Pomnikowa lista przebojów

Polska sztuka pomnikowa prezentowała ostatnio wysoki poziom w czasach PRL i z tej właśnie epoki pochodzi w Poznaniu większość najciekawszych pomników.
JAKUB GŁAZ
Pomnik Armii „Poznań” | foto Marcin Sokalski

MIASTOTWÓRCY
autorski podcast Jakuba Głaza
o architekturze i przestrzeni miejskiej Poznania
Posłuchaj!

Polska sztuka pomnikowa prezentowała ostatnio wysoki poziom w czasach PRL i z tej właśnie epoki pochodzi w Poznaniu większość najciekawszych pomników. Po 1990 roku jakość przeszła w ilość – monumentów przybyło lawinowo, ale trudno o dzieła z wyższej półki. Co zatem można zaliczyć do poznańskiej czołówki? Zanim zaczniemy tworzyć pomnikową listę przebojów, trzeba zaznaczyć, że o wartości upamiętnienia świadczy nie tylko jakość rzeźby czy formy przestrzennej, ale też przemyślane ulokowanie na symbolicznej mapie miasta oraz wkomponowanie w kontekst urbanistyczny. Pomnik to gra z pamięcią, przestrzenią, estetyką i – bardzo często – silnymi emocjami, które przesłaniają racjonalny osąd formy. Stąd też w Polsce niedostatek pomników odważniejszych, dowcipnych lub podejmujących dialog z narodowymi mitami. Jest tak i w Poznaniu. Nasze pomnikowe crème de la crème to dzieła dobre, ale wyłącznie o poważnym charakterze.

Czas na numer jeden. W połączonych kategoriach architektonicznej, rzeźbiarskiej i urbanistycznej nie ma raczej konkurencji pomnik Armii Poznań u podnóża Wzgórza Świętego Wojciecha. Upamiętnia bohaterskie zmagania Wielkopolan z września 1939 roku (z podkreśleniem Bitwy nad Bzurą) oraz ich klęskę. Sam pomnik jest jednak zwycięzcą i to z wielu powodów. Opowieść o nierównej walce dostajemy pod postacią czytelnej przestrzennej metafory. Kompozycja jest dobrym wypełnieniem oraz dopełnieniem przestrzeni. Wreszcie, otaczają ją inne obiekty znaczące dla historii kraju i miasta.

Martyrologiczny charakter przełamany jest z kolei możliwością wejścia w przestrzeń pomnika. To dzieło nie tylko do oglądania, ale także do doświadczania.

Gdzie metafora? Hitlerowskiej nawale odpowiadają tu pochylone, masywne stalowe bloki. Polską armię obrazują ustawione naprzeciw nich ostre, cieńsze szpice – bagnety. Widząc walkę tych dwóch armii, odbiorca intuicyjnie czuje, że szpice mają niewielkie szanse, choć wyglądają szlachetniej od pancernych brył. Architektoniczno-rzeźbiarska forma wypełnia ponadto bardzo trafnie otwartą przestrzeń poniżej wzgórza – reminiscencję fortu Hake, który stanął tu w XIX wieku (wcześniej był to ewangelicki cmentarz).

Budowa pomnika Armii „Poznań” na Wzgórzu św. Wojciecha | foto Jerzy Miecznikowski | CYRYL.poznan.pl

Pomnikowa kompozycja z każdej strony prezentuje się odmiennie i spaja przestrzennie przyległe do niej obszary o różnym charakterze i wyglądzie. Jeszcze inaczej doświadcza się jej wchodząc pod obszerne zadaszenie, gdzie na ścianach widnieją nazwy miejscowości, nazwiska uczestników walk i udana płaskorzeźba obrazująca nacierających żołnierzy. W tej półotwartej przestrzeni panuje intymna atmosfera sprzyjająca zadumie. Wreszcie, do czasu ostatniej renowacji sprzed pięciu lat, pochyłości pomnika robiły za rampy dla rolkarzy, co z jednej strony budziło zastrzeżenia, a z drugiej pogodną refleksję: „po to kiedyś walczono, by cieszyć się dziś swobodą”. Pomnik żył w nieoczekiwany sposób. Wkrótce jego przestrzennym i ideowym dopełnieniem będzie kończone właśnie w sąsiedztwie Muzeum Powstania Wielkopolskiego.

Kompozycję tę odsłonięto 1 września 1982 roku, a przymiarki do jej realizacji trwały od połowy lat 70. XX wieku. Pierwsza wersja miała stanąć przy Drodze Dębińskiej.

Kombatanci zaangażowali cenioną już wtedy poznańską rzeźbiarkę Annę Rodzińską, która zaproponowała podobny w duchu koncept, z tym, że masywne bryły reprezentowały Polaków, a zaznaczone w posadzce placu szpice – niemiecki atak. Projekt odłożono jednak ad acta i w 1978 roku rozpisano konkurs dla zaproszonych twórców. Wskazano też wtedy obecną lokalizację.

_DSC0531
Pomnik Armii „Poznań” | foto Marcin Sokalski
_DSC0569
Pomnik Armii „Poznań” | foto Marcin Sokalski

Konkurs wygrała również do niego zaproszona Rodzińska (wraz z Julianem Bossem-Gosławskim). Dostosowała swój pierwszy pomysł do kształtu działki i nadała mu dynamiki. Potem okazało się, że pod skwerem biegnie ciepłociąg, więc władze wskazały alternatywną lokalizację – Park Tysiąclecia. Rodzińska zrobiła dla niej nawet zastępczy projekt (uproszczoną sylwetkę orła), ale, po interwencji środowisk artystycznych i modyfikacjach projektu we współpracy z architektem Józefem Iwiańskim, udało się wrócić w sąsiedztwo Świętego Wojciecha.

Wówczas monument zaliczył obrót o sto osiemdziesiąt stopni. Niemieckie kloce nacierały w pierwotnym projekcie od wschodu, co nie mogło spodobać się ówczesnym decydentom.

Rozczarowana była też część kombatantów, którzy woleliby bardziej tradycyjną formę. „Co to za pomnik? Przecież to żołnierz na koniku powinien siedzieć” – trawestowała po latach krytyczne reakcje Rodzińska. Na szczęście w tamtym czasie o formach pomników decydowali kompetentni artyści, a nie entuzjaści–dyletanci. Częste też były konkursy.

W trybie konkursowym wybierano również, niemal w tym samym czasie, kolejny udany monument – tzw. Poznańskie Krzyże, czyli pomnik Czerwca 1956 roku. Zawody odbyły się w czasie nazywanym Karnawałem Solidarności, na przełomie 1980 i 1981 roku. Na upamiętnienie wyznaczono plac Mickiewicza, na którym w 1956 roku protestowali Poznaniacy. W konkursie wielu artystów proponowało wyraziste kształty, ale jury wybrało pomnik dyskretniejszy, o horyzontalnej formie, by nie konkurował ze stojącym już na placu pomnikiem Mickiewicza.

CYRYL_103_0_1981_3_0013
Odsłonięcie pomnika Poznańskiego Czerwca 1956 na placu Mickiewicza w Poznaniu, 28.06.1981 | foto Marian Wojciechowski | Marian Wojciechowski | CYRYL.poznan.pl
CYRYL_104_0_0_25_0005
Końcowy etap montażu pomnika Poznańskiego Czerwca 1956, 1981 | foto Zdzisław Nowicki | CYRYL.poznan.pl

Komitet pomnikowy i mieszkańcy chcieli jednak widoczną, wręcz demonstracyjną formę, więc z konkursowych prac wybrano projekt rzeźbiarza Adama Graczyka i architekta Włodzimierza Wysockiego. Zaproponowali oni dwa „kroczące”, wysokie i masywne krzyże, złączone wspólnym ramieniem oraz liną ze strzegącą je uproszczoną głową orła. Symbol krzyży był wtedy nośny, bo stał w opozycji do PRL-owskich władz, współgrając z religijnym wzmożeniem początku lat 80. i wskazując na upamiętnienie zabitych. Inspiracją był tu też pomnik poległych stoczniowców w Gdańsku – odsłonięte w 1980 roku trzy krzyże. Poznańskie krzyże są jednak mniej dosłowne, przywodzą na myśl obeliski.

Ich stalowe formy powstały w ekspresowym tempie w zakładach Cegielskiego (we współpracy z innym przedsiębiorstwami) i pomnik odsłonięto w 25. rocznicę Czerwca.

Jego duża skala oraz symbolika były przedmiotem zastrzeżeń nie tylko wśród niechętnych oczywiście pomnikowi partyjnych władz, ale przeważył duch chwili. Na szczęście projekt dobrze wpisał się w kontekst zdominowany przez masywny zamek. Krzyże podjęły dialog z jego skalą i formą. Wycofane w głąb placu Poznańskie Krzyże stanowią na tle zieleni udany zwornik parkowego założenia i architektury. Operując symbolem nie tworzą zgrzytu z figuralnym pomnikiem Mickiewicza. Są też pośrednio świadectwem okoliczności, w których powstały. Zostało to zresztą udosłownione w latach 90. XX wieku, gdy do umieszczonych na krzyżach dat wolnościowych zrywów i przełomów dodano rok 1981, co może powodować błędną interpretację monumentu, jako dzieła powstałego już po stanie wojennym.

Pomnik Poznańskiego Czerwca 1956 | foto Marcin Sokalski

Na sąsiedztwie nie stracił również Mickiewicz – kolejne udane i warte docenienia dzieło, odsłonięte 29 maja 1960 roku jako już drugi poznański pomnik narodowego wieszcza. Poprzedni stanął w 1859 roku przy kościele Świętego Marcina i był pierwszym pomnikiem Mickiewicza na ziemiach polskich oraz pierwszym poznańskim pomnikiem w ogóle. Zniszczono go za niemieckiej okupacji, dzisiaj można oglądać jego kopię na zielonym dziedzińcu Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk przy Mielżyńskiego.

Mickiewicz powojenny to udane figuralne przedstawienie, z którego mogliby brać przykład twórcy zbyt dosłownych pomników ostatnich lat.

Czterometrowy wieszcz na dwumetrowym postumencie to wybrane w konkursie z 1955 roku dzieło profesora poznańskiej Państwowej Wyższej Szkoły Plastycznej (obecnie Uniwersytetu Artystycznego) Bazylego Wojtowicza oraz Czesława Woźniaka. Przedstawia młodego jeszcze poetę w dostojnej pozie. To „nie natchniony prorok, lecz skupiony, pogrążony w myślach twórca” – pisał w poświęconym mu tekście historyk, prof. Przemysław Matusik.

Rzeźba udanie balansuje między w pełni realistycznym, a syntetycznym potraktowaniem postaci. Wieszcz spogląda i przed siebie, i w stronę uniwersytetu, którego patronem został w 1955 roku. W latach 80. komentowano, że ze smutkiem odwraca głowę od Poznańskich Krzyży, przypominających tragiczny bunt z 1956 roku.

_DSC0647
Pomnik Adama Mickiewicza | foto Marcin Sokalski
53_4046_0_1_572_45902953
Pomnik Adama Mickiewicza | foto Archiwum Państwowe w Poznaniu | NAC

Pomniki Mickiewicza i Czerwca zamknęły okres powojennego meblowania ważnego placu, na którym od 1903 do 1919 roku stał pomnik Bismarcka, a w latach 1932–1939 pomnik Najświętszego Serca Jezusa Chrystusa, będący wotum za odzyskaną niepodległość. W 1981 roku nasycenie pomnikowymi formami i reprezentowanymi przez nie ideami stało się na placu Mickiewicza maksymalne. Zadziwiające były więc podejmowane po 2010 roku przez prawicowe środowiska próby restytucji w tym miejscu wspomnianego pomnika Chrystusa.

Tym bardziej, że sakralna forma krzyży była od samego początku odbierana jako częściowa rekompensata za religijno-patriotyczny pomnik zniszczony przez Niemców. Jego ślad upamiętniono ponadto na początku lat 90. w posadzce placu.

Kolejny udany, choć młodszy pomnik, znajduje się tuż obok, bo przed Centrum Kultury Zamek. To skromniejszych rozmiarów obelisk upamiętniający Mariana Rejewskiego, Jerzego Różyckiego i Henryka Zygalskiego, kryptologów rozpracowujących przed wojną niemiecką maszynę szyfrującą Enigma. Nad złamaniem jej kodów matematycy pracowali w sąsiednim budynku, w którego miejscu stoi od 1950 roku Collegium Martineum Uniwersytetu Adama Mickiewicza, dawny gmach PZPR. Sam zamek był także jedną z przedwojennych siedzib Uniwersytetu Poznańskiego, jak się wówczas nazywał UAM.

Pomnik Kryptologów | foto Marcin Sokalski

Trójścienny graniastosłup to odsłonięte w 2007 roku dzieło zakopiańskich twórców Grażyny Bielskiej-Kozakiewicz i Mariusza Kozakiewicza. Pomnik nie gra na wysokich tonach, obył się też bez dosłowności. Na każdym boku widać rzędy cyfr i dane jednego z upamiętnionych. Prosty przekaz intryguje, a zdyscyplinowana, geometryczna forma współgra z charakterem matematyki i pośrednio działaniem ludzkich umysłów – drugoplanowymi bohaterami obelisku. Uzmysławia też, że nauka i patriotyzm idą w parze, co jest miłą odmianą wśród licznych pomników bitewnych i martyrologicznych. Obszernym dopełnieniem tych znaczeń jest otwarte pięć lat temu w Martineum Centrum Szyfrów Enigma – na swój sposób również atrakcyjny i pouczający pomnik działań kryptologów.

Pierwszą piątkę najciekawszych monumentów zamyka dzieło poświęcone nie klęsce, co w Polsce rzadkie, a zwycięstwu. Mowa o pomniku Powstańców Wielkopolskich u zbiegu Wierzbięcic i Królowej Jadwigi.

Kompozycja wysokiego obelisku i wolnostojącej rzeźby dwóch powstańców stanęła we wrześniu 1965 roku po trwającym kilka lat wyborze projektu. Najpierw w toku dwuetapowego (i uznanego za nieudany) konkursu, a potem w trakcie konsultacyjnej obróbki jednego z konkursowych dzieł autorstwa Gdańszczanina Alfreda Wiśniewskiego.

W zasadzie, jak pisał w monografii pomnika Krzysztof Rzepa, „przyjęty do realizacji projekt był swoistym amalgamatem, sumą pomysłów przedstawionych przez innych artystów, sugestii zgłaszanych przez władze i zainteresowanych przedsięwzięciem przedstawicieli społeczeństwa Wielkopolski”. W taki sposób narodził się wysoki na siedemnaście metrów i okryty granitem obelisk, opasany płaskorzeźbami opisującymi wielkopolskie działania na rzecz polskości w XIX wieku oraz towarzyszący mu oficer z szablą i szeregowiec z karabinem – obaj w rogatywkach.

Pomnik Powstańców Wielkopolskich | foto Marcin Sokalski

Pogodzono tu artystyczne dążenie do wyrazistej abstrakcyjnej formy i oddolne parcie Poznaniaków oraz kombatantów na bardzo wierne, realistyczne odwzorowanie postaci powstańców.

Jak na taki tryb wyboru formy, rezultat okazał się zaskakująco udany. Mniej trafne okazało się niestety miejsce. Po pierwsze, nie ma ono związku z powstańczymi wydarzeniami i po drugie, straciło swój silnie eksponowany charakter. W latach 60., zgodnie z intencjami twórców, pomnik dominował nad otoczeniem i był łatwo dostępny. Sytuację zmieniła przebudowa skrzyżowania w końcu lat 70. i znaczny wzrost skali sąsiedniej zabudowy. Przez to pomnik i jego przedpole zostały odizolowane układem szerokich ulic i przejściem podziemnym.

Powstańczą historią kończymy wędrówkę pod najlepsze poznańskie pomniki, wybrane oczywiście subiektywnie. Nie zmieściły się tu inne udane pomniki poza ścisłym centrum: Kościuszko w rozwidleniu ulic Bukowskiej i Grunwaldzkiej czy Gagarin przy osiedlu Pod Lipami. Nie ma też w zestawie ciekawych śródmiejskich form, jak Golem, Stary Marych czy Bamberka. Są to bowiem nie tyle pomniki, co miejskie rzeźby obrazujące postaci fikcyjne, legendarne lub symboliczne. Jest ich zresztą w całym Poznaniu kilkadziesiąt, a ich poziom jest często całkiem udany, zasługują więc na oddzielną opowieść.

Polecamy również

Chcesz wiedzieć o wszystkim, co najważniejsze w poznańskiej kulturze?
O wydarzeniach, miejscach, ludziach, zjawiskach, trendach?
Zapisz się do naszego piątkowego dynkslettera!