
MIASTOTWÓRCY
autorski podcast Jakuba Głaza
o architekturze i przestrzeni miejskiej Poznania
Posłuchaj!
„Moja babcia (…) dostała jedno z pierwszych mieszkań na osiedlu Piastowskim. (…) Gdy weszła do nowego mieszkania uklękła i modliła się ze szczęścia. Wprowadziła się tam z 5-osobową rodziną. (…) Zmarła w wieku 96 lat i często wspominała moment odbioru mieszkania, jako jeden z najszczęśliwszych w życiu” – to wspomnienie jednej z osób, które odwiedziły już wystawę Wszystko było w zasięgu. Historia ratajskich osiedli w Galerii Śluza.
Radość babci nie dziwi. Kiedy w 1966 roku zaczynała się budowa ratajskich osiedli, Poznaniacy żyli w kiepskich warunkach: mieszkaniach dzielonych między kilka rodzin, z piecami na węgiel, często bez łazienek i ustępów, nierzadko w oficynach, suterenach lub barakach. W dorosłe życie wkraczały głodne mieszkań roczniki powojennego boomu. Klękając, babcia błogosławiła zatem cywilizacyjny skok, przenosiny na mieszkanie nieco przyciasne, ale własne i przede wszystkim z wygodami: centralnym ogrzewaniem, ciepłą wodą, a w wysokich budynkach – z windą.
W lipcu minęło sześćdziesiąt lat od wmurowania kamienia węgielnego pod pierwszy blok dzielnicy – właśnie na Piastowskim. Kilka dni wcześniej odbył się wernisaż wystawy, której kuratorkami są Anna Pikuła, Magdalena Popławska, Olga Tarczyńska-Polus i Alicja Figarska.
– Podczas pracy nad ekspozycją pozytywnie nas zaskoczyło, że przyjęte przed laty założenia urbanistyczne, architektoniczne i społeczne w zasadzie się sprawdziły, a mieszkańcy dostrzegają je i doceniają – mówi Olga Tarczyńska-Polus. – Ludzie często mówili nam o wszechobecnej zieleni, otwartych przestrzeniach i o tym, że wszystko jest pod ręką. To pokazuje, jak ważne jest całościowe, spójne planowanie.
Takie planowanie było typowe dla czasów powojennych, gdy budowę nowych osiedli wzięło na siebie państwo – do roku 1956 bezpośrednio, a po tej dacie z pomocą spółdzielni mieszkaniowych, które z niewielkich jednostek przerodziły się w kombinaty stawiające dzielnice wielkości średniego miasta. Było tak również w przypadku spółdzielni Osiedle Młodych, której władze zarządziły budowę dzielnicy Rataje obliczonej na około sto tysięcy mieszkańców. Dzielnicy, która wchłonęła trzy dawne wsie: Rataje, Żegrze i Chartowo wraz z przyległościami na prawym brzegu Warty, dotąd słabo zurbanizowanym, bo przez wieki Poznań rozwijał się na lewobrzeżu.
Rataje włączono w granice miasta dopiero w 1925 roku, a Żegrze i Chartowo piętnaście lat później. Jednak aż do lat 60. XX wieku zmieniło się tam niewiele, poza połączeniem z centrum miasta. Powstał most Królowej Jadwigi, a w rejon dzisiejszego ronda Rataje dotarł tramwaj, którego linię przedłużono potem do Starołęki. Rozwój hamowały konieczność uzbrojenia terenów i przesiedleń mieszkańców. Pierwsze po wojnie dzielnice mieszkaniowe powstawały zatem na mniej problematycznych terenach Dębca (od końca lat 40.) oraz Grunwaldu (dzisiejsze os. Popiełuszki, od lat 50.).
Grunwald był przy tym doświadczalnym poligonem przed wdrożeniem na pełną skalę nowej wtedy technologii wielkopłytowej, przewidzianej do budowy osiedli Rataj i Winograd.
Projektowanie Rataj zaczęło się w połowie lat 50., ale dopiero na początku następnej dekady powstał docelowy plan autorstwa Reginy Pawuły, Zdzisława Piwowarczyka i Jerzego Schmidta. Dwoje pierwszych odsunięto chwilę potem od dalszych opracowań, które wykonywał Schmidt z innymi architektami Miastoprojektu – wielkiego państwowego biura, w którym wymyślono znaczną część powojennego Poznania.
Plan z 1961 roku zakładał podział obszaru na tzw. dolny i górny taras Rataj. Pierwszy, położony niżej, objął wieś Rataje i teren wzdłuż Warty. Drugi, na wzniesieniu, wchłonął Chartowo i Żegrze. Między nimi zaplanowano obszerny park dzielnicowy, połączony szerokim zielonym pasmem z terenami nad Maltą. Projekty osiedli bazowały na tzw. jednostce sąsiedzkiej, czyli grupie budynków dla około cztery i pół tysiąca osób obsługiwanych przez jedną szkołę, sklep spożywczy i drobne punkty usługowe. Była to tzw. jednostka pierwszego stopnia.

Ulica Wioślarska (obecnie ul. Piłsudskiego), na pierwszym planie os. Jagiellońskie, dalej osiedla Oświecenia i Powstań Narodowych, 2. połowa lat 70. XX wieku | foto Zdzisław Nowicki | Wydawnictwo Miejskie Posnania | cyryl.poznan.pl
Drugi stopień łączył kilka jednostek sąsiedzkich, którym przyporządkowano w planach większe centrum handlowo-usługowe, dom kultury, szkołę średnią czy ośrodek zdrowia. Na najwyższym, trzecim stopniu, przewidziano obszerne centrum dla nowej dzielnicy oraz sąsiednich części prawobrzeża. Miało powstać na Łacinie, przy rondzie Rataje, w miejscu, gdzie w 2016 roku otwarto galerię Posnania.
Ratajskie centrum miało być dzielnicą sklepów, punktów usługowych z kinem, teatrem, stacjonarnym cyrkiem i wieloma innymi atrakcjami. Pomyślane było jako nowoczesna przeciwwaga dla lewobrzeżnego śródmieścia. Pierwsze koncepcje powstały w latach 60. Kolejne były wynikiem konkursu z końca lat 70. Nikt wtedy nie myślał, by – jak to się ostatecznie stało – umieścić wszystko pod dachem zwalistej i niemal bezokiennej bryły.
Dzielnicowe centrum nie powstało między innymi przez kryzysowe problemy późnego PRL-u. Osiedla dolnego tarasu – od Piastowskiego po Armii Krajowej, miały więcej szczęścia. Ich rozwój przypadł na czasy względnej koniunktury początku lat 70.
Dlatego dość szybko bloki obrosły niezbędnymi sklepami, żłobkami, przedszkolami czy placówkami kultury. Szybko też, także z udziałem samych mieszkańców – w czynach społecznych sadzone były drzewa i krzewy, które wspaniale dziś urozmaicają monotonne układy budynków. Bloki stanęły bowiem od linijki, nieco zbyt blisko siebie, w koszarowym ordynku pod dyktando budowlańców. Jadący prostym torem dźwig mógł dzięki temu obsługiwać swoim ramieniem budowane bloki po obu jego stronach. Tempo oddawania mieszkań liczyło się bardziej od urbanistycznego wyrafinowania.

Prace porządkowe zieleni w ramach czynu społecznego na Ratajach, 21 maja 1978 | foto Stanisław Wiktor | cyryl.poznan.pl
Trafnie przemyślane i sprawnie zagospodarowywane Rataje stały się nawet bohaterem obszernego fragmentu Polskiej Kroniki Filmowej z 1975 roku. „Nie udajemy, że tak dobrze jest już dzisiaj we wszystkich osiedlach, ale Rataje są wzorem i przykładem na jutro” – mówi lektor Tadeusz Sznuk.
Na wystawie nie ma akurat tego urywka, dostępnego w internecie, są za to filmowe cymesy w sieci niedostępne, pozyskane z poznańskiego oddziału TVP. Ciekawie brzmią relacje mieszkańców Rataj z 1976 roku. Jest też rolnik z Chartowa, który w sielskim jeszcze krajobrazie opowiada, jakie osiedla tam się pojawią. Są również na wystawie spisane krótkie i barwne wspomnienia mieszkańców osiedli. To między innymi z ich opowieści kuratorki wypreparowały lejtmotyw będący częścią tytułu wystawy – „wszystko było w zasięgu”.
Górny taras budowano już nieco inaczej. Układ stawianych tu od 1974 roku osiedli powstał jako pochodna konkursu z 1970 roku. Architekci wprowadzili na nich luźniejszą zabudowę o swobodniejszej kompozycji.
Dla urozmaicenia bloki zestawiali z przesuniętych względem siebie segmentów. Dzięki poluzowaniu ogólnopolskich normatywów mieszkaniowych, od połowy lat 70. projektowali znacznie większe i ustawniejsze mieszkania, nierzadko o wiele lepsze od dzisiejszej deweloperskiej produkcji. Jednak coś za coś. Kryzys narastający po 1976 roku przyhamował urządzanie zieleńców oraz budowę szkół, przedszkoli, sklepów i punktów usługowych. Niektórych planowanych obiektów nie postawiono już nigdy. Widać je tylko na starych planach. Były ustawione awansem na plenerowej makiecie Rataj, która do lat 90. znajdowała się nad Wartą przy osiedlu Piastowskim.

Zespół kuratorski wystawy i współpracowniczki | foto PCD/Łukasz Gdak
Spadała też i tak już dość słaba jakość wykonania bloków, co potem zaważyło na nienajlepszej opinii, jaką miały osiedla po transformacyjnym przełomie. Na szczęście, wbrew kasandrycznym przepowiedniom, Rataje, podobnie jak wiele innych modernistycznych dzielnic w kraju, nie zmieniły się w slumsy. Przeciwnie, dziś, po latach modernizacji – wymianie wind, pionów wodno-kanalizacyjnych, okien i ocieplaniu ścian – budynki są chyba w lepszym stanie technicznym niż zaraz po wybudowaniu. Nie ma też mowy o ogłaszanym co jakiś czas w mediach rozpadzie wielkiej płyty. Eksperci uspokajają, że bloki osiągnęły dopiero połowę technicznego żywota, postoją jeszcze wiele dekad. Nie są też przesadzone zachwyty mieszkańców nad osiedlową zielenią – bujną, różnorodną i zadbaną. Fragmenty niektórych osiedli można nawet nazwać parkiem z towarzyszącą mu zabudową.
W wyniku społecznego nacisku powstał też przed dekadą, planowany od lat 60. XX wieku, Park Rataje, na którego budowę władze Poznania chciały dwadzieścia lat temu machnąć ręką i pozwolić zabudować teren deweloperowi.
Skompresować tę obszerną historię w kilku salach Galerii Śluza było niełatwym wyzwaniem. Z ogromu informacji i materiałów kuratorki musiały sporo odsiać. Tak, by w miarę „sprawiedliwie” poruszyć większość najważniejszych wątków. I to im się udało. „Ostatecznie postawiłyśmy na punkty zaczepienia, które odpowiadają profilowi naszej galerii: „miasto, ludzie środowisko”. To nam uporządkowało temat. Niektóre aspekty są jedynie muśnięte, ale są” – mówią kuratorki.

„Wszystko było w zasięgu. Historia ratajskich osiedli” | foto Marcin Sokalski
Zdawkowo trzeba było wspomnieć więc choćby historię dawnych wsi i ich mieszkańców z bamberskimi korzeniami. Udało się za to w sporej skali pokazać, jak te wsie wyglądały przed wielką zmianą. Podłogę jednej z sal zajął plan wykonany na bazie wojskowej mapy z 1958 roku. Widać na nim trzy dawne wsie, liczne i skanalizowane dziś pod ziemią rzeczki, towarową linię kolejową na Starołękę i rozległe pola. Projektanci Rataj niemal w całości wymazali dawną zabudowę wraz z układem dróg i zielenią. Niemal, bo nieliczne ostańce zachowały się pomiędzy blokami. – Wspominamy tę dawną przyrodę, opisujemy też obecną, niestety nie tak szeroko, jak na to zasługuje. Ale myślę, że większość zagadnień jest zasygnalizowana w wystarczający sposób – mówi Anna Pikuła.
Na wystawie znajdziemy wiele informacji o tym z czego oraz jak budowano, jak wyglądało zasiedlanie i tworzenie więzi, w jaki sposób i jakie zdobywało się meble oraz czym była i gdzie znajdowała się poligonowa wytwórnia prefabrykatów.
Nie zabrakło też miejsca na pokazanie wyjątkowo bogatej w dawnych latach oferty licznych domów kultury i klubów, przeznaczonym dla seniorów Domu Złotej Jesieni na os. Jagiellońskim, osiedlowym sporcie, kołach zainteresowań i placach zabaw. Są też wspomnienia o dawnej gastronomii i legendarnych już dziś potrawach. Jest wzmianka o osiedlowych rzeźbach. Mowa też o kościołach, których budowy projektanci Rataj akurat nie planowali. Szkicowo, lecz treściwie wybrzmiewa wątek architektury, urbanistyki i uwarunkowań, w których powstały Rataje.

Ilustrowana fotografiami z epoki opowieść skupia się na dekadach budowy i zasiedlania dzielnicy do wczesnych lat 90. XX wieku. Na opowieść o jej dzisiejszym stanie i wyzwaniach, przed którymi stoją Rataje miejsca już nie wystarczyło. Może więc ekspozycja stanie się zaczynem większej, stałej lub plenerowej wystawy, która zaistnieje w przyszłości na Ratajach?
„Myślałyśmy o tym. To dobry pomysł, ale wymaga odpowiedniego miejsca oraz stałego opiekuna. Nasza galeria nie jest w stanie się tym zająć. Ale wesprzemy materiałami i wiedzą potencjalnych organizatorów” – zapewniają kuratorki.
Tymczasem kuratorki już są indagowane przez mieszkańców Poznania w sprawie kolejnych wystaw o Piątkowie czy Winogradach. Mówią, że na razie nie mają takich planów, a na pytane o przyszłość Rataj odpowiadają, że ta wygodna do życia dzielnica będzie jeszcze zyskiwać na popularności. Dlaczego? O tym warto przekonać się na własną rękę.
Po wyjściu z Galerii Śluza można przyjrzeć się Ratajom z góry i dystansu, z otwartego niedawno punktu widokowego na wieży katedry, a potem ruszyć wzdłuż Warty i zlustrować dzielnicę w naturze, myśląc o jej przeszłości i przyszłości, bo jak głosi napis nad wystawową ścianą z wpisami mieszkańców, od której zaczęliśmy, „historia Rataj wciąż się pisze”.