecie powszechnej nadprodukcji i marnotrawstwa za rzadko myślimy o innych. A co, jeśli ten ciśnięty w kąt szafy sweter wciąż mógłby się komuś przydać? Remedium na przesyt niechcianymi już, choć wciąż zadbanymi ubraniami znaleźli kilka lat temu lokalni ekoaktywiści działający na fejsbukowych grupkach. Wśród nich była Katarzyna Wągrowska, edukatorka, jedna z pięciu pomysłodawczyń i opiekunek Po-Dzielni.
Najpierw były giveboxy – ogólnodostępne szafy do wymiany ubrań, które po 2016 roku zaczęły wyrastać w Poznaniu niczym grzyby po deszczu. – Chcieliśmy, aby były demokratyczne i dostępne dla wszystkich przez całą dobę, tak, aby ktoś, kto wstydzi się oceny innych, mógł przyjść anonimowo, kiedy chce i zabrać rzecz, której naprawdę potrzebuje – opowiada Wągrowska. Pierwsza szafa powstała na Jeżycach, a kolejne na Łazarzu, Wildzie, w Bramie Poznania i na Piątkowie. Dom Kultury postawił jedną w Suchym Lesie, a w międzyczasie kolejna pojawiła się także na osiedlu Kopernika.
Gdy pytam Katarzynę, skąd czerpali inspiracje, dowiaduję się, że z zagranicy, bo o szafach ulicznych niewielu wówczas w Polsce słyszało.
– Poznań był w naszym kraju pionierem, my byliśmy pionierami. Podpatrzyłam tę ideę w internecie, widziałam, że takie miejsca powstają w Niemczech, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie. Ludzie dzielili się tam całym know-how: gdzie ustawiać szafy, jak je porządkować i dlaczego trzeba do nich regularnie zaglądać – tłumaczy aktywistka.

Po-Dzielnia | foto Marcin Sokalski
Giveboxy okazały się dużym sukcesem – na tyle dużym, że dosłownie pękały w szwach. Szybko pojawiło się więc marzenie o lokalu, który w zorganizowany sposób pośredniczyć będzie w wymianie rzeczy, a jednocześnie stanie się miejscem sąsiedzkiej integracji. – Prężnie działając przy stawianiu i porządkowaniu szaf, udało nam się lepiej poznać. Zbudowaliśmy nieformalny jeszcze wówczas kolektyw, który nieustannie kminił, jak móc dalej zmieniać świat na lepsze. Minusem giveboxów był nieporządek. Nasza grupa aktywistyczna robiła, co mogła, ale przecież nikt nie był w stanie doglądać szaf przez całą dobę. Pomyśleliśmy więc o stworzeniu miejsca, gdzie zawsze będzie na posterunku ktoś z osób wolontariackich – wspomina Katarzyna.
Dzięki konkursowi „Otwarta strefa kultury Łazarz” Po-Dzielnia otrzymała w 2018 roku od miasta lokal przy Głogowskiej 27.
Remont sfinansowano z crowdfundingu, a przez pierwsze trzy lata miejsce było zwolnione z czynszu. Pomysłodawczynie projektu – Katarzyna Wągrowska, Kalina Olejniczak, Anna Kaczmarek, Agata Markisz-Kmita i Daria Mielcarzewicz zyskały możliwość, by na szerszą skalę propagować ideę zero waste wśród mieszkańców miasta, organizować warsztaty edukacyjne i kawiarenki naprawcze, gościć wystawy poznańskich artystów, prowadzić lekcje w szkołach, ubiegać się o granty i zacieśniać więzi sąsiedzkie.

Michał J. Kosicki podczas Rowerowej Kawiarenki Naprawczej w Po-Dzielni | foto Po-Dzielnia
Na sukcesy Po-Dzielni pracuje cały zespół, w tym liczna, bo trzydziestoosobowa grupa wolontariacka, dbająca w lokalu o porządek i atmosferę serdeczności.
– Można powiedzieć, że Po-Dzielnia jest kobietą, bo jesteśmy ekipą niemal w stu procentach żeńską, złożoną z osób o przeróżnym podłożu społecznym, doświadczeniu zawodowym, wykształceniu i wieku – opowiada moja rozmówczyni. Nie oznacza to, że mężczyźni nie są tu mile widziani, wręcz przeciwnie. Freeshop jest otwarty na pomoc każdemu, a męskie ubrania są tu na wagę złota. – Ciągle apeluję: drodzy mężczyźni, zróbcie czasem czystki w szafach i przynieście do nas to, co niepotrzebne. Na te rzeczy jest ogromne zapotrzebowanie, szczególnie wśród osób z uboższych rodzin, pracujących na świeżym powietrzu lub doświadczających kryzysu bezdomności – tłumaczy pomysłodawczyni projektu.
Ważnym efektem działalności Centrum Ekonomii Współdzielenia jest sąsiedzka integracja. Po-Dzielnia ma regularnych bywalców, między którymi tworzą się mniej lub bardziej zażyłe relacje. Wymieniają się rzeczami codziennego użytku, uczą się wspólnie szyć i przerabiać ubrania, uczestniczą w akcjach proekologicznych. W odwiedziny przychodzą tu także studenci i studentki z kierunków artystycznych, którzy z oversizowych garniturów i koszul tworzą różne przeróbki oraz kolaże na zaliczenie.

Od lewej: Katarzyna Wągrowska, Kalina Olejniczak, Anna Kaczmarek, Agata Markisz-Kmita, Daria Mielcarzewicz | foto Wojciech Owczarski
Po-Dzielnia dowodzi, że działania społeczno-twórcze mogą mieć uzdrawiający wpływ na tutejszą wspólnotę. Widać to zwłaszcza wśród seniorów. – Przychodzą do nas osoby starsze, które są samotne lub mają rzadki kontakt z rodziną. Angażują się w projekt, bo chcą coś zrobić dla siebie i innych, poczuć się potrzebne. Mieliśmy już przypadki, że ktoś przychodził do nas o lasce lub o kulach, a po kilku miesiącach już ich nie potrzebował. Praca we wspólnocie z misją stawia ludzi na nogi – opowiada Wągrowska.
A jak w świecie nadprodukcji i uzależniających aplikacji zakupowych być zdroworozsądkowym konsumentem?
– Zanim podejmie się ostateczną decyzję o zakupie, warto zadać sobie kilka pytań – radzi Agnieszka Rahimi, współzałożycielka poznańskiego sklepu Vintage & Friends, który narodził się z potrzeby zmiany sposobu patrzenia na rynek second handów w Polsce. Celem Agnieszki i jej przyjaciółki Asi Kulmy było wytwarzanie jakościowych ubrań z materiałów, które zostały już wyprodukowane, jak koce, pledy czy kołdry. Tak powstały kolekcje unikatowych patchworkowych kurtek, jakich nie sposób znaleźć w galeriach handlowych. Na początku nie było jednak łatwo. Obie spotkały się z dużą liczbą odmów ze strony poznańskich krawców i krawcowych, niewielu wierzyło bowiem w sens szycia ze znalezionych produktów.

Givebox Łazarz foto | Givebox Poznań
– Zależało nam na tym, by przetrzeć szlak i pokazać ludziom, że materiały, które ktoś kiedyś spisał na straty, można wykorzystać ponownie w kreatywny sposób. Oprócz tego wpadłyśmy na pomysł propagowania rzeczy z drugiej ręki poprzez uważną selekcję, pranie i naprawianie, a później sprzedawanie ich w zupełnie nowym, odświeżonym stanie. Otwierając sklep stacjonarny na Zwierzynieckiej 15 wiedziałyśmy, że jesteśmy pierwszym sklepem w mieście, który pierze rzeczy z drugiego obiegu – opowiada Rahimi, która wraz z Asią udowadnia, że porzucone ubrania mogą zyskać drugie życie w znacznie bardziej estetycznej i zorganizowanej wersji, niż można byłoby się tego spodziewać.
Problemem dzisiejszych lumpeksów, freeshopów oraz sklepów vintage coraz częściej staje się nadmiar.
Podaż zwiększa popyt, ubrania zalewają półki, a konsumenci podczas sezonowych wyprzedaży i tak wolą wybrać się na zakupy w centrach handlowych, których w Poznaniu nie brakuje. Pytam Agnieszkę, jak skala problemu wygląda z jej perspektywy. – Tylko w zeszłym miesiącu przesortowałam ręcznie tonę ubrań, z której wyciągnęłam 230 kg wartych odnowienia. Żeby te 230 kg wyłowić, muszę przerzucić przez swoje ręce masę poliestru. Zazwyczaj są to rzeczy z chińskich platform, odznaczające się bardzo krótkim cyklem życia. Najczęściej natykam się na akrylowe swetry świąteczne, których ludzie pozbywają się nieustannie. Źle się te rzeczy dotyka, a co dopiero nosi.
Okazuje się, że spory wpływ na zjawisko ubraniowego przesytu miało w ostatnim roku również prawo, o czym opowiada Katarzyna z Po-Dzielni: – Gdy zmieniła się ustawa o odbieraniu odpadów tekstylnych, a z ulic zaczęły znikać kontenery PCK i Caritasu, ludzie zaczęli masowo przynosić do nas ubrania. Z tego powodu wprowadziłyśmy limit dziesięciu sztuk odzieży na osobę. Ubrania muszą być czyste, niezniszczone, bez dziur, bo inaczej traktujemy je jak odpady.

Po-Dzielnia | foto Marcin Sokalski
Jak wynika z raportu firmy doradczej OC&C Strategy Consultants, w 2029 roku co trzeci kupowany w Polsce element garderoby będzie z drugiej ręki.
Z jednej strony brzmi to pozytywnie, z drugiej – niekoniecznie, bo co, jeśli w obiegu będą pojawiać się głównie ubrania z materiałów sztucznych, niekiedy nawet toksycznych? W dobie zarówno nadmiernego konsumpcjonizmu, jak i rosnącej świadomości konsumenckiej warto chyba postawić jednak na optymizm, z czym zgadza się Agnieszka z Vintage & Friends. – Lubię myśleć, że Poznań jest miastem ludzi świadomych, bo do nas takie osoby przychodzą najczęściej. Nabywanie rzeczy używanych w końcu stanie się powszechne. Naszą misją jest uświadamianie ludzi, że nie musimy kupować nowych rzeczy, że warto się zatrzymać i zastanowić, czego naprawdę potrzebujemy.
Doskonałą alternatywą dla pobudzającego wytwarzanie serotoniny kupowania może być właśnie współdzielenie. Zrobienie czegoś dobrego dla innych, przy jednoczesnej trosce o planetę naprawdę robi nam dobrze: zarówno na głowę, jak i na ciało. Katarzyna Wągrowska: – Wspólnotowość w aktywizmie jest niezbędna, dlatego gorąco zachęcam do samoorganizowania się i wychodzenia ze swojej bańki. Działanie razem wzmacnia poczucie sprawczości. Bierzmy sprawy w swoje ręce i działajmy. Miałam takie podejście, gdy zakładałyśmy Po-Dzielnię i mam je do dzisiaj.