POLECAM POZNAŃ!
– cykl, w którym Poznaniacy i Poznanianki opowiadają o swoich kulturalnych zainteresowaniach i spędzaniu wolnego czasu w mieście
Wojciech Krawczuk
– architekt, współwłaściciel pracowni Front Architects; od 2019 roku prezes poznańskiego oddziału Stowarzyszenia Architektów Polskich; rodowity Poznaniak, mieszka na Smochowicach
Architektura jest dla mnie sztuką obserwacji życia. Równie ważne jak projektowanie jest odejście od biurka, obserwowanie ludzi, przyglądanie się ich potrzebom. Staram się więc sporo podróżować i obcować z kulturą.
Popołudniami chętnie wychodzę do kin studyjnych, moim ulubionym jest Rialto. Urodziłem się na Jeżycach, wychowałem na Ogrodach, dlatego zawsze miałem je obok. Podoba mi się kameralna atmosfera tego miejsca i program, w którym pełno klasyki kinematografii. Kiedy mieszkałem na Piątkowie, miałem blisko do Cinema City w centrum handlowym Plaza.
W domowym zaciszu korzystam z platform streamingowych, w tym z 35mm.online z ogromnym zasobem polskich filmów. Z okazji trwającego roku Andrzeja Wajdy przypomniałem sobie jego dzieła. Jestem fanem seriali – uwielbiam Grę o tron, obejrzałem kilka razy wszystkie sezony. Lubię Żywe trupy, które powstały na bazie komiksu, Breaking Bad, Peaky Blinders. Oglądam komedie, produkcje historyczne, kostiumowe, fantastykę, ale też poważne tytuły o kondycji człowieka.
Staram się bywać na wernisażach, bo wysłuchanie komentarza artysty czy kuratora jest istotne. Dobrze nim podeprzeć intuicyjny odbiór.
W Poznaniu polecam zaglądać na wystawy do Centrum Kultury Zamek, Akademii Lubrańskiego, Pop Culture Gallery w Starym Browarze i Muzeum Narodowego. Nadal wspominam retrospektywny pokaz malarstwa Józefa Chełmońskiego, który rok wcześniej, w innej odsłonie, widziałem w warszawskim Muzeum Narodowym.
Interesuję się sztuką nowoczesną, dlatego bywam w Galerii Miejskiej Arsenał i w prywatnych galeriach, jak Molski Gallery na Sołaczu. Widziałem tam niedawno świetną wystawę Jakuba Sobczyńskiego, zaledwie dwudziestotrzyletniego i bardzo utalentowanego malarza. Śledzę działania grupy artystycznej Pol/Sztyma/Wolna – to artystki tworzące przede wszystkim ceramikę, ale nie boją się rysunku i malarstwa. Wystawy ich prac odbywają się w nieoczywistych przestrzeniach, na przykład w Perfumerii w Parku Wilsona czy Galerii Zacnie na Garbarach.
Ciekawe wystawy prezentowane są w osiedlowych domach kultury. Odwiedzam Młodzieżowy Dom Kultury nr 2 na Cytadeli, bo warto spojrzeć na to, co tworzą prowadzący zajęcia z młodymi ludźmi. Widziałem tam wystawę prac Krzysztofa Musiała, które powstały w dialogu z różnymi środowiskami i grupami społecznymi. Sam kolekcjonuję sztukę, choć kiedyś byłem w to bardziej zaangażowany. By być na bieżąco z obiecującymi nazwiskami, odwiedzam wystawy po Konkursie im. Marii Dokowicz na najlepsze dyplomy studentów i studentek poznańskiego Uniwersytetu Artystycznego. Przez moje ręce przeszły prace Radosława Szlagi, Teodora Durskiego, Jarka Jeschke, Magdy Wolnej czy Alex Urban.
Myślę, że sztuka uliczna zasługuje na więcej uwagi. Doświadczeni grafficiarze działają bardzo umiejętnie i wyłącznie w odpowiedniej przestrzeni.
Cieszę się, że w Poznaniu aktywni są tacy artyści, jak Noriaki, Someart czy Bart Sucharski. Na fali rosnącej popularności graffiti zaczęły powstawać murale, które niestety coraz częściej stają się bannerami reklamowymi, choć te, zrobione w sposób inteligentny, zdobią miasto. Dobrym przykładem jest ściana przy ulicy Dąbrowskiego, od strony Mostu Teatralnego, na której pojawiają się coraz lepsze projekty.
Po drugiej stronie ulicy mieści się mój ulubiony teatr – Nowy. Zawsze podobał mi się sposób, w jaki łączy się tam żart z powagą oraz fakt, że twarze osób występujących na scenie, choćby Michała Grudzińskiego, można kojarzyć z szklanego ekranu. Przyglądam się z uznaniem temu, w jaki sposób prowadzony jest Teatr Muzyczny. Widziałem tam Kombinat, w którym wykorzystano muzykę Republiki. O poziomie tej sceny świadczy brak biletów niemal na wszystkie spektakle. Nie mogę się doczekać aż teatr przeniesie się do nowej siedziby, może większa widownia pozwoli pomieścić wszystkich fanów musicali. Śledzę reaktywowany Malta Festival, który wraca do korzeni związanych z teatrem niezależnym. Chciałbym jednak, by więcej spektakli było w plenerze.

Wojciech Krawczuk | foto Michał Sita
Bardzo chętnie słucham muzyki na żywo. Kilka miesięcy temu zaliczyłem BitterSweet. Bardzo pozytywnie odbieram dobór artystów oraz koncerty (najlepiej bawiłem się na Gorillaz!), choć nie jestem przekonany do tego, czy Cytadela to najlepsze miejsce na tego rodzaju imprezę. Latem polecam śledzić koncerty darmowych cykli, jak Scena nad Rusałką czy Na Falach. Wybrałem się tam z córką na koncert Huberta., którego muzyka bardzo przypadła mi do gustu.
Wychowywałem się na punku, ale byłem harcerzem, więc szanty i muzyka przy ognisku nie są mi obce. Niespodziewanie wyrosłem na fana Depeche Mode, byłem na wielu ich koncertach, a Enjoy The Silence przez lata miałem ustawiony jako dzwonek w telefonie. Z paczką przyjaciół z liceum jeździmy też na koncerty U2.
Od kilku lat intensywnie słucham jazzu i odnajduję się w tej z pozoru chaotycznej muzyce. Chodzę na koncerty podczas Enter Enea Festival, Blue Summer Jazz, wybieram wydarzenia z cyklu JazZamek i w Blue Note.
Na ciekawe koncerty jazzu eksperymentalnego można trafić w klubie 2Progi, byłem tam na świetnym występie EABS. W ostatnim czasie, może trochę z powodu ubiegłorocznej śmierci Michała „Joki” Martena, słucham sporo hip-hopu, wracając do klasyków, takich jak Kaliber 44, Paktofonika czy Peja.
Bywam w SARP Social Club na Starym Rynku, siedziba poznańskiego oddziału Stowarzyszenia Architektów Polskich mieści się tuż nad nim. Organizowane są tam różne wydarzenia. Pamiętam zagrany dla trzydziestu osób kameralny koncert Pudelsów. Występowali tam również Marcin Małecki czy Mikołaj Trzaska.
Kiedy studiowałem, prężnie rozwijała się w Poznaniu scena klubowa. Pamiętam Maltę, Eskulap, Post Dali czy Fabrykę przy Mostowej. Choć większość tych klubów już zniknęła, tamtejsi muzycy nadal są aktywni. DJ Wookie, który stawiał wtedy pierwsze kroki, grywa w Rewirach – zachęcam by wybrać się na jego set. Chodziłem też do Schronu oraz na koncerty z cyklu LAS w Pawilonie i w innych lokalizacjach, ale ostatnio znacznie mniej imprezuję, chyba z wiekiem zmieniły się moje zainteresowania.
Dziś, jeśli decyduję się na wieczór poza domem, wybieram restaurację. Cieszy mnie, że poznańska gastronomia jest doceniona przez światowe przewodniki kulinarne.
Choć wracam do sprawdzonych miejsc, przede wszystkim do Fromażerii, wiele radości mam z odkrywania nowych lokali. Szukam ich używając nie tylko przewodników Michelin czy Gault&Millau, ale i z pomocą twórców internetowych, szczególnie Mytujemy. Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek zawiódł się na ich rekomendacji. Trafia do mnie estetyka treści Mytujemy, to w jaki sposób opowiadają o jedzeniu i lokalach.
W ciągu dnia na szybką kawę dobrze wyskoczyć do Kaferdamu na nowym dziedzińcu przed Zamkiem, za to na wieczór świetnie sprawdza się Czarny Kot przy Marcelińskiej. W weekend to miejsce pęka w szwach, dlatego dobrze zajrzeć tam w tygodniu, kiedy panuje sąsiedzka, kameralna atmosfera.
Dużo przyjemności czerpię z zaglądania do kuchni. Zazwyczaj króluje w niej moja żona, ale czasami uda mi się przejąć czapkę szefa. Lubię brać udział w warsztatach kulinarnych w SPOT, Republice Słonecznej czy w The Kitchen przy Wichrowej.
Moim małym marzeniem jest stworzenie klubu kolacyjnego. Przez kilka lat przyjaciółka prowadziła Wspólny Stół na Batorym, były to kolacje w jej mieszkaniu dla niedużej grupy znajomych. Chciałbym stworzyć coś podobnego dla znajomych z różnych środowisk, by móc ich ze sobą poznać.
O sztuce kulinarnej dowiaduję się między innymi z audycji Bistro w Radiu 357, którego jestem patronem. Żałuję, że kilka lat temu osoby, które tworzyły radiową Trójkę rozpierzchły się po różnych mediach i trudno jest dziś być na bieżąco ze wszystkimi ulubionymi audycjami i prowadzącymi, z których część trafiło właśnie do 357.
Zdarza mi się słuchać podcastów, wybieram Podcast amerykański, Mao powiedziane, Umyślnie i programy Studia Dynks. Włączam je podczas pracy w ogrodzie albo dłuższych samotnych spacerów. Za to samochodzie, kiedy jeżdżę po Poznaniu, zawsze leci Radio Afera. Czasami wybieram audiobooki. Teraz słucham – modnej przez tegoroczne ekranizacje – Lalki Prusa. Chciałbym wrócić do klasyki literatury i odświeżyć sobie lektury, których nie rozumie się będąc nastolatkiem.
Od trzydziestu lat pasjonuję się komiksem. Regularnie kupowałem Kapitana Żbika, Kapitana Klossa, Kajko i Kokosza, Tytusa, Romka i Atomka. Co roku w kwietniu zaglądam do Biblioteki Uniwersyteckiej, gdzie odbywa się Poznański Festiwal Sztuki Komiksowej, który organizuje Michał Traczyk. Ściągają na niego komiksowe gwiazdy, z roku na rok coraz ważniejsze nazwiska. Oczywiście komiksy pojawiają się również na Pyrkonie i Targach Książki, które odwiedzam.
Czytam przed snem i muszę przyznać, że zdarza mi się zasnąć z nosem w książce. Półmrok, zmęczone oczy i wrażenia po całym dniu nieraz biorą górę, nawet nad najbardziej wciągającą historią. Czytam różne książki, nie tylko te o architekturze. Lubię publicystykę Grzegorza Piątka i Filipa Springera, bo uważam, że architektura powinna być punktem wyjścia do opowieści o człowieku i społeczeństwie. Z przyjemnością sięgam po kryminały, oprócz książek Jo Nesbø mogę zarekomendować te, napisane przez Igora Frendera, mojego przyjaciela, który tworzy powieści giallo. Są to bardzo brutalne historie detektywistyczne, okraszone groteskowym humorem. Teraz czytam Kto widział ich śmierć, najnowszy tom serii o kapitanie milicji, Janie Jedynie. Chętnie sięgam po książki opowiadające o innych regionach świata, reportaże o Skandynawii, regularnie wracam do osadzonej w Barcelonie serii Carlosa Ruiza Zafóna.
Nasze kompaktowe miasto jest idealne do spacerów. Warto śledzić ofertę wycieczek organizowanych przez SARP, Poznańskie Centrum Dziedzictwa czy poznański oddział Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego.
Czasem są to trasy po jednej dzielnicy, czasem ścieżki inspirowane wydarzeniem historycznym albo czyjąś biografią. W Poznaniu na takie wędrówki przychodzi wielu chętnych. Cieszy mnie, że mieszkańcy chcą poznawać lepiej miasto.
Moim ulubionym miejscem na spacery jest Park Cytadela i zachodni klin zieleni. O naszej trasie mówimy z przyjacielem „poznański classic” na cześć Fjällräven Classic, szwedzkiej trasy trekkingowej, w której braliśmy udział. Nasza, poznańska, zaczyna się na ulicy Botanicznej, przy restauracji Makaron i prowadzi przez tereny nad Rusałką, Strzeszynkiem i z powrotem. Pamiętam, że jeszcze trzydzieści lat temu, gdy biegałem wokół Rusałki, nie było tam żywej duszy, a dziś to miejsce tętni życiem. Teraz już co prawda nie biegam, za to dużo chodzę i jeżdżę po mieście rowerem – Poznań się zmienia, a my razem z nim.