
ŚRODEK ZDANIA
autorski podcast Agnieszki Budnik
o książkach i życiu literackim Poznania
Posłuchaj!
prof. UAM Eliza Pieciul-Karmińska
– językoznawczyni i germanistka, pracowniczka naukowa Wydziału Neofilologii UAM, tłumaczka, badaczka i popularyzatorka twórczości braci Grimm, autorka przekładów wszystkich ich baśni
Grimmowie byli okrutni dla dzieci?
– Ta popularna opinia wynika z błędnego przekonania, że Jakub i Wilhelm Grimmowie byli autorami baśni, tymczasem oni je tylko zbierali i spisali. Nie byli baśniopisarzami, jak Andersen, nie wymyślali baśni, więc trudno im przypisywać sadystyczne skłonności, choć faktycznie w niektórych opowieściach dzieje się wiele złego.
Morderstwa, kanibalizm, kazirodztwo…
– Krzywdzenie dzieci, porzucanie ich w lesie, obcinanie członków – katalog okrucieństw jest długi, ale, powtórzmy, Grimmowie ich nie wymyślili. Kiedy w 1812 roku, będąc dopiero u progu kariery naukowej, opublikowali pierwszy tom Baśni dla dzieci i dla domu, w podtytule zawarli informacje, że to historie „zebrane przez braci Grimm”. Od początku pozycjonowali się więc jako zbieracze. To pierwsze wydanie było dla nich pracą dokumentacyjną, nie chcieli stworzyć książki dla dzieci. Zlecenie zebrania baśni dostali od duetu poetyckiego, jaki tworzyli Clemens Brentano i Achim von Arnim.
Dlaczego?
– Był początek XIX wieku, w Europie rozwijał się romantyzm, pisarze byli zafascynowani tym co rdzenne, ludowe, szukali ducha narodu w ustnych przekazach. Poeci chcieli przekuć baśnie w autorskie opowieści, ale kiedy Grimmowie przekazali im efekty swojej pracy, Brentano porzucił plany wydawnicze, a do opublikowania baśni pod własnym nazwiskiem namówił Grimmów Achim von Arnim, z którym się przyjaźnili.
I tak w 1812 roku ukazał się pierwszy, a w 1815 drugi tom Baśni dla dzieci i dla domu, które zawierały w sumie 156 fabuł.

Wilhelm i Jacob Grimm, 1847 | dagerotyp Hermanna Blowa | foto Wikipedia
Nadawały się dla dzieci?
– Zacznijmy od tego, że opublikowane tam opowieści trudno właściwie nazwać baśniami. To zbiór baśni magicznych, podań, przypowieści, bajek, legend i pieśni ludowych, a sama publikacja miała charakter naukowy, miała uratować od zapomnienia ustne przekazy.
W pierwszym wydaniu baśni starano się wiernie odtworzyć ludowe fabuły, było przez to niedopracowane stylistycznie, trudne w lekturze. Miało być podstawą do dalszych filologicznych badań, Grimmowie opatrzyli je wieloma przypisami. Dopiero kiedy żona Achima von Arnima, Bettina, zaczęła skarżyć się, że historie nie nadają się do czytania dzieciom, Grimmowie postanowili je przeredagować.
W ciągu czterech dekad drukiem ukazało się w sumie siedem tzw. wielkich wydań zbioru baśni. Ostatnie, z 1857 roku, uznawane jest za kanoniczne i na nim bazuje większość tłumaczeń.
W kolejnych wydaniach zanika brutalność?
– Wilhelm Grimm usuwał z nich fragmenty nieobyczajne, uznane za sprzeczne z chrześcijańskimi wartościami i pochodzące z kultury przedchrześcijańskiej. Zanikają więc wszelkie wątki związane z seksualnością, nadużywaniem alkoholu czy przedmałżeńską ciążą, którą wycięto choćby z Roszpunki. Pojawia się za to poświęcenie, oddanie się Bogu, modlitwa. Zmienia się również stylistyka tekstów. Z postrzępionych historii Wilhelm stworzył płynne narracje z morałem, który pierwotnie wcale nie był taki oczywisty.
Operował tylko tekstami z pierwszego wydania?
– W kolejnych wydaniach pojawiały się nowe teksty, ale większość obecna jest we wszystkich siedmiu zbiorach. Z pierwszej edycji usunięto z różnych powodów blisko czterdzieści baśni. Niektóre były do siebie zbyt podobne, inne Wilhelm uznał za mało atrakcyjne, a jeszcze inne wydawały się za bardzo francuskie na czasy zaraz po wyparciu wojsk Napoleona z terenu państw niemieckich.
Skąd te francuskie historie pośród niemieckich baśni?
– Grimmowie z powodów finansowych nie mogli pozwolić sobie na zbieranie materiału w terenie. Błędnie uważa się, że chodzili po wsiach od domu do domu, prosząc o opowieści. To jest mit. W rzeczywistości działali stacjonarnie, siedząc przy biurku w gabinecie. Mieli informatorów, którzy przekazywali im zasłyszane lub przeczytane gdzieś fabuły. Były to przede wszystkim ich koleżanki, mieszczanki francuskiego, hugenockiego pochodzenia, których rodziny podczas wojen religijnych we Francji znalazły schronienie w Hesji, skąd Grimmowie pochodzą.
Opowiadały niemieckim braciom historie, które znały z rodzinnych domów, często z lektury baśni Charlesa Perraulta. Stąd właśnie w pierwszym wydaniu obecność takich francuskich fabuł, jak Kot w butach czy Sinobrody.
Jednym z niewielu mężczyzn wśród tych informatorów był emerytowany żołnierz, Johann Friedrich Krause, który opowiadał historie o wojskowym zacięciu. Ciekawe opowieści dodała także Amalie Hassenpflung, dziesięcioletnia siostra przyjaciółek Grimmów. To dzięki niej bracia poznali baśnie O diable z trzema złotymi włosami oraz Dziwaczną ucztę, absurdalną historię o krwawej kiszce, czyli kaszance, która chciała zamordować wątrobiankę.
Niemieckość miała dla nich w tej pracy jakieś znaczenie?
– Grimmowie zebrali niemieckie sentencje prawne, opisali niemiecką gramatykę, stworzyli słownik języka niemieckiego, a baśnie celowo pozbawili etnicznego dookreślenia. Wierzyli, że te historie są uniwersalne, że nie przynależą do jednego języka, nacji czy państwa.
Że mają aspekt jednoczący?
– To, co dzisiaj znamy jako państwo niemieckie, wówczas składało się z wielu małych państewek. Grimmowie pochodzili z Hesji, byli gorącymi patriotami swojej małej ojczyzny, ale mieli świadomość rodzącej się idei państwa, patriotyzmu ogólnoniemieckiego. Wojna z Napoleonem tylko wzmocniła to przekonanie, wzbudziła potrzebę zjednoczenia terenów niemieckojęzycznych. Deutschland, Deutschland über alles – słowa niemieckiego hymnu odnoszą się właśnie do dziewiętnastowiecznej idei jedności Niemiec, a nie do poczucia wyższości wobec innych państw i narodów, co znamy już z późniejszej historii.
Jakie wydarzenie jest kluczowe w życiu Grimmów?
– Ich życie poniekąd zdefiniowała śmierć ojca, Philippa Wilhelma. Zmarł nagle w wyniku zapalenia płuc w wieku zaledwie czterdziestu czterech lat. Utrzymywał rodzinę z pensji urzędniczej, więc gdy odszedł, zostali pozbawieni środków do życia, służbowego mieszkania. Funkcja głowy rodziny przypadła najstarszemu synowi, wówczas jedenastoletniemu Jakubowi.
Szczęśliwie starsza siostra ich matki Dorothei była damą na dworze księcia w Kassel, dzięki czemu Jakub wraz z Wilhelmem mogli uczęszczać do tamtejszego gimnazjum. Ciotka zapewniła im wikt i opierunek.
Na zawsze razem?
– Ten wspólny wyjazd w młodym wieku, bieda tak duża, że przez lata spali w jednym łóżku oraz przekonanie o obowiązkach wobec rodziny, bardzo mocno związały ze sobą braci. Będą mieszkać razem i prowadzić wspólne gospodarstwo przez całe życie: od stancji w Kassel, przez studia w Marburgu, po Berlin, ostatni etap ich życiowej tułaczki.

prof. UAM Eliza Pieciul-Karmińska | foto Marcin Sokalski
Studiowali prawo. Chcieli się nim zajmować?
– Mieli odbyć studia prawnicze, jak najszybciej zdobyć wykształcenie i pójść w ślady ojca, czyli pracować jako urzędnicy i opiekować się rodziną. Jednak na prawie szczególnie nie odnajdywał się Jakub, który chciał poświęcić się studiom nad zabytkami języka i kultury Niemiec. Był bardzo oddany tej pasji, nawet w starszym wieku potrafił pracować po trzynaście godzin dziennie. Niestety życie zawodowe rozpoczął pod okupacją francuską jako prywatny bibliotekarz Hieronima Bonapartego, po wojnach napoleońskich przez pewien czas był urzędnikiem państwowym i został nawet delegatem posłannictwa heskiego na kongres wiedeński. Ten wiedeński okres był dla niego szczególnie uciążliwy z racji licznych balów i bankietów.
Kiedy wrócił do Kassel, razem z bratem pracowali jako bibliotekarze. Praca była słabo płatna, ale w wolnym czasie mogli zajmować się naukowymi pasjami i rozwojem kariery akademickiej.
Która im się całkiem udała.
– W Polsce bracia Grimm kojarzeni są przede wszystkim z baśniami, mało kto myśli o nich inaczej. Tymczasem w Niemczech uważani są za wybitnych filologów, właściwie twórców filologii niemieckiej, językoznawców, autorów fundamentalnego słownika. Byli doceniani już za życia, otrzymywali doktoraty honoris causa, niejeden uniwersytet widział ich wśród kadry naukowej.
Bracia, po piętnastu latach pracy bibliotekarskiej w Kassel, wyjechali z ojczystej Hesji do Królestwa Hanoweru, do Getyngi, gdzie byli bibliotekarzami i wykładowcami uniwersyteckimi. Jakub bardzo tego nie lubił, uznawał nauczanie innych za stratę czasu. W roli profesora odnalazł się za to Wilhelm, który prowadził wykłady z pasją i swobodą, za co lubili go studenci.
Dlaczego opuścili Getyngę?
– W 1837 roku wzięli udział w proteście profesorów przeciwko królowi Hanoweru Ernestowi Augustowi I, który uchylił obowiązującą konstytucję. Przeszli do historii jako dwóch pośród Siedmiu z Getyngi, ale i musieli opuścić kraj. Na kilka lat wrócili do Kassel i zamieszkali u młodszego brata, Ludwika Emila.
A potem, dzięki staraniom Bettiny von Arnim i Fryderyka von Savigny’ego, ich profesora i przyjaciela z czasów studiów w Marburgu, wyjechali w 1841 roku do Berlina na prywatne stypendium naukowe, zaoferowane przez nowego króla Prus Fryderyka Wilhelma IV.
Z Berlina to już tylko rzut beretem do Poznania.
– Wiemy, że w okresie berlińskim Jakub odwiedził Poznań, ale nie mamy o tej podróży wielu informacji. Grimmowie nie mieli z Poznaniem żadnego związku, dlatego tak wspaniałe i zaskakujące jest to, że właśnie w naszej Bibliotece Uniwersyteckiej posiadamy książki z ich księgozbioru.
W Niemczech jest kilka miast, które mają książki z prywatnej biblioteki braci Grimm – Berlin, Kassel, Marburg i Haldensleben. Obecnie, dzięki znalezisku, którego dokonałam wspólnie z Renatą Wilgosiewicz-Skutecką z Oddziału Zbiorów Specjalnych Biblioteki Uniwersyteckiej, do tego grona dołączył Poznań. Odnalazłyśmy już ponad pięćdziesiąt książek, które niegdyś należały do braci Grimm, co sytuuje nas w gronie najważniejszych ośrodków posiadających takie zbiory.
Jak one trafiły do naszej biblioteki?
– Herman, syn Wilhelma, zgodnie z ostatnim życzeniem Jakuba, przekazał niemalże w całości księgozbiór ojca i stryja Królewskiej Bibliotece Uniwersyteckiej w Berlinie, która wydzieliła z niego około półtora tysiąca dubletów – tytułów, które biblioteka miała już w swoich zasobach. Część z nich sprzedano, a część przekazano do Poznania, by zasilić księgozbiór powstającej właśnie w naszym mieście pruskiej Kaiser-Wilhelm-Bibliothek.
Dlaczego te książki są tak cenne?
– Wiele z nich to białe kruki, książki o wielkiej wartości historycznej i materialnej, jak choćby Biblia z 1481 roku. Są cenne również dlatego, że dokumentują metodę pracy braci. Możemy dowiedzieć się dzięki nim, skąd Grimmowie czerpali inspiracje, z czego korzystali, jakie źródła były dla nich ważne. Bracia w swoich książkach sporządzali wiele notatek, podkreślali, zaznaczali ulubione fragmenty. Dzięki naszemu odkryciu możemy obalić tezę o tym, że powieść łotrzykowska Przygody Simplicissimusa Grimmelshausena z 1669 roku nie była dla nich szczególnie istotna.
Tymczasem jej pierwsze, odnalezione w Poznaniu wydanie, pełne jest skrupulatnych notatek, świadczących o wielkim zainteresowaniu braci Grimm tym dziełem. Warto przy okazji dodać, że w Niemczech studia nad prywatnym księgozbiorem braci Grimm są osobną dziedziną badań.
A w Polsce?
– Czasami nawet w kręgach akademickich spotykam się z przekonaniem, że Grimmowie zajmowali się wyłącznie baśniami, twórczością kierowaną do dzieci, a przez to niejako mało poważną. Ja od lat staram się pokazać, że Grimmowie to nie tylko autorzy zbioru baśni, którzy pisali o kazirodztwie, gwałtach i śmierci.
Skąd to pani zainteresowanie?
– Pojawiło się blisko dwadzieścia lat temu, gdy poznańskie wydawnictwo Media Rodzina zwróciło się do mnie z propozycją przekładu siódmego, ostatniego pełnego wydania baśni. Wówczas w języku polskim były dostępne tylko dwa takie tłumaczenia – autorstwa Antoniny Zofii Kowerskiej z końca XIX wieku oraz Marcelego Tarnowskiego i Emilii Bielickiej z roku 1982.
Propozycję przyjęłam z radością, a historia heskich braci pochłonęła mnie bez reszty. Od kiedy w roku 2010 opublikowałam przekład wszystkich kanonicznych baśni jako zbiór Baśni dla dzieci i dla domu, piszę o nich artykuły naukowe i publicystyczne oraz prowadzę fejsbukowy profil Rumpersztyk.
Na dwa lata wyjechałam również do Kassel jako profesorka gościnna, a od 2016 roku namawiałam różne wydawnictwa do opublikowania przekładu pierwszego wydania baśni. W końcu udało się w 2023 roku dzięki Wydawnictwu Dwie Siostry.
I to wydanie odniosło spory sukces.
– Mój przekład wybranych baśni z pierwszego wydania, Żyli długo i szczęśliwie, póki nie umarli. Nieznane baśnie braci Grimm, doczekał się adaptacji Złe baśnie na deskach Wrocławskiego Teatru Pantomimy im. Henryka Tomaszewskiego oraz słuchowiska Grimmersive w Radiu Kraków. Dodam, że na wiosnę tego roku, nakładem Państwowego Instytutu Wydawniczego, ukaże się biografia braci Grimm, którą przetłumaczyłam z niemieckiego, opatrując posłowiem i przypisami dla polskich czytelników. Mam nadzieję, że rozwieje ona wiele mitów i kontrowersji wokół braci Grimm.
Ma pani ich ulubioną baśń?
– Najbardziej lubię Drzewo jałowca, jedną z ważniejszych baśni dla samych Grimmów. To wprawdzie historia pełna okrucieństwa, w której pojawia się morderstwo, ćwiartowanie, kanibalizm, złe duchy. Jednak skrzywdzone dziecko w cudowny sposób wraca do życia i wymierza sprawiedliwość, a wszyscy, którzy przeżyli, siadają za stołem do wspólnego posiłku. Znów nastaje pokój.