16 lipca 2026
społeczeństwo

Rodzące boginie

Fundacja Matecznik powstała z niezgody na to, czego kobiety doświadczają podczas porodu w szpitalach. Po zajęciach w Mateczniku rodzą się nie tylko dzieci, ale także świadome swoich praw i siły kobiety.
PAULINA JĘCZMIONKA-MAJCHRZAK
Alicja Nowaczyk i Anna Furmaniuk | foto Marek Zakrzewski

Do wychowania dziecka potrzeba całej wioski – głosi afrykańskie przysłowie znane przez każdą kobietę, która doświadczyła macierzyńskiej samotności. W dobie łatwego dostępu do informacji, mamy nieskończone możliwości zgłębiania najnowszej wiedzy na tematy okołoporodowe i rodzicielskie, ale z drugiej strony, coraz trudniej tę wiedzę weryfikować, zwłaszcza, gdy wiele porad staje wobec siebie w sprzeczności. Dodatkowo żyjemy w coraz większej izolacji, nie mamy wokół grona kobiet na podobnym etapie życia, z podobnymi doświadczeniami, więc bazujemy tylko na wiedzy z internetu i ulegamy presji perfekcyjnych kadrów z mediów społecznościowych.

Dlatego z pomocą przyszłym mamom (i tatom) przychodzi już od dziesięciu lat stworzona w Poznaniu Fundacja Matecznik, która buduje wioskę wszechstronnego, kompetentnego wsparcia kobiet w okresie ciąży i po narodzinach dziecka.

Założycielki fundacji – Alicja Nowaczyk i Anna Furmaniuk – poznały się, będąc właśnie młodymi mamami, szukającymi własnej wioski. Dzisiaj przywracają siłę kobietom, odwagę matkom, głos obywatelkom. Dokładnie w takiej kolejności.

Alicja i Anna spotkały się na warsztatach z chustonoszenia – Ania je prowadziła, Alicja była w pierwszej ciąży i chciała nauczyć się, jak motać i nosić dziecko w chuście. Połączyło je nie podejście do rodzicielstwa i niezgoda na to, jak traktuje się rodzące kobiety. Przyświecała im myśl słynnej amerykańskiej położnej Iny May Gaskin o tym, że „jeśli kobieta podczas porodu nie wygląda jak bogini, ktoś źle ją traktuje”.

Przekładając na język współczesny i mniej duchowy, jako Matecznik chcemy, by kobieta w trakcie porodu i po nim czuła się jak superwoman: silna, sprawcza, słuchana i wspierana, niezależnie od tego, jak jej poród się potoczy – wyjaśnia Alicja Nowaczyk, prezeska fundacji i mama trójki dzieci. – Nawet jeśli nie wszystko pójdzie tak, jak kobieta sobie wymarzyła, powinna mieć poczucie, że zrobiła wszystko, co było w jej mocy, personel medyczny jej na to pozwolił, a jej prawa od początku do końca były szanowane. Zależy nam na odwróceniu proporcji, żeby ciekawość i ekscytacja nadchodzącym rodzeniem dziecka przyćmiewały strach przed nim – dodaje.

Misją Matecznika stało się z jednej strony, odczarowanie strasznej wizji porodu, która pokutuje w przekazie kulturowym, a z drugiej, zadbanie o to, by poród naprawdę był przyjazny kobiecie i w zgodzie z przysługującymi jej prawami.

W 2012 roku weszło w życie rozporządzenie ministra zdrowia określające standard postępowania w opiece okołoporodowej. Standard daleki od tego, co naprawdę działo się w szpitalach. – Gdyby zapisy standardu były przestrzegane, nie musiałybyśmy prowadzić zajęć ani pisać skarg – mówi Alicja Nowaczyk.

Alicja Nowaczyk | foto Marek Zakrzewski

Pierwszym projektem zrealizowanym przez Matecznik były warsztaty i konferencja pod wymowną nazwą „Mamy prawa!”. W 2016 roku odbywały się tylko stacjonarnie na poznańskim podwórku, łącznie w pięciu cyklach spotkań wzięło udział ponad siedemdziesiąt kobiet i dwunastu mężczyzn. Pięć lat później w tych zajęciach, już w formie webinariów, uczestniczyło ponad czterysta kobiet.

Wiedza głoszona przez Matecznik jeszcze dziesięć lat temu bywała zaskakująca. Kobiety odkrywały bowiem, że standard zapewnia im na przykład prawo do wyboru miejsca porodu – w szpitalu lub poza nim (ten w domu bez refundacji NFZ), aktywnego porodu w ruchu i pozycji wertykalnej, a nie na łóżku, dostępu do niefarmakologicznych i farmakologicznych metod łagodzenia bólu, dwugodzinnego, nieprzerwanego kontaktu matki z noworodkiem bezpośrednio po porodzie, a także wymóg uzyskania zgody kobiety na każdą interwencję medyczną. Dowiadywały się, że rutynowe stosowanie takich interwencji, jak podawanie oksytocyny, przebijanie pęcherza płodowego czy nacinanie krocza nie mają uzasadnienia medycznego, mogą źle wpłynąć na dalszy przebieg porodu i są sprzeczne ze standardem.

Obok ogólnopolskiej Fundacji „Rodzić po ludzku”, która edukowała, sprawdzała i nagłaśniała sprawy złego traktowania kobiet i łamania ich praw w czasie porodu, Matecznik był pierwszą organizacją, która stworzyła cykl zajęć o prawach przysługujących nie tylko w porodzie, ale i ciąży, połogu, laktacji, pracy.

Początkowo przychodzili do nas przyszli rodzice (głównie kobiety), którzy niewiele wiedzieli o przysługujących im prawach. Mieli za to jasno określoną i spójną z naszą wizję naturalnego porodu i rodzicielstwa bliskości – opowiada Anna Furmaniuk, wiceprezeska fundacji, socjolożka i matka trójki dzieci. – Dzisiaj trafiają do nas ludzie z różnych rodzicielskich „baniek”, za to cechują się zdecydowanie większą świadomością swoich praw. My przekazujemy im rzetelną, opartą na dowodach naukowych wiedzę, pokazujemy podparte prawem możliwości, ale nie przekonujemy do określonych wizji.

Dekadę temu zajęcia adresowane do kobiet w ciąży okazały się strzałem w dziesiątkę. Matecznik zaczął się szybko rozwijać, wchodząc w nowe role. Dwa lata później fundacja zgłosiła do poznańskiego Centrum Inicjatyw Rodzinnych (CIR) pomysł na bezpłatne warsztaty przygotowujące do porodu i opieki nad noworodkiem. Choć „Czekamy na Gzuba!” (gzub to w gwarze poznańskiej dziecko) nazwano szkołą rodzenia, to zdecydowanie coś więcej niż tylko wiedza o porodzie. Podczas dziesięciu różnych tematycznie spotkań (kiedyś stacjonarnie, dziś online) jest mowa o przebiegu porodu, o ochronie i nacinaniu krocza, o oswajaniu bólu porodowego, o cięciu cesarskim i ciele kobiety po nim, o połogu jako czwartym trymestrze ciąży, o karmieniu piersią, o wyprawce dla dziecka, o rozwoju noworodka, o zmianach i potrzebach u niemowlęcia.

Anna Furmaniuk | foto Marek Zakrzewski

Zainteresowanie pierwszymi cyklami „Czekamy na Gzuba” przerosło oczekiwania organizatorek. Liczba miejsc na zajęciach stacjonarnych w CIR przy ulicy Ratajczaka była ograniczona, więc w dniu internetowych zapisów, kobiety siadały przed komputerami i nerwowo odświeżały stronę, by jak najszybciej kliknąć w formularz zgłoszeniowy. Sama byłam wśród nich. Z kolejnych zajęć wychodziłam poruszona siłą, którą we mnie budzono i z obolałą od szybkiego notowania ręką oraz głową dymiącą od wiedzy.

W pierwszym cyklu „Czekamy na Gzuba!” uczestniczyło ponad czterysta osób. Dwa lata później przyszła pandemia, w której procedury porodowe w szpitalach cofnęły się do XIX wieku – były sprzeczne nie tylko ze sobą nawzajem, ale przede wszystkim z prawami kobiet i dzieci, więc zajęcia przeniosły się do sieci, a liczba uczestniczek i uczestników wzrosła ponad trzykrotnie, by w 2022 roku pobić rekord: 3268 osób.

Matecznik przestał być fundacją kojarzoną wyłącznie z Poznaniem, a stał się rozpoznawalną w całej Polsce marką symbolizującą wiedzę i wsparcie.

Marką, która słucha kobiet i reaguje na ich potrzeby, jednocześnie słuchając i starając się zrozumieć władze i pracowników szpitali. Dlatego podczas dynamicznych zmian zasad w pandemii, Alicja i Anna zaczęły organizować webinaria ze szpitalnymi położnymi, by pomóc kobietom świadomie wybrać placówkę do porodu. Początkowo spotkania dotyczyły poznańskich szpitali, dzisiaj już niemal całej Wielkopolski.

Liczba urodzeń spada, współczynnik dzietności maleje i paradoksalnie te niepokojące dane demograficzne przekładają się na poprawę jakości opieki okołoporodowej, bo szpitale muszą walczyć o pacjentki. Wdrażają przyjazne procedury, otwierają się na odwiedziny i chętnie opowiadają na pytania przyszłych rodziców – mówi Anna Furmaniuk.

Jednak w pandemii ogromną część pracy Matecznika stanowiły interwencje i skargi na działania personelu medycznego. W wielu miejscach zapomniano wtedy nie tylko o standardzie opieki okołoporodowej, ale o prawach człowieka w ogóle.

– W ciągu ośmiu lat współpracy z Matecznikiem napisałam około dwustu interwencji i skarg do szpitali – podlicza Agata Dawidowska, radczyni prawna, autorka bloga Prawa małego człowieka, a od trzech lat Rzeczniczka Praw Uczniowskich w Poznaniu. – Zgłaszane naruszenia powtarzają się i nigdy nie dotyczą złego jedzenia czy nawet tak poważnych kwestii jak brak znieczulenia. Zawsze chodzi o naruszenie podstawowych praw człowieka do godności i szacunku oraz podejmowanie interwencji medycznych bez zgody, a nawet bez poinformowania kobiety. Najczęściej mowa o nacięciu krocza, przebiciu pęcherza płodowego czy podaniu oksytocyny, które mają przyspieszyć poród.

Alicja Nowaczyk, Ewa Masełkowska, Agata Dawidowska, Anna Furmaniuk | foto Dominika Czerniewska

Cztery takie sprawy trafiły do sądu: dwie są w toku, dwie zakończyły się ugodami i przeprosinami szpitala. W obu przypadkach kobietom zależało na osobistym spotkaniu i rozmowie z przedstawicielami placówki. Podczas nich dyrektor (niestety, nie lekarz, którego dotyczyła skarga) przyznał się do błędu personelu, przeprosił i zapewnił, że dołoży wszelkich starań, by taka sytuacja nigdy się nie powtórzyła wobec żadnej pacjentki.

Właśnie tego najbardziej potrzebowały poszkodowane kobiety, by zamknąć swoje dramatyczne historie i poczuć, że przywrócono im godność – uważa Agata Dawidowska i dodaje: – Odczucia źle potraktowanych podczas porodu kobiet często są unieważniane. Mówi im się, że histeryzują albo przesadzają, więc zaczynają się zastanawiać, czy nie oszalały. Jestem po to, by na poziomie przepisów pokazać im, że nie oszalały i nie przesadzają.

Agata nie wyobraża sobie prowadzenia takich spraw bez współpracy z psychologiem. Taką możliwość również zapewnia Matecznik, oferując do trzech bezpłatnych konsultacji u jednej z dziewięciu osób tworzących fundacyjny zespół psycholożek i psychologów. Rocznie z takiej serii konsultacji korzysta około stu pięćdziesięciu osób z Wielkopolski.

Matecznik nie jest organizacją, która chodzi pod szpital z transparentami. Skupia się na działaniach, które mogą przynieść merytoryczną wartość. Szpital nie jest wrogiem, ale partnerem do rozmów, bo obu stronom zależy na tym samym – najlepszej opiece okołoporodowej. – Nie walczymy z kimś, ale walczymy o coś – podkreśla Agata Dawidowska.

Członkinie Matecznika są strażniczkami i rzeczniczkami praw kobiet i rodziców w ogóle. W ramach stania na straży występują do szpitali o udostępnienie wewnętrznych procedur porodowych dotyczących łagodzenia bólu, zapisu KTG, ochrony krocza czy wzorów zgód, które podpisują kobiety. Sprawdzają dokumenty pod kątem praw pacjentek i zgodności ze standardem opieki, następnie wracają do placówki z informacją zwrotną.

Te kontakty często kończą się rozmowami i wizytami, dzięki czemu możemy zajrzeć do szpitalnej kuchni, poznać problemy i obawy drugiej strony. Obie strony wychodzą z tych działań strażniczych wzbogacone – przyznaje Anna Furmaniuk.

Radczyni prawna Agata Dawidowska stoi też na straży praw pracowniczych, prowadząc na ten temat zajęcia i udzielając porad. To kolejny nieoczywisty wycinek wiedzy dotyczącej okresu okołoporodowego. Mimo że dziś coraz więcej mówi się o przeciążeniu matek, wciąż wiele osób nie wie, co zrobić, by bardziej sprawiedliwie dzielić obowiązki rodzicielskie. Tymczasem z pomocą już od narodzin dziecka przychodzi prawo. Tata ma bowiem o wiele więcej narzędzi niż tylko najchętniej wykorzystywany dwutygodniowy urlop ojcowski. Przysługuje mu, w ramach wspólnej puli z matką, część z czterdziestu jeden tygodni płatnego urlopu rodzicielskiego.

Zarówno on, jak i matka, ma do dyspozycji dziewięć tygodni bez możliwości przeniesienia na drugiego z rodziców, zaś dwadzieścia trzy tygodnie mogą podzielić między siebie tak, aby było to najkorzystniejsze dla ich rodziny.

Ojciec, tak samo jak matka, może zmniejszyć swój wymiar pracy do części etatu i być chroniony przed zwolnieniem, korzystać z dwóch płatnych dni na opiekę nad dzieckiem zdrowym czy wnioskować o pracę zdalną, jeśli jego dziecko nie skończyło jeszcze czterech lat. Pracodawcy muszą te prawa respektować tak samo, jak w przypadku matek, czego strzeże Matecznik.

Z kolei w ramach działań rzeczniczych fundacja opiniuje projekty aktów prawnych, a także jest zapraszana do zespołów eksperckich wypracowujących rozwiązania w obszarze opieki okołoporodowej. Chodzi nie tylko o zmiany w standardzie, ale również w ustawach, choćby o zawodzie pielęgniarki i zawodzie położnej. Niedawno Anna została powołana do ministerialnego zespołu do spraw domów narodzin i porodów domowych. To rządowa odpowiedź na problemy z zamykaniem porodówek, a być może szansa na ograniczenie nadmiernej medykalizacji porodów.

Od dziesięciu lat powtarzamy, że prawidłowo przebiegający poród to fizjologia, a nie jednostka chorobowa, która wymaga interwencji – przypomina Alicja Nowaczyk. – Dlatego staramy się wzmocnić kobiety, uzbroić w sprawdzoną wiedzę i wyrobić przekonanie, że to one decydują o swoim porodzie, nawet w szpitalnej sali z medykami i medyczkami przy boku.

Polecamy również

Chcesz wiedzieć o wszystkim, co najważniejsze w poznańskiej kulturze?
O wydarzeniach, miejscach, ludziach, zjawiskach, trendach?
Zapisz się do naszego piątkowego dynkslettera!