
ŚRODEK ZDANIA
autorski podcast Agnieszki Budnik
o książkach i życiu literackim Poznania
Posłuchaj!
dr. hab Joanna Roszak
– literaturoznawczyni, poetka, nauczycielka, profesorka w Instytucie Slawistyki Polskiej Akademii Nauk; była nominowana do m.in. Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius i Nagrody Literackiej Gdynia; dwukrotnie wyróżniona Nagrodą im. Ireny Sendlerowej dla nauczycieli, którzy naprawiają świat; jest współautorką podcastu Szeptuchy. O kulturze w Europie Środka
Wierzysz w czary?
– Wierzę w duchowość. Wierzę w to, że ludzie mogą mieć kontakt z różnymi stanami, do których ja akurat nie mam dostępu. Z wiekiem coraz mocniej pozwalam sobie na kierowanie się intuicją, wierzę w siłę słowa i jego prowokowanie do działania. Dlatego staram się używać języka odpowiedzialnie i precyzyjnie.
Szeptuchy czarowały słowem?
– Szeptuchy to ludowe uzdrowicielki. Leczyły najczęściej za pomocą ziół, rytuałów, wypowiadania szeptem odpowiednich formuł. W Polsce działają głównie na wschodzie, przy granicy z Białorusią. Mam kilkoro znajomych z tamtych okolic, którzy pamiętają z dzieciństwa babcie robiące im napary i szepczące coś nad głową, gdy chorowali. Są to więc praktyki, którymi nie tylko trudnią się „zawodowo” niektóre z kobiet, ale które stały się codziennością w wielu domach. W niektórych obecne są do dzisiaj.
Nadal można pójść do szeptuchy?
– Jasne! Niedawno współorganizowałam w Białej Podlaskiej konferencję na temat niematerialnego dziedzictwa kulturowego obszarów nadbużańskich. Ostatni referat wygłosiła szeptucha z Pratulina. Nie korzystałam z takich usług, ale Maniucha Bikont, jedna z gościń podcastu Szeptuchy. O kulturze w Europie Środka, który prowadzę z Ewą Wróblewską-Trochimiuk, wyznała nam, że kiedyś odwiedziła taką uzdrowicielkę. Dla nas szeptucha stała się metaforą tego, co się dzieje pomiędzy ludźmi w czasie rozmowy.
A co się dzieje?
– Najbardziej ciekawiło nas wydobywanie trudniejszych, mówionych szeptem opowieści, które sytuowałyśmy w kontekście Europy Środkowej, często wymykającej się standardowym kategoriom opisu. W podcaście zależy nam na poznaniu gościń i gości, na odkryciu prywatnych doświadczeń.
Dlatego zdecydowałyśmy, że to my ze sprzętem pod pachą, będziemy ich odwiedzać w miejscach pracy lub przestrzeni domowej.
Nie ograniczał was czas?
– Odcinki trwają około sześćdziesięciu minut, ale nasze wizyty były oczywiście znacznie dłuższe, niektóre trwały kilka godzin. Nie chciałyśmy się spieszyć. Dzięki temu mogłyśmy porozmawiać o sprawach, o których mówi się ciszej, o kwestiach delikatnych, czasem trudnych.
Jakich?
– Interesowało nas przede wszystkim to, czy nasze pochodzenie znajduje odzwierciedlenie w tym, czym się zajmujemy. Czy kontekst Europy Środkowej wpływa na to, jak myślimy o świecie, o sobie, o naszej pracy. Z Tomaszem Pietrasiewiczem, dyrektorem Ośrodka Brama Grodzka – Teatr NN, rozmawiałyśmy o jego działalności związanej z budowaniem i podtrzymywaniem pamięci o lubelskich Żydach. Wspomniana Maniucha Bikont opowiadała nam o wyjazdach do wsi we wschodniej Polsce, Ukrainie i Białorusi, gdzie od najstarszych mieszkanek wydobywa i rejestruje pieśni ludowe.
Gdyby nie ona, być może przepadłyby na zawsze. Wielokrotnie w naszych rozmowach pojawiały się wątki przesiedleń, splotu religii i tradycji, kulturowego tygla.
To cecha Europy Środkowej?
– Denis de Rougemont napisał w Liście otwartym do Europejczyków, że aby być Europejczykiem, trzeba najpierw być Czechem, Szwajcarem, Polakiem… Obmyślił wzór na Europę: E = m×k2. Europę peryfrazował jako półwysep Azji, który ma znaczenie głównie dzięki swojej spotęgowanej kulturze. Gdyby dziś ukuć wzór na Europę Środkową, mógłby być iloczynem gęstości historii i pamięci oraz różnorodnej kultury do kwadratu. Można ją postrzegać jako obszar przechodni dla ludzi, granic, idei, języków i wpływów.
Ruch jest kluczowy?
– Tranzyt oznacza brak ostateczności, ciągłe bycie pomiędzy. Obszar Europy Środkowej w rozumieniu większości naszych rozmówców i rozmówczyń rozciąga się aż na Bałkany. Magdalena Koch powiedziała nam, że to laboratorium, w którym czytać można najważniejsze problemy całego kontynentu. To obszar skondensowanej różnorodności, licznych grup etnicznych i języków. Procesy obecne w całej Europie są tu zagęszczone. Imaginarium, które nazywamy Europą Środkową, wiąże się z migracjami, z miejscami i artefaktami, które prątkują pamięcią lub niepamięcią. Weronika Fibich, artywistka ze Szczecina, opowiadała nam, że kupiła kiedyś na pchlim targu talerz, który – jak zauważyła w domu – ma na spodzie swastykę. Takie przykłady można mnożyć.
Chcecie zapraszać do rozmów mieszkańców innych państw Europy Środkowej?
– W kolejnym sezonie chciałybyśmy zapraszać badaczki zajmujące się tą tematyką. Zależy nam by utrzymać popularnonaukowy charakter podcastu. Chcemy rozmawiać z ludźmi nauki, ale w przystępny sposób. W pierwszym sezonie gościnie i goście zajmowali się kulturą. Rozmawiałyśmy między innymi z aktorką Agnieszką Przepiórską, duetem muzycznym Sw@da i Niczos, reżyserką z krakowskiego Teatru Migro Moniką Kozłowską czy Jerzym i Magdaleną Koch, którzy zajmują się tłumaczeniem i pracą badawczą.
Prawdę mówiąc, podcast był dla nas okazją, by spełnić kilka prywatnych marzeń. Z wieloma osobami po prostu bardzo chciałyśmy porozmawiać. Brakowało mi też, muszę przyznać, mówienia do mikrofonu.
Pracowałaś wcześniej w radiu?
– Podczas studiów tworzyłam jednoosobową redakcję kulturalną w Radiu Plus. Była to niedługa przygoda, ale nagrałam setki rozmów, między innymi z Joanną Olczak-Ronikier, dzień po tym, jak dostała Literacką Nagrodę Nike.
Mówisz, że dla wielu Europa Środkowa rozciąga się po Bałkany. Uznajesz te granice?
– One uwierają, od czasu kryzysu humanitarnego na granicy polsko-białoruskiej bardziej niż zwykle. Wierzę, że granice państw mogłyby nie istnieć. Lubię Psalm Wisławy Szymborskiej, w którym poetka pisała o tym, że dla mrówki granice nie mają żadnego znaczenia. Tak samo jak dla roślin, które rosną po obu jej stronach. Chyba podobnie myślał o nich inny polski noblista, Józef Rotblat, który przypominał, że to człowieczeństwo jest kategorią nadrzędną.

Joanna Roszak | foto Michał Sita
Skąd to jego przekonanie?
– Rotblat był polskim Żydem. Myślę, że przez to nie jest wymieniany w jednym rzędzie z Sienkiewiczem, Szymborską, Wałęsą oraz innymi polskimi noblistami i noblistkami. Urodził się w Warszawie w 1908 roku. Jego rodzina cudem przeżyła wojnę. Rotblat z siostrą i szwagrem bali się mieszkać dalej w Polsce i wyjechali do Anglii. Józef spędził tam resztę życia, ale gdy odbierał w 1995 roku Pokojową Nagrodę Nobla, poprosił, żeby na uroczystości zagrano Chopina i Paderewskiego. Wieczorem, w dniu ogłoszenia werdyktu, miał już zdarte gardło od udzielenia rozlicznych wywiadów. Zaczął więc odmawiać kolejnych rozmów z dziennikarzami.
Kiedy jednak Jacek Stawiski, dzisiaj redaktor naczelny Tygodnika Powszechnego, poprosił go o wywiad, nie mógł się nie zgodzić, bo wywiad był po polsku.
Jesteś współzałożycielką Fundacji im. Rotblata. Dlaczego tak ci zależy na pamięci o nim?
– Józef Rotblat należy do polskich myślicieli mających największy wpływ na współczesne postrzeganie pokoju. W jego przypadku postrzeganego przez doświadczenia dwóch wojen światowych. Podczas I wojny jego rodzina utraciła znaczny majątek i zaznała skrajnej biedy. Podczas II wojny, kiedy w 1940 roku utworzono w Warszawie getto, Rotblat przebywał na stypendium w Liverpoolu. Codziennie nasłuchiwał radia, by dowiedzieć się, co dzieje się w Warszawie, bo cała jego rodzina trafiła do getta. Po wojnie jego życie stało się misją na rzecz pokoju. Dla Rotblata nie była to abstrakcyjna idea, ale realny dramat jednostek i społeczeństw. Pokój jawił mu się jako moralna konieczność.
Kiedy się zaczęłaś interesować historią polskich Żydów?
– Mam zdjęcie z wycieczki szkolnej do Muzeum Auschwitz-Birkenau, byłam wtedy chyba w siódmej klasie. Ktoś uchwycił moment, kiedy razem z przyjaciółkami stoimy pod jednym z baraków i szeroko się uśmiechamy. Nie miałyśmy pojęcia o tym, gdzie jesteśmy, do momentu, kiedy zobaczyłyśmy grupę z Izraela. Wszyscy jej uczestnicy płakali. Kilka lat później, kiedy byłam w liceum, wybrałam się z przyjaciółką do poznańskiej Galerii u Jezuitów na wystawę Fundacji Shalom I ciągle widzę ich twarze. Fotografia Żydów polskich. Oglądając te twarze, poczułam, że muszę się dowiedzieć, kim byli ci Żydzi, o których tak niewiele wiedziałam. Później zorientowałam się, że pływalnia, w której moi rówieśnicy uczyli się pływać, to synagoga.
Zaczęłam zgłębiać ten temat, szukać innych miejsc związanych z pamięcią o poznańskich Żydach, jak Stadion Szyca czy Jezioro Rusałka. Mamy tu jeszcze sporo pracy do wykonania.
Pracy akademickiej?
– Nie tylko, także tej rodzinnej, społecznej, codziennej. To dotyczy również tematów związanych z osobami innych narodowości czy etniczności. Uczę w klasach, gdzie oprócz dzieci polskich są dzieci z Ukrainy i Białorusi. To już zupełnie normalny stan w szkołach, nie da się tego ignorować. Mój kolega, od lat mieszkający w Poznaniu aktor, Francuz o algierskich korzeniach, z którym kilka lat temu prowadziłam warsztaty równościowe, powiedział, że gdy siada w autobusach, kobiety mocniej zaciskają ręce na torebkach. Nie chcę żyć w takim mieście.
Jak je zmieniać na lepsze?
– Potrzebne są holistyczne działania, które powinny odbywać się właściwie na każdej lekcji, kształtując nieustanie w uczniach i uczennicach przekonanie, że najważniejsze jest człowieczeństwo. Ważne są nie tylko wydarzenia, które organizujemy, ale także to, jak ustawiamy ławki i krzesła, liczy się wygląd sal, sposób w jaki zwracamy się do uczniów i uczennic. Pokój wiąże się z tym, co i kogo czynimy widzialnym, na czym się skupiamy.
Na twoich lekcjach szczególnie ważna jest poezja?
– W czasach, w których wszystko do nas krzyczy, poezja potrafi opowiedzieć w skondensowany sposób o bardzo ważnych sprawach. Odpoczywam czytając wiersze i pisząc, reguluję w ten sposób swoje emocje i przemyślenia. W pandemii to właśnie poezja pomagała mi uporać się z bezsennością. Gdy nie mogłam zasnąć, uczyłam się wierszy na pamięć. Teraz zasypiam słuchając podcastów.
Pisanie opowiadań nie byłoby łatwiejsze?
– Próbowałam pisać opowiadania, ale i tak wychodziły z nich wiersze. Pracuję przede wszystkim poprzez skreślenia, nie lubię przegadania. Jestem już zmęczona niepotrzebnymi słowami.