6 sierpnia 2026
historia
sztuka

Sztuka przyjaźni

W tę wystawę trzeba się wczytać, poświęcić trochę więcej uwagi. Postawiłam na szczerość, wierząc, że sama się wybroni – Luiza Kempińska, współkuratorka wystawy „Formy przyjaźni” w Galerii Miejskiej Arsenał
MIKE URBANIAK
Luiza Kempińska na wystawie „Formy przyjaźni” w Galerii Miejskiej Arsenał w Poznaniu | foto Michał Sita

Formy przyjaźni
prace z kolekcji NET-u
i Galerii Akumulatory 2
kuratorzy: Jarosław Kozłowski i Luiza Kempińska

Galeria Miejska Arsenał
wystawa czynna do 30 sierpnia 2026 r.

Urodziłaś się już po zamknięciu Akumulatorów. Czym jest dla ciebie to miejsce?
– Jest swego rodzaju archiwum, czytelnią, a więc czymś zupełnie innym niż dla Jarosława Kozłowskiego, aktywnego uczestnika życia tej legendarnej w Poznaniu galerii. To również miejsce, które wciąż mnie zaskakuje, od kiedy jest w orbicie moich badawczych aktywności. Chciałabym bardzo Galerię Akumulatory 2 przywrócić do życia za pomocą kolekcji, którą Jarosław przekazał Arsenałowi, gdzie można teraz oglądać naszą wystawę. Mam nadzieję, że pierwszą z wielu.

Dlaczego zainteresowałaś się tą kolekcją?
– Jestem członkinią działającego przy Instytucie Sztuki UAM Centrum Badań nad Sztuką Europy Środkowo-Wschodniej i Spuścizną Piotra Piotrowskiego, do którego Arsenał zwrócił się z propozycją merytorycznego wsparcia w badaniu kolekcji Akumulatorów. Tak się zaczęło.

Twoja, znakomita zresztą, praca doktorska, wydana potem w formie książki, nosi tytuł Ja i AIDS. Sztuka i praktyki emancypacyjne w czasach transformacji. Akumulatory też się wpisują w twoje zainteresowania?
– Sama się nad tym musiałam poważnie zastanowić i znalazłam całkiem sporo punktów stycznych. I tu, i tam mamy na przykład do czynienia ze wspólnotami, które nie mogły liczyć na wsparcie instytucjonalne, więc musiały podtrzymywać się same, tworząc rozmaite sieci wsparcia czy opieki.

Bardzo mnie to jako historyczkę sztuki interesuje i przyciągnęło do zainicjowanego w 1971 roku w Poznaniu NET-u, międzynarodowej sieci wymiany artystycznej, z której rok później wyrosły Akumulatory.

NET to była dla ciebie terra incognita?
– Tak, było to dla mnie autentyczne odkrywanie, które wiązało się z wieloma niespodziankami, kiedy przyjeżdżały kolejne partie kolekcji i je odpakowywałam. Kolekcji nie towarzyszyła żadna lista prac, żadne skatalogowanie, więc dowiadywałam się, co przybyło, kiedy to otworzyłam. To bardzo ciekawe doświadczenie.

Pierwszą pracą, którą rozpakowałam, był Zapis Andrzeja Partuma, wykaligrafowane litery alfabetu przeszyte nicią. Wydało mi się to bardzo symboliczne w kontekście tego, że NET to właśnie sieć.

Akumulatory to bez wątpienia miejsce w artystycznej historii Poznania legendarne. Gdzie je dzisiaj umieszczasz w szerszym kontekście, choćby Europy Środkowo-Wschodniej?
– Zazwyczaj, kiedy myślimy o przepływach w świecie sztuki, zakładamy kierunek z Zachodu na Wschód, a tu, co mnie zaskoczyło, mieliśmy przepływy także w drugą stronę. Robin Klassnik, jeden z artystów wystawiających w Akumulatorach, założył w 1979 roku w Londynie ważną i niezależną Matt’s Gallery i mówił, że to właśnie Akumulatory były dla niego znaczącym punktem odniesienia.

Formy przyjaźni_047
„Formy przyjaźni”, prace z kolekcji NET-u i Galerii Akumulatory 2 | foto Michał Adamski | dzięki uprzejmości Galerii Miejskiej Arsenał
Formy przyjaźni_059
„Formy przyjaźni”, prace z kolekcji NET-u i Galerii Akumulatory 2 | foto Michał Adamski | dzięki uprzejmości Galerii Miejskiej Arsenał

A była to, przypomnijmy, galeria w akademiku.
– Mało tego, udostępniana na cztery dni w tygodniu między dyskotekami, a wchodziło się do niej przez pomieszczenia Totalizatora Sportowego. Nie chodziło tu więc ani o prestiżowy adres, ani tym bardziej o pieniądze. Mimo tego udało się zbudować miejsce, które przyciągało wiele osób, dlatego dla mnie samą wartością jest to, że ten eksperyment się w ogóle udał. Myślę, że w dzisiejszym, poddanym dyktatowi rynku świecie sztuki, przykład Akumulatorów może być nadal inspirujący.

Takich niezależnych galerii powstawało wiele, ale zazwyczaj o bardzo krótkim żywocie. Tymczasem Akumulatory działały przez dwie dekady i to w państwie komunistycznym, którego służby kontrolowały takie podejrzane, niezależne inicjatywy.
– To jest jeden z paradoksów tamtych czasów, bo z jednej strony mamy tę kontrolę, o której mówisz, państwową cenzurę, a z drugiej wiele inicjatyw opiera się na bezinteresowności i na ekonomii daru, w której nie ma cen, tylko zobowiązanie – my coś dajemy i oczekujemy odwzajemnienia.

W takim systemie działał NET. Nikt niczego nie kupował, nie sprzedawał, prace przysyłano i wystawiano jako dary.

Warto też pamiętać, że wtedy wiele rzeczy było reglamentowanych, trzeba je było zdobyć i włożyć w organizację znacznie większy wysiłek niż dzisiaj albo czekać na coś tygodniami, bo tak działała poczta międzynarodowa. Wszystko to wydaje mi się sednem Akumulatorów i czymś, co je odróżnia od dzisiejszych niezależnych galerii.

Jarosław Kozłowski | foto Jerzy Sadowski

Cezura zmiany ustrojowej była decydująca dla zamknięcia galerii?
– Bez wątpienia Akumulatory pokonał brutalny kapitalizm. Nastał nowy ustrój, więc zaczęto się domagać opłat za wynajem przestrzeni, a funduszy na to nie było. Dlatego Akumulatory zniknęły wraz z początkiem lat 90. ubiegłego wieku.

Nazwa Akumulatory wzięła się, jak wiadomo, od neonu na akademiku „Jowita”. A skąd numer 2?
– Wcześniej pod tym adresem, przy ulicy Zwierzynieckiej 7, działała galeria Akumulatory 1. Kiedy otworzono nową, dostała po prostu dwójkę – skąd Akumulatory 2.

Jakie to miejsce miało znaczenie dla Poznania?
– Ostatnio trafiłam na pojęcie glokalności, oznaczające działanie lokalnie i myślenie globalnie. Myślę, że ono dobrze pasuje do NET-u i Akumulatorów, bo była to inicjatywa wychodząca poza granice Polski, będąca jednocześnie dla poznańskiego środowiska artystycznego swego rodzaju oknem na świat, łącznikiem między Wschodem i Zachodem, podzielonymi przecież „żelazną kurtyną”.

Mam wrażenie, że ówczesne kontakty przez to, że trudniejsze, były głębsze.
– Być może oczekiwanie nadaje większą wagę odpowiedzi. Były takie osoby jak artystka Joanne Matthews, z którą Jarosław Kozłowski korespondował przez czterdzieści lat i nigdy się nie zobaczyli! Jest to, musisz przyznać, ciekawa forma przyjaźni.

Luiza Kempińska | foto Michał Sita

Stąd tytuł wystawy?
– Zainspirował mnie cytat z Gorana Đorđevicia, który powiedział, że „historia sztuki najnowszej jest historią przyjaźni”. Kiedy zaczęłam się zastanawiać nad neoawangardą lat 70. w tej części Europy, doszłam do wniosku, że rzeczywiście stały za nią przyjaźnie. Jarosław to potwierdził. Z wieloma osobami z NET-u łączyły go wieloletnie przyjaźnie, co ważne, oparte na intelektualnej wymianie wolnej od rywalizacji.

Formy przyjaźni, wystawę prac z kolekcji NET-u i Galerii Akumulatory 2, kuratorujesz wespół z Jarosławem Kozłowskim. Co to było za spotkanie?
– Poznaliśmy się podczas prac nad kolekcją. Nasza relacja dużo mi daje, bo opiera się na osobistych spotkaniach i rozmowach, a nie korespondencji mejlowej. Tak też przebiegała praca nad wystawą – na długich rozmowach. Poza tym nie muszę chyba dodawać, że dla historyczki sztuki spotkanie z Jarosławem Kozłowskim było spotkaniem z legendą. Zajmuję się kolekcją NET-u od trzech lat, a Jarosław całe życie. To jest jego kolejna przewaga, ale nie odczuwam w naszej współpracy silnej hierarchiczności, tylko partnerstwo.

Mamy oczywiście inne spojrzenia na ten sam materiał, co wydaje mi się ciekawe i twórcze – Jarosław jest świadkiem, ja czytelniczką.

Żadnych awantur?
– Muszę cię zawieść, ale nie. Kiedy szukam teraz w pamięci czegoś, w czym się różniliśmy, przychodzi mi do głowy lista adresowa NET-u, którą pokazujemy na wystawie. Bardzo się upierałam, żeby ją pokazać, co początkowo trochę dziwiło Jarosława.

To ciekawe, bo spędziłem dużo czasu przy tej liście. Dobrze, że się uparłaś.
– Mnie się jej obecność wydała ważna. Ta lista jest swego rodzaju mapą po tym, kto tworzył NET, to po pierwsze. Po drugie, samo przekazanie adresu widzę jako akt zaufania, szczególnie w tamtych czasach. I po trzecie, widziałam tę listę jako ukontekstowienie dla dzisiejszych odbiorców, dla których NET może być niezrozumiałą, odległą historią. Dodam, że pokazujemy tylko część listy, bo jest znacznie dłuższa.

Ukontekstowienie jest bardzo ważne, bo wasza wystawa jest dla współczesnego i młodszego widza, musisz przyznać, wyzwaniem.
– Zgoda, trzeba się w nią wczytać, poświęcić trochę więcej czasu i uwagi. Ale nie chciałam jej za bardzo obudowywać i narzucać siebie. Postawiłam na szczerość, wierząc, że ta wystawa sama się wybroni.

Na ciekawą rzecz zwrócił mi uwagę Marek Wasilewski, dyrektor Arsenału, mówiąc, że przecież większość tych prac tworzyli młodzi ludzie, dużo jest więc w nich przekory. Warto o tym pamiętać i patrzeć na to, co oglądamy na nowo.

Mnie zatrzymywały w kolekcji wątki ekologiczne, choćby w pracach Kocmana czy Jerzego Rosłowicza albo Kamienne koło Richarda Longa. Jedną z ważniejszych dla mnie prac jest Catechism Art Yutaki Matsuzawy. To pożółkły arkusz ze zdjęciem i zapisem, w którym artysta opisuje dziewięć ścinanych czterystuletnich drzew, zaznaczając, że słyszy, jak krzyczą. Na zdjęciu ich nie widzimy, wszystko rozgrywa się w wyobraźni czytających. Bardzo mnie porusza taka uważność wobec świata, który nie jest ludzki.

Formy przyjaźni_051
„Formy przyjaźni”, prace z kolekcji NET-u i Galerii Akumulatory 2 | foto Michał Adamski | dzięki uprzejmości Galerii Miejskiej Arsenał
Formy przyjaźni_037
„Formy przyjaźni”, prace z kolekcji NET-u i Galerii Akumulatory 2 | foto Michał Adamski | dzięki uprzejmości Galerii Miejskiej Arsenał
Formy przyjaźni_042
„Formy przyjaźni”, prace z kolekcji NET-u i Galerii Akumulatory 2 | foto Michał Adamski | dzięki uprzejmości Galerii Miejskiej Arsenał
Formy przyjaźni_011
„Formy przyjaźni”, prace z kolekcji NET-u i Galerii Akumulatory 2 | foto Michał Adamski | dzięki uprzejmości Galerii Miejskiej Arsenał

Współczesna uważność na ten nie-ludzki świat jest większa niż kilkadziesiąt lat temu.
– Dlatego patrzę na to przez pryzmat katastrofy klimatycznej, której jesteśmy uczestnikami. Trudno inaczej. To pokazuje, jaką moc może mieć ponowne ożywianie i problematyzowanie archiwalnej kolekcji, bo każde pokolenie przychodzi z własnymi pytaniami.

Trudno było dokonać wyboru?
– Trudno, bo chciałabym oczywiście pokazać wszystko. Mimo tego, poszło nam dość gładko. Niektóre prace zatrzymywały Jarosława, inne mnie, a jeszcze inne nas oboje. Potem dyskutowaliśmy o nich i o relacjach, które wytwarzają, a potem pracowaliśmy już z przestrzenią, więc pokazujemy oczywiście mniej prac niż wybraliśmy.

A ile ich jest w kolekcji?
– Włącznie ze wszystkimi najmniejszymi karteczkami jest około tysiąca trzystu obiektów, więc jest co pokazywać. I kiedy patrzę teraz przez okno Arsenału na budynek obok, myślę, że byłby idealny na ekspozycję większej części tej kolekcji.

Patrzysz na pawilon Wielkopolskiego Muzeum Wojskowego, oddziału Muzeum Narodowego, który rzeczywiście byłby idealny na powiększenie siedziby Arsenału. Kiedy zapytałem o to niedawno w podcaście Open Mike dyrektora Muzeum Narodowego Tomasza Łęckiego, usłyszałem, że muzeum tego pawilonu oddać nie zamierza, więc musisz patrzeć w inną stronę.
– Postaram się, ale mam nadzieję, że mimo tego obecna wystawa będzie tylko pierwszym krokiem w pokazaniu szerszej widowni kolekcji NET-u, bo naprawdę na to zasługuje.

Myśleliśmy o stworzeniu czegoś na kształt centrum badań nad wymianą artystyczną w Europie Środkowej i Wschodniej, dla którego ta kolekcja byłaby punktem wyjścia. Mogę też zdradzić, że już niedługo pojawi się książka, zbiór tekstów Jerzego Ludwińskiego, zaprojektowana przez Bękarty i planujemy już nad kolejną. Oczywiście chcemy całą kolekcję zdigitalizować, nad czym już pracuję.

Myślę, że jest co robić, bo kiedy zajrzałem na Wikipedię, która dla większości ludzi jest nadal podstawowym źródłem informacji, zobaczyłem, że hasło o Akumulatorach 2 składa się z dwóch zdań na krzyż.
– Mamy więc co robić!

Dr Luiza Kempińska – historyczka sztuki i graficzka, absolwentka historii sztuki na UAM i projektowania graficznego na UAP; jej praca doktorska napisana pod kierunkiem prof. Agaty Jakubowskiej, wyszła jako książka Ja i AIDS. Sztuka i praktyki emancypacyjne w czasach transformacji; współkuratorka wystaw Kreatywne Stany Chorobowe: AIDS, HIV, RAK oraz Formy przyjaźni w Galerii Miejskiej Arsenał w Poznaniu, gdzie odpowiada za opracowanie kolekcji prof. Jarosława Kozłowskiego; jest członkinią Centrum Badań nad Sztuką Europy Środkowo-Wschodniej i Spuścizną Intelektualną Piotra Piotrowskiego na UAM

Polecamy również

Chcesz wiedzieć o wszystkim, co najważniejsze w poznańskiej kulturze?
O wydarzeniach, miejscach, ludziach, zjawiskach, trendach?
Zapisz się do naszego piątkowego dynkslettera!