Odkrywca Poznania

„Chcę przekonać Poznaniaków, żeby zaczęli zwiedzać własne miasto” – mówi Filip Czekała, autor książki „Poznań. Historie nieznane i zapomniane”
MATEUSZ KUŹNIEWSKI
Filip Czekała | foto Michał Sita

Noc Księgarń, początek października, spotykam się z Filipem Czekałą pod siedzibą Wydawnictwa Poznańskiego przy Moście Teatralnym. Nie jestem sam. Zbierają się też inni czytelnicy jego książek, by wspólnie wziąć udział w spacerze śladami poznańskich historii. Dla Filipa miasto jest nie tylko miejscem zamieszkania, ale niekończącą się kopalnią anegdot. – Kiedy miałem trzy, może cztery latka, bawiłem się mapami Poznania. Leżałem na tych mapach i analizowałem, co na nich jest, a umiałem już wtedy czytać. Szybko nauczyłem się nazw ulic, choć trzeba przyznać, że było to trochę zabawne, bo mapy były jeszcze z PRL-u, więc miało nazwy sprzed dekomunizacji – śmieje się Filip Czekała, autor wydanej niedawno książki Poznań. Historie nieznane i zapomniane. Mapy w tej historii odegrają jeszcze swoją rolę.

Miłość do miasta zaszczepili w nim rodzice, którzy, spacerując po mieście, musieli się zmierzyć z niełatwym zadaniem odpowiadania na dociekliwe pytania przyszłego dziennikarza.

On sam przyznaje, że lubił się w Poznaniu zgubić, a najłatwiej było to zrobić na Cytadeli: – Ona była jednym z najważniejszych miejsc mojego dzieciństwa, bo na spacery najczęściej chodziliśmy właśnie tam. Czasami też do Parku Sołackiego. Do dziś mieszkamy bardzo blisko obu tych miejsc. To na Cytadeli uczyłem się jeździć na rolkach, wybieraliśmy się tam również na wycieczki rowerowe i pamiętam, że zawsze trudno było mi ogarnąć jej topografię, bo alejki ciągle zakręcają i nie są ułożone prostopadle.

Park Cytadela | visitpoznan.pl | foto Adam Ciereszko

Na szczęście plan naszego spaceru jest mniej skomplikowany i obejmuje najbliższą okolicę. Mimo, że mamy przechadzać się ulicami dobrze znanymi większości Poznaniaków, czeka nas nie lada przygoda: – Mam w sobie chęć odkrywania tego, co blisko, a mimo to, często pozostaje nieodkryte. Dużą frajdę sprawia mi zaskakiwanie opowieściami o budynkach, które ludzie często mijają, nie mając pojęcia, jaką kryją przeszłość – tłumaczy Filip.

Już na samym początku czeka mnie zdziwienie. Stajemy na Fredry przed liczącą sobie sto czternaście lat willą Landsberga, remontowaną właśnie siedzibą Wydawnictwa Poznańskiego: – Krótko po drugiej wojnie światowej był tu konsulat Stanów Zjednoczonych. Pierwszy amerykański konsulat w Poznaniu utworzono wcześniej niż radziecki, bo w styczniu 1946 roku. Rosjan bardzo denerwowały długie kolejki do tej placówki, bo blokowały przejazd tramwajów. Między innymi z tego powodu postanowili zabrać willę Amerykanom – opowiada nasz przewodnik.

Willa Adolfa Landsberga przy ul. Fredry 8, siedziba Wydawnictwa Poznańskiego | foto arch. Wydawnictwa Poznańskiego

– Interesuje cię historia Poznania? – pytam jednego z uczestników spaceru: – Interesują mnie ciekawostki dotyczące miasta. Lubię, przechadzając się po Poznaniu, łączyć miejsca z opowieściami. Dzięki temu budynki przestają być dla mnie anonimowe – wyjaśnia Hubert. Wtóruje mu pani Aneta, która na spacer przyszła z mężem: – Fajnie, że pojawił się autor, który przybliża losy naszego miasta. Staramy się je poznawać, lubimy korzystać z atrakcji, jakie proponuje, dlatego tu jesteśmy.

Filip Czekała jest absolwentem politologii na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM. Już w trakcie studiów rozpoczął pracę w lokalnych mediach.

Najpierw pracował w Głosie Wielkopolskim, potem w portalu tvn24.pl, gdzie zbierał pierwsze szlify i coraz lepiej poznawał miasto. Jak to się stało, że zaczął pisać książki o Poznaniu? Jak to zwykle bywa, zaczęło się niewinnie. I tu wracają ukochane przez Filipa mapy: – Spotkałem się kiedyś z koleżanką ze studiów, Magdą Genow [autorką Dynksa], która pracowała dla Wydawnictwa Poznańskiego. Umówiliśmy się na kawę, bo Magda chciała pożyczyć jakieś mapy i to z jej strony padła propozycja, czy nie chciałbym czegoś dla Poznańskiego napisać. Odmówiłem, żartując, że na takie rzeczy znajdę czas najwcześniej na emeryturze. Ale potem, na szczęście, zmieniłem zdanie – śmieje się Filip.

Filip Czekała | foto Michał Sita

Pierwsze były wydane dekadę temu Historie warte Poznania. Sukces książki spowodował, że powstały kolejne: Miasto nie do Poznania, napisana wspólnie z nieżyjącym już Tomaszem Mikszo PeWuKa, Cud nad Wartą i Poznań. Historie nieznane i zapomniane. Filip Czekała: – Wydawnictwo proponowało, by historie o Poznaniu opowiedzieć w formie wywiadów, ale uznałem, że będzie mnie to ograniczać. Opowieści, które po latach mogły zostać wyidealizowane przez ich bohaterów potrzebowały odpowiedniej weryfikacji. Wiadomo przecież, że pamięć się zaciera. Dlatego moje książki przybrały formę anegdot.

Spragniona ich grupa spacerowiczów rusza dalej. Pod Teatrem Wielkim słuchamy opowieści o wieczorze kawalerskim Krystiana Zimermana, zwycięzcy IX Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina w 1975 roku.

Nasz przewodnik przytacza słowa ówczesnego dyrektora placówki, Sławomira Pietrasa: – Pani Halinka z dołu przyszła prosić, żebyśmy bawili się trochę ciszej. „I w ten fortepian walicie jak jakiś Zimerman” – narzekała. Na to Zimerman mówi: „Tak, jestem tu, jestem”. Kobieta osłupiała.

Teatr Wielki w Poznaniu, pocz. XX w. | foto NAC

Kolejnych barwnych opowieści słuchamy pod dawną Kawiarnią Dobskiego i na Placu Cyryla Ratajskiego. Dalej ruszamy w stronę Placu Wolności. Filip opowiada, że w okresie międzywojennym to właśnie tu zamontowano pierwszy neon w mieście. Powstał w 1929 roku przed Powszechną Wystawą Krajową. – W Poznaniu swoją siedzibę miała firma Osram Lampe, która chciała umieścić reklamę na froncie gmachu Esplanady na Placu Wolności. Jednocześnie o to samo zabiegała firma J.A. Baczewski. Architekt Jerzy Tuszowski wybrnął z tego brawurowo projektując napis: JA BACZEWSKI OSRAM LAMPE – śmieje się Filip.

Tymczasem rozmawiam z innymi uczestnikami spaceru. Pani Ola z Piły przyjechała do Poznania szesnaście lat temu na studia: – Potrzebowałam dużo czasu, żeby polubić to miasto, ale kiedy to już się stało, poznaję je dalej z przyjemnością. Przyszłam na ten spacer, żeby odkryć nieco mniej oczywiste oblicze Poznania i jestem bardzo zadowolona. Dziś mogę o sobie powiedzieć, że jestem ambasadorką Poznania i staram się innych zarażać miłością do tego miasta.

Robi się już ciemno, a my podążamy ulicą 27 Grudnia, to jedno z ulubionych miejsc Filipa. Jego zdaniem, szczególnie po remoncie, ulica zyskała szczególny klimat.

Dochodzimy do ikonicznego Okrąglaka i słuchamy kolejnej opowieści: – Projekt budynku powierzono Markowi Leykamowi w 1948 roku. Wymyślił on, że dla osi widokowych budynek powinien mieć formę walca. Mamy szczęście, rok później jedynym poprawnym ideologicznie stylem architektonicznym był socrealizm, więc mógłby tu powstać poznański Pałac Kultury i Nauki – opowiada autor Historii wartych Poznania. Pani Ola: – Czy Okrąglak jest ładny? Nie wiem. Na pewno jest ciekawy. Zdałam sobie sprawę, że nigdy nie byłam w środku. Dlatego po spacerze od razu tam pędzę.

Okrąglak w 1959 r. | foto NAC

My tymczasem pędzimy w stronę Domu Książki, potem Centrum Szyfrów Enigma i w końcu Placu Adama Mickiewicza. A tu znów zaskoczenie: – Nie wiem czy państwo mają świadomość, że w 1945 roku był tu cmentarz, który przeniesiono na stoki Cytadeli – tłumaczy Filip zgromadzonym.

Nasza wycieczka dobiega końca, choć dla wielu może być początkiem przygody z Poznaniem, miastem pełnym niezwykłych historii. Historii nie tylko o miejscach, ale i ludziach.

W najnowszej książce Filip opisuje na przykład historię człowieka, który poleciał w kosmos. No, prawie. – Udało mi się spotkać i porozmawiać z panem Zenonem Jankowskim, niedoszłym kosmonautą spod Poznania. To człowiek, który przeszedł pełne szkolenie w gwiezdnym miasteczku, jednak na ostatniej prostej zdecydowano, że to nie on poleci, a Mirosław Hermaszewski.

Są też anegdoty iście rock’n’rollowe, jak ta o spontanicznym koncercie muzyków Iron Maiden na pewnym weselu w Adrii. Ówcześni nowożeńcy są już dawno po rozwodzie, ale dnia swojego ślubu nie zapomną do końca życia. Z kolei wędrujący z nami pan Hubert, czytając książki Filipa, był zaskoczony inną historią: – Bardzo lubię opowieść o wąskotorówce, która została przeniesiona z Dębca nad Maltę. Nigdy wcześniej o tym nie słyszałem, więc zrobiło to na mnie spore wrażenie – tłumaczy.

Historia pani Wiktorii, z którą rozmawiam na sam koniec naszego spaceru, jest mocno powiązana z książkami Filipa Czekały. Na Białorusi działała w opozycji, co cztery lata temu zmusiło ją do ucieczki z rodzinnego Mińska. Gdy przyjechała do Poznania, zachwyciła się miastem i jego architekturą. Chciała się o nim jak najwięcej dowiedzieć: – W ramach nauki języka polskiego postanowiłam dużo czytać. I od czego zaczęłam? Oczywiście od książek o Poznaniu. Pierwsze pozycje, po które sięgnęłam, były autorstwa Filipa Czekały. Okazały się bardzo ciekawe i, co było dla mnie niezwykle ważne, napisane przystępnym językiem. Można powiedzieć, że od czytania Filipa Czekały czy Piotra Bojarskiego zaczęła się moja poznańska pasja.

Pani Wiktoria, zainspirowana wspomnianymi lekturami, postanowiła zrobić kurs na przewodniczę miejską. Dziś oprowadza wycieczki, opowiadając o Poznaniu po białorusku i rosyjsku. Czasami jedna taka historia jest warta więcej niż setki pozytywnych recenzji. – Ideą moich książek jest to, by przekonać Poznaniaków, żeby zaczęli zwiedzać własne miasto – zachęca Filip Czekała. I trudno się z tą ideą nie zgodzić.

Polecamy również

Chcesz wiedzieć o wszystkim, co najważniejsze w poznańskiej kulturze?
O wydarzeniach, miejscach, ludziach, zjawiskach, trendach?
Zapisz się do naszego piątkowego dynkslettera!