Sztuka drobiazgu

Zainteresowanie biżuterią tworzoną przez małe warsztaty rzemieślnicze jest w Poznaniu coraz większe, przybywa więc miejsc z oryginalnymi dodatkami.
ERYK SZKUDLARZ
Tworzenie biżuterii przez Aleksandrę Górecką w pracowni SAVVY | foto SAVVY

Zwracam dużą uwagę na detale – mówi Anna Ławska, gdy spotykamy się rankiem w chłodny dzień przed jej butikiem przy ulicy Poznańskiej. Z namaszczeniem otwiera drzwi i dokładnie się im przygląda, bo podczas remontu kamienicy przemalowano czarną stolarkę na brązowy kolor. Dla jubilerki detale mają znaczenie fundamentalne. W tym zawodzie, rzecz oczywista, liczy się precyzja, biżuteria jest sztuką drobiazgu. – Remontowałam ten butik przez dwa lata, włożyłam w niego mnóstwo serca i pracy. Jest dla mnie i gości przestrzenią wytchnienia od kolorowej, krzykliwej rzeczywistości. To moja kraina łagodności mówi Ławska.

Butik przy Poznańskiej jest rzeczywiście przytulny i minimalistycznie urządzony. Kiedy gospodyni zapala świece, powoli zapomina się o świecie za witryną.

Przyglądam się wyłożonym naszyjnikom, kolczykom, ale przede wszystkim pierścionkom. Wszystko jest bardzo delikatne, stonowane. Mimo, że ozdoby pochodzą z różnych kolekcji, które Anna Ławska wydaje na świat nieregularnie, widać w nich pewną ciągłość, wspólny mianownik. – To, co łączy moje projekty to subtelność, elegancja i ponadczasowość. Kolekcje płynnie się przenikają, pasują do siebie. Bardzo lubią to klientki, które często przymierzając coś nowego, mówią, że idealnie będzie im to pasować do czegoś, co już u mnie kupiły. Dla Anny Ławskiej subtelność jest swego rodzaju modelem funkcjonowania. – Jestem osobą z natury wycofaną, nie mam parcia na wychodzenie przed szereg – przyznaje.

Anna Ławska w swojej pracowni | Pion Studio

Jako mała dziewczynka spędzała mnóstwo czasu z babcią, która była bardzo elegancką kobietą. Nosiła kapelusze, futra, razem chodziły do krawcowych, u których babcia szyła ubrania i do jubilerów, gdzie zawsze musiała sprawić sobie coś nowego. – Myszkowałam w jej szkatułkach, ubierałam korale i występowałam przed lustrem. Skończyło się na tym, że sama uwielbiam dodatki. Mam mnóstwo apaszek, torebek, butów i biżuterii – śmieje się Ławska. Gdy zrozumiała, że nie ucieknie od losu jubilerki, przerwała studia na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza.

Potem jeszcze krótko studiowała projektowanie ubioru na łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych, ale to także zarzuciła, bo już wiedziała, że najbardziej ciągnie ją do błyskotek.

Fachu Anna Ławska uczyła się na zapleczu zakładu złotniczki, pani Ani, która chce pozostać anonimowa. Trafiła do niej przypadkiem, ale od razu poczuła, że to właśnie tam chce pobierać nauki. Po piętnastu latach, gdy Ławska prowadzi już własną, bardzo dobrze prosperującą markę, a obie Anny zostały przyjaciółkami, niegdysiejsza uczennica myśli teraz o tym, by poszukać własnych uczniów.

Biżuteria z pracowni Anny Ławskiej | foto Michał Sita

Podobną historię ma za sobą Aleksandra Górecka, która prowadzi markę SAVVY. Kiedy podczas studiowania grafiki warsztatowej na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu trafiła do pracowni małej formy rzeźbiarskiej, zrozumiała, że grafika zupełnie nie jest dla niej i wybrała studia z rzeźby, także na UAP.

Aby zgłębić tajniki tworzenia biżuterii, w trakcie wakacji uczyła się rzemiosła w pracowni Wojciecha Cimoszko.

Codziennie odwiedzałam pana Wojciecha, zadawałam mu mnóstwo pytań, chciałam wiedzieć wszystko. W końcu docenił mój upór i chęć nauki, pozwolił mi na korzystanie z pracowni i przekazywał bezcenną wiedzę. Byłam tym zachwycona. Po wakacjach, przez cały ostatni rok studiów tworzyłam już tylko biżuterię, jeździłam na targi, sprzedawałam rzeczy on-line, poświęciłam biżuterii pracę dyplomową, a po studiach od razu założyłam firmę – opowiada Górecka, której SAVVY działa od 2014 roku.

Jeszcze kiedy studiowałam grafikę warsztatową i tworzyłam pierwsze ozdoby w pracowni małej formy rzeźbiarskiej, znajomi organizowali targi mody w Centrum Kultury Zamek. Zaprosili mnie żebym wystawiła tam swoją biżuterią. Miałam małe stoisko w rogu, czułam się bardzo niepewnie. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie, ponieważ sprzedałam wszystko. Byłam w szoku, że ludziom aż tak podobają się moje prace – uśmiecha się artystka. Bardzo dobrze wspomina też targi tatuażu w Poznaniu sprzed lat. Trafiła tam na niszę, jaką była biżuteria męska. Wówczas mało kto miał w ofercie sygnety, a jeśli już to w banalnych wzorach: czaszki, motocykle, krzyże. Tymczasem okazało się, że mężczyźni bardzo chętnie wybierają nieoczywistą biżuterię, jak duże sygnety z kamieniami. Dziś większość moich klientów to mężczyźni.

Pracownia SAVVY | foto SAVVY

Biżuteria oferowana przez SAVVY lokuje się na styku rzeźby i jubilerstwa. Cechuje ją celowa niedoskonałość, organiczność, projekty są zarówno bardzo delikatne, jak i masywne, ciężkie. Nie są jednak skierowane wyłącznie do mężczyzn, bo biżuteria Aleksandry Góreckiej jest w zamierzeniu unisex. – Coraz więcej kobiet kupuje u mnie pierścionki zaręczynowe dla partnerów, robi to również coraz więcej par jednopłciowych. To dla mnie wyróżnienie, że jestem uważana przez osoby queerowe za markę, której można zaufać – przyznaje.

Butik Anny Ławskiej odwiedzają przede wszystkim kobiety, choć jubilerka chciałaby, by się to zmieniło.

Nie traktuję biżuterii czy ubrań w kategoriach damskie-męskie, to bardzo płynnie się przeplata. Sama podkradam koszule z szafy chłopaka, nie widzę więc powodu, dla którego on nie miałby nosić moich pierścionków. Na szczęście ten sztywny płciowy podział zamiera, szczególnie za granicą. Do mojego butiku, póki co panowie przychodzą jednak głównie po prezenty dla kobiet.

Anna Ławska biżuterię tworzy własnoręcznie w pracowni przy Poznańskiej. – Chciałabym zbudować za jej pomocą portal do minionego świata: do czasów przekazywania biżuterii z pokolenia na pokolenie, do epoki starannego rękodzieła, precyzji, tradycyjnych metod pracy – deklaruje. Najpierw powstaje szkic. Następnie jubilerka wycinając z blachy, lutując czy walcując pracuje na materiale, wyłącznie na srebrze i złocie. Z odlewni korzysta tylko przy tworzeniu oprawek do kamieni. Przed premierą kolekcji nosi każdy jej element, by sprawdzić czy na pewno jest wygodny. Jeśli potrzebny jest grawer, korzysta z pomocy grawermistrzyni, która za pomocą rylca wykonuje wskazany wzór.

Butik Anny Ławskiej | foto Michał Sita

Inaczej wygląda proces twórczy przy Rynku Wildeckim, gdzie mieści się pracownia Aleksandry Góreckiej. Doświadczenie pracy w rzeźbie artystka kontynuuje tworząc biżuterię metodą na wosk tracony. Najpierw za pomocą lutownicy roztapia wosk i formuje pierścionek w odpowiednim rozmiarze. Następnie wysyła do odlewni, gdzie zalewa się go gipsem. Gdy taka forma trafia do pieca, wosk roztapia się i wylewa przez pozostawiony w formie otwór. Tą samą drogą wlewa się do gipsowej formy płynne złoto lub srebro. Gdy drogocenny materiał zastygnie, gips rozkuwa się, a biżuteria wędruje do pracowni Góreckiej, która obrabia ręcznie każdy element: piłuje, poleruje, szlifuje. Czasami taki gotowy produkt dostarczany jest znów do odlewni, gdzie przygotowuje się z niego formę, którą jubilerka może wypełniać woskiem, tak aby usprawnić proces i ominąć etap rzeźbienia lutownicą za każdym razem.

Ławska i Górecka reprezentują odmienne style tworzenia biżuterii, ale łączy je troska o klientów i szacunek do rzemiosła.

Czasami oparzę sobie opuszki palców, mam zakwasy od piłowania, zdarzają się zadraśnięcia czy podgrzanie metalem. Ale nic nie cieszy mnie bardziej niż gdy spotkam na ulicy kogoś w mojej biżuterii mówi Aleksandra Górecka. Podobnie jest u Anny Ławskiej: – To spotkania z klientami ładują moje baterie. Po urodzeniu syna bardzo szybko wróciłam do pracy, nie potrafiłam bez niej funkcjonować, bo kocham to, co robię.

Biżuteria z pracowni SAVVY | foto Malwina Wachulec

Kiedy obie zakładały biznesy, rynek takiej biżuterii w Polsce nie był duży. Dominowały sklepy sieciowe.

Dzisiaj dzięki dostępnym kursom i warsztatom z tworzenia biżuterii niemal każdy może tworzyć własne dodatki. W Poznaniu i okolicach, gdzie mieszczą się siedziby dużych graczy rynku jubilerskiego (Yes, Apart, W.Kruk), pojawia się coraz więcej mniejszych twórców, którzy często pracują w domach, a swoje wyroby sprzedają na targach mody i dizajnu.

Jagoda Zych, współtwórczyni Fifnych Targów Sztuki: – Wiemy z własnego doświadczenia, że dla małych twórców osobisty kontakt z klientem jest bardzo ważny. Targi to także możliwość nawiązania współpracy z innymi wystawcami. Jej wspólniczka, Wiktora Balawender dodaje: – Robimy zakupy coraz bardziej świadomie, chętniej wybieramy małe, lokalne firmy i dotyczy to także biżuterii, więc twórcy wychodzą temu naprzeciw. Annie Ławskiej i Aleksandrze Góreckiej przybywa więc konkurencji, a klientom możliwości wyboru.

Polecamy również

Chcesz wiedzieć o wszystkim, co najważniejsze w poznańskiej kulturze?
O wydarzeniach, miejscach, ludziach, zjawiskach, trendach?
Zapisz się do naszego piątkowego dynkslettera!